Tego nie robi się kotu…

0
137

 

Coś się tu nie zaczyna
w swojej zwykłej porze.
Coś się tu nie odbywa
jak powinno.
Ktoś tutaj był i był,
a potem nagle zniknął
i uporczywie go nie ma.

– Wisława Szymborska, Kot w pustym mieszkaniu

Z pewnością wielu z was kiedykolwiek zastanawiało się nad tym, dlaczego kot w pustym mieszkaniu. I dlaczego… „umrzeć – tego nie robi się kotu”. O co chodzi z tym kotem? Otóż o to, że najlepiej w życiu ma właśnie on! 

A dokładniej: najlepiej w życiu ma kot Kornela Filipowicza. Tak, tego Filipowicza – jednego z najznakomitszych polskich prozaików. A książka, o której chciałabym wam opowiedzieć, to zbiór listów, które wymienili ze sobą Wisława Szymborska i Kornel Filipowicz właśnie. Ani ona, ani on już nie żyją. Jedno jest pewne: kochali się pięknie, choć nietypowo. Byli ze sobą, ale obok siebie. Tak daleko, a tak blisko…

List to jeden z tych wdzięcznych gatunków, które nie ulegają fikcji. Fikcja swoje, a one swoje. Ona chce ukrywać, on – odkrywać. Ona tuszuje, on – wyostrza. I to jest w tym wszystkim najcudowniejsze: listy zawsze będą nam się kojarzyły z czymś, co ponadczasowe, osobiste i przede wszystkim – prawdziwe. Tu każde słowo coś znaczy. Każde jest ważne i każde jest piękne, gdyż pochodzi z głębi serca. 

Wisława Szymborska i Kornel Filipowicz pisali do siebie w taki sposób, że dziś, podczas czytania, niewątpliwie uronimy niejedną łzę, ale też nie raz i nie dwa się zaśmiejemy. On – Kornel, Eustachy, Xiążę, zawsze kochany, zacny pan Tulczyński. Ona – Wisława, Hrabina L., zawsze kochana. Oboje będący końmi cwałującymi obok siebie, o doskonałym poczuciu humoru, ale też tonący w tęsknocie… 

Listy to książka, którą może przeczytać każdy. Znajdziecie tu wszystko: to, co znaleźć chcecie, i to, czego znaleźć nie chcecie. Między jednym a drugim ceny jajek, wartości temperatury i znakomite autotematyczne żarty. Napisane po mistrzowsku, ozdobione pięknymi ilustracjami, tętniące niezwykłym uczuciem i czułością – pokazują nam, że życie tak naprawdę może być dla nas cudowne, musimy tylko chcieć je jako takie widzieć. 

A dlaczego ten kot? Ano dlatego, że w przeciwieństwie do Wisławy Szymborskiej miał ten zaszczyt bycia przy Kornelu Filipowiczu. Zawsze i wszędzie. Kornel też był. I był. A potem nagle zniknął. I uporczywie go nie ma… 

Nie ma do dziś: ani jego, ani jej. Ale są Listy. I jest kot, zawsze gdzieś PRZY, nigdy przed, nigdy za. Zawsze przy, obok, z. Obyście czytając te nieopublikowane dotąd listy, poczuli to, co poczułam ja: niesamowite wzruszenie i pewność. Pewność, że zawsze będzie ktoś, komu będzie najlepiej w życiu, bo będzie przy nas. I my też będziemy mieć najlepiej – bo ktoś będzie przy nas.

znak_basic_250

ZOSTAW ODPOWIEDŹ