Sherlock Holmes. Studium w szkarłacie. Znak czterech. Pies Baskerville’ów.

0
88
W książce mamy do czynienia z trzema sprawami detektywistycznymi. Zaczynamy od jednej, bardzo prostej z punktu widzenia naszego bohatera, gdzie poznajemy również Watsona. Następny przypadek jest ciut trudniejszy, ale również i jego dało się jakoś rozwiązać. Aż docieramy do trzeciego zadania, wybitnego morderstwa. Tutaj wspólnymi siłami pokonują bydlę z piekła. Techniki, jakich używa Sherlock, są dość ciekawe i bardzo logiczno-teoretyczno-praktyczne. Ostatnia sprawa jest naprawdę niezła. Ale dlaczego?
 
Tytuł: Sherlock Holmes. Studium w szkarłacie. Znak czterech. Pies Baskerville’ów.
Autor: Arthur Conan Doyle
Wydawnictwo:Zysk i S-ka
 

Zacznijmy od bohaterów. Jest ich dwóch. Każdy inny. Bardzo specyficzni w obejściu i najlepsze w tym wszystkim jest to, że lubią siebie nawzajem oraz TOLERUJĄ. Wpadają na siebie przez zwykły los i jest to ich najlepszy dzień. Bo razem tworzą idealną parę (nie myślcie sobie zbyt wiele, to kompletni hetero!). Tak więc jacy oni są? Sherlock na pewno jest wyjątkowym ekscentrykiem. Trzeba przyznać, że życie z takim jegomościem nie jest proste. Jest wręcz bardzo czasami irytujące, ale Watson to chyba jakiś anioł stróż, bo dla niego zachowanie przyjaciela jest wręcz… swobodne. I jak tu ich nie polubić? Pełen ciekawości życia lekarz na „emeryturze” oraz szaleniec z umysłem geniusza. Najśmieszniejsze, że lokalni detektywi pracujący dla służb porządkowych to, grzecznie mówiąc, mało ogarnięci ludzie, więc idą po pomoc do tej dwójki. Zero laurów. Zero wspomnień o nich. Czysta zabawa detektywistyczna.
 
Fabuła jest genialna. Muszę przyznać, że na samym początku czytam i zastanawiam się, co to ma być? Jaka w tym przyjemność, gdzie Sherlock wszystko tłumaczy i jest po sprawie. Ale zrozumiałam, dlaczego tak jest, czytając dalej. Uparłam się, iż ją do końca przeczytam i naprawdę było warto! Bo ta pierwsza sprawa była tylko wstępem do dalszych przygód Sherlocka. Poznaliśmy jego oraz Watsona. Ich specjalizacje, zachowanie, monotonie i plany. Dzięki dobremu zapoznaniu z bohaterami mieliśmy otwartą drogę do prawdziwych spraw detektywistycznych. I trzeba przez to przejść (nie, nie było nudno, tylko dziwnie, ale to tylko ja tak uważam), aby czerpać w pełni z przyjemność z czytania.
 
Ogólnie rzecz ujmując, jestem zachwycona i biję się w pierś, że tak późno po tę pozycję sięgnęłam. Jak mogłam tak długo czekać?! To prawdziwy klasyk, w którym można zatracić się doszczętnie. Postacie są charakterystyczne, dzięki czemu mamy nutę wyjątkowości. Tajemnica, jaka ogarnia całe morderstwo, jest jak mgła, która rozrzedza się wraz z czasem i wskazówkami. Nie ma prostych rozwiązań, bo te nie zawsze działają. Trzeba naprawdę pomyśleć, by dojść do rozwiązania. Nie jest łatwo. Nawet dla takiego geniusza jak Sherlock. Ha!
 
Jeśli ktoś szuka idealnej lektury na początki z tego typu lekturami, to idealny pomysł, by zacząć od tej pozycji. Zagadki były na tyle interesujące, a fabuła tak skonstruowana, by zaciekawić czytelnika od samego początku. Nuda nam nie grozi, a przecież o to w tym wszystkim chodzi. Intrygująco. Tajemniczo. Skromnie. Tylko czytać!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ