W stronę światłości

Wyobraźnia nie ma granic. Gdy marzymy, wszystko jest możliwe. I nie tylko wygrana w lottka, awans czy ślub jak z bajki. Po prostu… wszystko! Dla mnie pierwszym kontaktem ze światem, który nie ma żadnych ograniczeń, była Alicja z krainy czarów. Przecierałam oczy ze zdumienia, bo w tej książce niczego nie mogłam być pewna. Nie sądziłam, że dam się zaskoczyć ponownie. A jednak Bramy Światłości okazały się bramami prowadzącymi wprost do krainy fantastycznego… absurdu.

Tytuł: Bramy Światłości tom 1
Cykl: Zastępy Anielskie (tom 5)
Autor: Maja Lidia Kossakowska
Wydawnictwo: Fabryka Słów

Jestem ogromną miłośniczką Siewcy wiatru. Od momentu, w którym przeczytałam tę książkę, staram się czytać wszystko, co napisze Kossakowska. Kiedy więc dowiedziałam się, że zostanie wydana kolejna część mojej ulubionej serii, poczułam, że muszę ją mieć, natychmiast!

Tym razem autorka zabiera nas w podróż po Strefach Poza Czasem. A wszystko to za sprawą niepozornej badaczki, Seredy. Skrzydlata dopiero co wróciła z wyprawy i twierdzi, że właśnie tam czuła obecność Pana. Archaniołowie są poruszeni, już czują zbliżający się koniec pewnej epoki, postanawiają zatem zbadać sprawę i w tym celu wysyłają Seredę oraz Daimona (tak, naszego drogiego Tańczącego na Zgliszczach!) na „małą wycieczkę”. Nie dość, że piekielnie niebezpieczną, to jeszcze zupełnie nieprzewidywalną. Tam może wydarzyć się wszystko, dosłownie wszystko!

Jak pewnie każdy miłośnik Siewcy wiatru zauważył, od pierwszej części serii minęło trochę czasu. Kossakowska napisała w międzyczasie sporo innych książek i ich wpływ jest bardzo wyczuwalny w najnowszej powieści. Niestety kosztem tego, co lubiłam w anielskiej serii.

Akcja Siewcy rozgrywała się w głównie pomiędzy niebiosami a piekłem, nieraz zahaczając o Ziemię. To była skomplikowana dworska intryga z mnóstwem zwrotów akcji i niebanalnym poczuciem humoru. Uwielbiałam bohaterów tej serii, byli wprost niesamowici, a rozwój ich relacji śledziło się z zapartym tchem. Tworząc anielską serię, Kossakowska zaproponowała coś nowego w oklepanym wtedy gatunku fantasy.

Bramy Światłości zaczynają się podobnie. Gabryś, stary dobry Gabryś, już od pierwszej strony zarzuca nas swoimi problemami. Również Daimon kusi nieprzystępną osobowością, a Razjel przyciąga tajemnicą. A potem rozpoczyna się przygoda i mamy powieść inną niż wszystkie poprzednie.

Czego jest mniej? Nie mamy już tyle relacji, intryg, podstępów i zaskakujących zwrotów akcji. Tym razem przygoda to „przygoda” w dosłownym znaczeniu. Akcja prowadzona jest w głównej mierze przez dwóch bohaterów, dlatego wszystkie inne relacje nie zostają w pełni opisane. Gabryś pojawia się tylko kilka razy, Lampka pałęta się pod nogami i chociaż go uwielbiam, jego obecność nie ma większego znaczenia. Ciekawie zapowiedziana tajemnica Razjela przynajmniej w tym tomie nie zostaje rozwinięta. Ach… i jeszcze Daimon… interesująca wzmianka z początku również wyczekuje kontynuacji.

Gdybym miała wskazać najbardziej interesującą parę tego tomu, to byłby to bez wątpienia Daimon i jego konik… tfu… Boska Bestia! Niewyjęte dialogi, świetne poczucie humoru, klasa sama w sobie. Nie wiadomo, kogo się kocha bardziej: wierzchowca, czy jego pana (w zasadzie ten pierwszy zdaje się ciut inteligentniejszy). Kontakty z Seredą również zostały ciekawie przedstawione, chociaż nie wychodzą poza granice poprawności.

Główna część książki to podróż po Sferach Poza Czasem – dziwnej, dzikiej krainie, w której wszystko jest możliwe. Niektóre opisy są niesamowite. Kossakowska po raz kolejny dowodzi, że jej wyobraźnia nie ma granic. Tym razem postawiła na akcję i niesamowitą scenerię. Bramy Światłości to połączenie Alicji z krainy czarów z Indianą Jonesem. Dużo akcji, mnóstwo walk i psychodelia w najczystszej postaci. Mniej refleksji, mniej intryg, za to morze trupów (dosłownie i w przenośni).

W innej recenzji przeczytałam, że książka sprawia wrażenie, jakby autorka nie miała pomysłu na powieść. I niestety coś w tym jest. Przebieg fabuły można streścić słowami „poszli na wyprawę i idą”. Ten tom to przede wszystkim ukłon w stronę miłośników powieści akcji.

Z żalem muszę też stwierdzić, ze autorka polubiła dzielenie historii na pół. O ile pierwsze jej książki zawsze stanowiły zamkniętą opowieść, ta ponownie… urywa się w połowie. Bardzo szkoda, bo akurat tego zabiega w literaturze nie potrafię zrozumieć.

Dużym plusem Bram Światłości jest hinduska mitologia. W poprzednich tomach poznajemy tyle szczegółów dotyczących anielskiego świata i śledzimy jego zawiłości, że przeniesienie uwagi na inną kulturę to ciekawy zabieg. Można się wiele nowego dowiedzieć, co dodatkowo ułatwia nam słowniczek tradycyjnie umieszczony na końcu książki.

Jeśli chodzi o zapewnienia, że książkę można czytać w oderwaniu od poprzednich części, to muszę stwierdzić, że odpowiedź brzmi: i tak, i nie. Owszem, brak znajomości poprzednich tomów nie utrudnia nam zrozumienia tego i chociaż autorka stara się, jak może, nie wspominać o poprzedniej akcji, to siłą rzeczy… trochę informacji przemyca. Gdy później będziemy chcieli wrócić do poprzednich tomów, może się okazać, że znamy już część historii.

Bramy Światłości zupełnie mnie zaskoczyły. Moja ulubiona autorka, najukochańszy cykl i… zupełnie coś nowego. Nie powiem, żeby było to zniechęcające. Miło jest raz na jakiś czas spotkać taką niespodzianką. Bez wątpienia będę wyczekiwać kontynuacji, ale… Siewca wiatru i tak pozostanie dla mnie najlepszym anielskim tomem.

fabrykaslow

Więcej recenzji książek Mai Lidii Kossakowskiej znajdziesz tutaj.
Możesz też poczytać więcej o fantastyce. Zapraszamy!

Leave a comment



Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 12 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia