Zwiadowcy – Płonący most

To już drugi tom serii Zwiadowców. Muszę przyznać, że jest wart czytania. Gdy zatopiłam w nim swoje myśli, nie mogłam skończyć. Puf! Utopiłam się! Tym razem młodzi bohaterowie również nie dają o sobie zapomnieć.

Tytuł: Zwiadowcy. Płonący most
Autor: John Flanagan
Wydawnictwo: Jaguar

 

Will i Horace są już rok czeladnikami swoich mistrzów. Młody zwiadowca ćwiczy całymi dniami strzelanie z łuku, rzucanie nożami oraz krycie w cieniu. Staje się ważnym członkiem Korpusu Zwiadowców. Pomimo iż jest uczniem, zrobił naprawdę wiele dla Araulen. Jednakże nie dokonał tego sam. Horace – wróg z dzieciństwa, a teraz przyjaciel, dzielnie go wspiera. On również nie spoczywa na laurach. Co dzień wstaje o świcie i wraz z pozostałymi członkami Szkoły Rycerskiej szkoli się na rycerza królestwa.
 
Przygoda rozpoczyna się, gdy Halt wraz z Willem podążają śladami wargalów – sługów Morgaratha. Zdobywają tajne plany władcy Gór Deszczu i Nocy. Wkrótce zamierza on napaść na Araulen potężną armią, którą zebrał na przestrzeni szesnastu lat wygnania. Król postanawia wysłać posłańców do Celti, aby przypomnieć o zawartym trzydzieści lat temu traktacie o wzajemnej pomocy. Trzema szczęśliwcami stają się: Will, Horace i były uczeń Halta – Gilan. Kiedy docierają na ziemie południowych sąsiadów, nic nie jest takie, jakie być powinno.
 
Drugi tom serii Zwiadowców nie odbiega niczym od poprzedniego. Wspaniała przygoda, której akcja dzieje się w górzystej Celti. Nowy kraj, nowe obyczaje i język. Autor postarał się, aby nuda nie wkradła się pomiędzy stronicami. Horace z bezmózgowego ciała mięśniowego staje się całkiem inteligentnym młodzieńcem, dla którego jedynym rozwiązaniem nie jest już tylko zbicie swojego przeciwnika na kwaśne jabłko. Chociażby taka minimalna zmiana daje nam wrażenie, że Flanagan doskonale zdaje sobie sprawę, iż każdy się rozwija, a zwłaszcza szesnastoletni umysł. Pokazuje, że nie boi się dokonywać zmian, a jeśli już to robi, to tylko w dobrym kierunku. Wykorzystuje znane nam już postacie, by zapoznać się z nowymi – wygadaną Evanlyn, czy rozsądnym Erakiem ze Skandii.
 
Rozpoczynając czytanie, już od pierwszego rozdziału uciekałam wspomnieniami do poprzednich przygód. Wiedziałam, że się nie znudzę. Wręcz całą sobą walczyłam, by robić coś więcej niż siedzieć z książką na kolanach. Nie było opcji, aby mnie odciągnąć. To powieść dla młodzieży? Nie tylko! Świat stworzony przez autora jest tak realistyczny, że w wyobraźni buzuje plątanina obrazów. Bohaterowie nie są statyczni, dynamiczność ich rozwoju aż bucha ze stronic. Dzięki temu wiemy, że ich plastyczność przyciągnie nas do siebie, a nie odtrąci, jak to czasami niestety bywa. Zachowania są odpowiednie do wieku, więc nie mamy wrażenia ogłupienia, bądź zbyt szybkiego dorosłego podejścia do rzeczywistości. Czy to dobra powieść? Oj tak! Zdecydowanie tak! Każdy miłośnik przygód, dobrego humoru, męskiej przyjaźni (a gdzie o takiej ostatnio można przeczytać?) powinien niezwłocznie sięgnąć po Zwiadowców!

Leave a comment



Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Czytaj pierwszy!

Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia