Wytłumacz mi…

0
127

Na świecie jest wiele rzeczy i zjawisk, których nie rozumiemy. Już sam fakt, że ziemia nie zawala się pod naszymi stopami, niebo nie spada nam na głowę, a słońce nie powoduje, że wszystko pali się jak w ogniu, sprawia, że wciąż zadajemy pytania i najczęściej nie otrzymujemy odpowiedzi. A jeśli ją otrzymujemy – to i tak jej nie rozumiemy, bo język fizyki, chemii i biologii jest jeszcze bardziej skomplikowany niż te wszystkie zjawiska razem wzięte. Co robić? Sięgnąć po Tłumacza rzeczy

Niezrozumiały żargon towarzyszy nam na co dzień – czy jest to język prawniczy, czy matematyczny, czy fizyczny, chemiczny i biologiczny właśnie. Ludzie nauki posługują się terminami, które same w sobie są niepojęte, a co dopiero ich definicje. Jesteśmy w stanie ogarnąć swoim umysłem wiele nieścisłości i prawidłowości, staramy się je uchwycić i choć w minimalnym stopniu przetłumaczyć z polskiego na nasze, ale często przegrywamy ze schematami i opisami, które nic nam nie mówią. 

W większości przypadków kieruje nami po prostu ciekawość. Chcemy się dowiedzieć, jak coś działa, chcemy poznać konstrukcję i mechanizmy. Jak to się dzieje, że wystarczy włączyć pralkę i ponaciskać kilka przycisków, a ona wypierze nam ubrania? Dlaczego w lodówce jest zimno? No i jak to możliwe, że kalkulator liczy, a telefon dzwoni? Tyle pytań, ale ani jednej „normalnej” odpowiedzi. 

Randall Munroe – autor internetowego komiksu xkcd i książki What if? A co gdyby? – pozbierał najciekawsze zjawiska i umieścił je w Tłumaczu rzeczy, tylko że w nieco innej formie. Zamiast windy zobaczymy podnoszący pokój, zamiast długopisu kijek do pisania, a zamiast laptopa – zginany komputer. Spoglądamy na rysunki i… zaczynamy się dziwić. Roi się tu od tekstu, ale on w żaden sposób nie przypomina tego z Wikipedii czy książki do fizyki. Zresztą… nie oszukujmy się – takich rzeczy w książce do fizyki nawet nie ma. 

Dowiadujemy się zatem, że gryzienie kijka do pisania już nam nie grozi, bo nie używamy już szkodliwego metalu do wyrobu żółtego koloru, a gdy koniec długopisu wychodzi za szybko… koloruje nasze ubrania i musimy wtedy kupić nowe, chyba że nowy kolor nam się podoba. I tak właśnie wygląda cała ta 60-stronicowa książka. Jest przesycona rysunkami, które choć są podobne do podręcznikowych schematów, wcale nas nie męczą, tylko wręcz przeciwnie – fascynują. A dopiski autora, który tłumaczy nam, jak to wszystko działa, są na tyle ciekawe i humorystyczne, że pobudzają naszą wyobraźnię i nas rozśmieszają, a nie usypiają jak regułki do wykucia na sprawdzian. 

Czy muszę mówić, że zakochałam się w tej książce od pierwszego wejrzenia? No dobra, nie muszę, ale właśnie to powiedziałam. Dopowiem jeszcze dlaczego: to nie jest zwyczajna książka. Po pierwsze, jej format sprawia, że przypomina album. Dzięki temu, że jest duża, wszystko, co się w niej mieści, jest przejrzyste, a mała czcionka wcale nie męczy naszego wzroku. Po drugie – jak już wspomniałam, zawiera bardzo dużo rysunków, które dzięki wkładkom są widoczne i czytelne. A zatem całość jest doskonale dopracowana i pięknie wydana. Możemy się zachwycać i zachwycać, czytać tę książkę do poduszki i poznawać wszystko, co nas otacza, od nowa. Tym razem ze zrozumieniem, bo Munroe nie użył w niej żadnej skomplikowanej regułki i terminu, którego możemy nie zrozumieć. Wszystko zostało opisane wręcz łopatologicznie, a jednocześnie niepozbawione naukowości. 

Gdy już raz otworzycie tę książkę, nie zamkniecie jej, dopóki nie dotrzecie do ostatniej strony. No, chyba że wolicie codziennie poznawać coś nowego i zbyt wcześnie się z nią nie rozstawać. Tylko że… chyba będziecie musieli uzbroić się w cierpliwość, żeby z ciekawości nie przeczytać o rozdział za dużo. Jakkolwiek zrobicie, wiedzcie jedno: to będzie wasza specjalna encyklopedia. Niepotrzebne wam już niezrozumiałe regułki i schematy, z których nic nie wynika. Macie Tłumacza rzeczy

logo_czarna_owca_new

ZOSTAW ODPOWIEDŹ