Batman: Miasto Sów – czy dotrzymuje kroku?

A więc nadeszła pora, byśmy kontynuowali naszą, powiedziałbym, magiczną podróż przez tę sprezentowaną mi na urodziny serię komiksów. Jesteśmy już po recenzji Trybunału Sów, którą przeczytać możecie tutaj. Teraz nadszedł czas na sequel. A jak to z tymi sequelami bywa, jeśli prequel był dobry, to fani oczekują czegoś o wiele lepszego i mocniejszego od kontynuatora serii. Czy Miasto Sów trzyma poziom świetnego Trybunału…? Czy komiks jest spełnieniem również moich oczekiwań w stosunku do kontynuacji serii, co do której miałem wielkie nadzieje? Zapraszam do lektury tekstu, który powinien rzucić nieco światła na nocne Gotham.

 

Tytuł: Miasto Sów
Scenariusz: Scott Snyder 
Rysunki: Greg Capullo
Wydawnictwo: Egmont

Historia przedstawiona w tym komiksie jest kontynuacją fabuły z części pierwszej. Rozpoczyna się w posiadłości Wayne’a, która zostaje napadnięta przez tabun szponów mających za zadanie zabić Bruce’a i wszystkie osoby znajdujące się w posiadłości. Jak się po chwili okazuje, Trybunał obrał sobie za cel nie tylko Batmana i Wayne’a, ale także wszystkie najważniejsze osoby w mieście. Organizacja – jak widać – zaczęła działać czynnie i próbuje przejąć absolutną kontrolę nad miastem, które uważa za swoje. Z pomocą przyjdą mu przyjaciele i rodzina. Batgirl, Damian Wayne, Nightwing i kilkoro innych, znanych nam z uniwersum DC postaci. Pomogą oni Batmanowi, nadal załamanemu po wydarzeniach z części pierwszej, odzyskać kontrolę nad miastem, które kocha, i pokonać Trybunał Sów, zacieśniający swe szpony na mieście. Oprócz tego wątku mamy kilka historii pobocznych, takich jak „narodziny” Mr. Freeza czy też historia pewnej młodej ambitnej dziewczyny starającej się pomóc Batmanowi pomimo jego niechęci do mieszania się w jego sprawy.

Należy zauważyć, że komiks nie jest już tak nastawiony na śledztwo i fabułę jak pierwsza część. W pierwszej mieliśmy do czynienia z komiksem skupionym na opowieści jako takiej. Przedstawianie historii. Tutaj historia jest w nie mniejszym stopniu opowiadana i nie mniej ciekawie, ale twórcy postanowili bardziej skupić się na odczuciach bohaterów. Na emocjach, które nimi targają podczas tej niebezpiecznej i nieco samobójczej misji. Batman przestaje wierzyć w siebie. To jego rozterki i walka z nimi są najciekawszą stroną tego komiksu. Widzimy, jak nasz bohater przeistacza się ze złamanego, zrozpaczonego człowieka w dumną i gniewną istotę, która musi dla swojego miasta i swoich bliskich przegryźć tę gorzką pigułkę, jaką jest świadomość, że nigdy tak naprawdę do końca nie poznał Gotham, i walczyć. Iść przed siebie. Bronić wszystkiego, co mu drogie, ale też wszystkiego, co dla niego bolesne. Widzimy bohatera, którego znamy. Profil psychologiczny, który potrafimy zrozumieć. Wielokrotnie czułem w sercu wiele żalu i wiele różnorodnych kłębiących się we mnie emocji, gdy czytałem kwestie Wayne’a. Rozumiałem jego strach. Jego ból i gniew. Miasto Sów jest napisane właśnie postaciami. Nie wydarzeniami i scenami jako takimi. Tę historię najbardziej budują jej bohaterowie, którzy bardziej nawet niż walczyć z Trybunałem, muszą walczyć ze swymi własnymi wewnętrznymi demonami, które trawią ich już od dawna.

Komiks pod względem kreski nie różni się znacząco od swojego poprzednika, ale warto tu wspomnieć o kilku istotnych kwestiach. Jest on o wiele mroczniejszy pod względem palety barw i lokacji. Klimat został dość poważnie zmieniony względem części poprzedniej. Tak jak Trybunał Sów był tajemniczym, pełnym niedopowiedzeń komiksem, tak Miasto Sów jest przepełnione akcją, mrokiem i powagą. To się czuje, uwierzcie mi. Czujemy od pierwszego panelu, że mamy tu do czynienia z opowieścią dramatyczną, kulminacyjną i ciężką. Mamy uwierzyć, że misja Batmana jest z góry skazana na porażkę. Kolorystyką i stylem rysowania zastosowanym w tym komiksie autorzy starają się nam podkreślić, w jak złej sytuacji znalazł się nasz bohater i jak ciężko będzie mu cokolwiek w tej sprawie poradzić.

Sam rysunek, tak jak w przypadku Trybunału Sów, stoi na naprawdę wysokim poziomie. Nie odstępuje od swego „ojca” i nadal cieszy wzrok oraz zmusza niekiedy do zastanowienia się nad poszczególnymi panelami, w których nie raz zawarta jest symbolika dotycząca danej sytuacji. Pamiętam jeden panel, który ukazywał okno w pokoju jednego z przodków Bruce’a, terroryzowanego przez Trybunał. W oddali, daleko na niebie, widać było małą plamkę z delikatnie zarysowanym kształtem. Była to sowa. Zwiastun nadejścia Szpona. Nadejścia śmierci zesłanej przez Trybunał Sów. Ma to swój klimat i cholernie satysfakcjonuje odnalezienie tego typu elementów otoczenia, które przemawiają do nas bez słów.

Miasto Sów to komiks potężny. Komiks, który tak jak jego poprzednik stoi na naprawdę wysokim poziomie – i polecam go tym wszystkim, którzy przeczytali część poprzednią! Owszem. Jest to chyba jedyna wada tomu drugiego: jest on przystosowany do osób, które są zapoznane z pierwszym tomem. Dla osób, które zaczynają od Miasta…, może być on nieco skomplikowany i nielogiczny. Mówiąc prościej: jest nieprzyjazny dla nowych użytkowników! Starałem się jednak oceniać go jako dopowiedzenie, kulminację i uzupełnienie tomu pierwszego. Razem te dwa komiksy stanowią kawał porządnej batmańskiej rozrywki, której żaden fan DC i po prostu porządnych, przepełnionych emocjami historii nie może przeoczyć.

cdn.

Leave a comment



Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 12 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia