Jest wiele powieści, które poruszają. Nas, kobiety, bardzo łatwo przekonać, mimo że może się wydawać, że jest inaczej. Większość z nich pisana jest dla kobiet przez kobiety właśnie. Jednak są też opowieści pisane przez mężczyzn, które potrafią trafić do naszego serca bardziej niż niejedna historia miłosna. Nie zdawałam sobie z tego sprawy, dopóki w moje ręce nie trafiła książka zawierająca zbiór niesamowitych opowiadań autorstwa Janusza L. Wiśniewskiego i osiem odpowiedzi na nie, napisanych przez znających się na swoim fachu pisarzy. Nigdy bym nie powiedziała, że mężczyzna może wczuć się w myśli kobiety i może je tak dogłębnie zrozumieć. Nie przypuszczałam nawet, ile książek wspaniałych polskich autorów umyka mi każdego dnia. Nie wiedziałam, jak bardzo ignorancja przesłoniła moje oczy. 

Tytuł: Eksplozje
Autor: Janusz L. Wiśniewski i inni
Wydawnictwo: Wielka Litera

Tak jak wspomniałam wyżej, Eksplozje to zbiór 16 opowiadań, a wśród ich autorów możemy odnaleźć na przykład znanego wielu Alka Rogozińskiego. Opowieści poruszają wiele tematów, ale ich główną myślą przewodnią jest miłość. Ukazana tutaj w niezwykły, z pozoru niemający powiązania sposób. Każda z nich jest inna: jedne są całkowicie odmienne, inne idealnie się uzupełniają, grają najczystszą melodię, łączą się w perfekcyjnie zgrany chór głosów, mimo że pisały je różne osoby. Każdy autor przekazał od siebie coś wyjątkowego, cząstkę swojego życia i myśli, cząstkę siebie samego. I to jest niesamowite. 

Nie będę opisywać każdej historii, są one zbyt krótkie, bym mogła zdradzić choć odrobinę fabuły. Uważam, że czytelnik sam powinien się z nimi zapoznać i przeżyć je na własny sposób, prawdziwie i odrobinę samolubnie. Tak książka jest jak kwiat mający 16 płatków. Tworzą całość, przepięknie razem wyglądają, ale jeśli wyrwiesz jeden z nich, całość staje się pusta, brzydka. I dlatego nie zdradzę wam, o czym są opowiadania. Mogę powiedzieć jedynie tyle, że poruszają one bardzo mocno, mimo że są spokojne, ciche, a jednocześnie grzmią jak grzmoty podczas burzy. 

Urzekł mnie styl pisania Janusza Wiśniewskiego. Pisze on w sposób niezwykły, niby nic zwyczajnego, ale nawet kilka zdań potrafi wciągnąć czytelnika i przekonać, by został na dłużej. Nawet najprostsza historia pod piórem autora rozkwita i przyciąga. Prawda jest taka, że rzadko mamy do czynienia z takim stylem. Niezwykle zajmującym, poruszającym, inteligentnym i tak prawdziwie swojskim. Nie wiem dlaczego, może właśnie ze względu na styl, to jego opowiadania czytało mi się najlepiej. Oczywiście nie mogę zapomnieć o reszcie autorów – spisali się po prostu wspaniale. 

Bardzo podobało mi się to, jak niesamowicie potrafili się zgrać z dziełami, które stworzył prekursor. Czasami ledwo zarysowane przez niego historie prowadziły do zazębiających się z nimi kolejnych historii. Nigdy wcześniej się z czymś takim nie spotkałam i uwierzcie mi, czasami naprawdę miałam wrażenie, jakby pisała to ta sama osoba. To było wspaniałe doświadczenie – obserwowanie, jak opowieści płyną i łączą się w jeden strumyk. I tak samo płynęły kolejne strony. Strona za stroną, kartka za kartką, ciemność powoli zmieniła się w jasność, słońce zaświeciło mi w oczy, światło lampki stojącej na parapecie było praktyczne niewidoczne. I koniec.

Gdy czytałam, czułam się… Naprawdę trudno to opisać. Czułam się zrozumiana, moje serce łopotało, gdy ukochani bohaterowie, których znałam zaledwie od kilku minut, przeżywali swoje rozterki, problemy. Jednak najbardziej poruszyła mnie odpowiedź Alka Rogozińskiego, o tytule Jeden dzień w Sarajewie, na opowiadanie Anorexia Nervosa Janusza L. Wiśniewskiego. Gdy je przeczytałam, moje oczy były szeroko otwarte ze zdumienia, a serce praktycznie złamane na pół. Zaskoczył mnie. I to tak bardzo, że w najbliższym czasie wybiorę się do biblioteki, aby wypożyczyć którąś z jego książek. Muszę się przekonać, czy zdoła mnie zaskoczyć jeszcze raz. Wiele razy słyszałam o tym autorze, ale nie byłam przekonana. To jedno opowiadanie całkowicie mnie przekonało.

Całość przeczytałam bardzo szybko. Nie ociągałam się, tak jak to często w moim przypadku bywa, gdy czytam książki. Oczywiście często nie równa się z bardzo często bądź zawsze. Zdarzają się perełki, które wciągają od pierwszej strony, poruszają najdelikatniejsze struny serca, nie pozwalają zasnąć, mimo że wcześniej ledwo stałam i nie mogłam przestać ziewać. Eksplozje są jedną z takich perełek, diamentów. Błyszczą jak diament i zapewniam was, że są pozycją obowiązkową na waszej półce. To książka pełna emocji, miłości, szaleństwa, a w szczególności prawdy. Jest jak najpiękniejszy koncert grany tylko dla ciebie.

Polecam z całego serca, nie tylko dorosłym paniom i – co najważniejsze – nie tylko paniom! Z tej niecodziennej reakcji łańcuchowej zrodziła się opowieść, która przypomina czytelnikowi, co kiedyś czuł, co nadal przeżywa i czego ciągle pragnie. Jest to opowieść pełna uczuć, cierpienia, bólu, pragnień i miłości. Boleśnie prawdziwa i boleśnie piękna.

Z każdą kolejną historią nasze serce zalicza kolejną eksplozję. 

wielka litera

ZOSTAW ODPOWIEDŹ