Hrabia Monte Christo. Część II

0
80

Nienawiść to uczucie tak silne, gwałtowne i wyniszczające, że tylko człowiek o niezwykle odpornej psychice jest w stanie odeprzeć jego zgubne skutki. Natomiast jeśli w parze z nią idzie zemsta, tylko jej spełnienie może wyzwolić takiego osobnika z trwania w bolesnej przeszłości. Ale czy na pewno owa zemsta będzie w stanie zapewnić spokój duszy nieszczęśnika?

Tytuł: Hrabia Monte Christo (tom II)
Autor: Aleksander Dumas
Wydawnictwo: MG

Edmund nie przebierał w środkach, by doprowadzić do końca to, co z takim rozmysłem zaplanował. Był jak wąż – skuteczny i zarazem niebezpieczny. Wślizgiwał się niepostrzeżenie w życie swoich nieprzyjaciół i rozpoczynał swoisty „taniec śmierci”. Hrabia potrafił czarować i to w dosłownym znaczeniu tego słowa. Każde spotkanie z tym niezwykłym mężczyzną uruchamiało ciąg wydarzeń, które pociągały za sobą kolejne i tak do końca – pytanie tylko, czyjego? Czy Monte Christo dopełni złożonej sobie przysięgi i doprowadzi do upadku wszystkich tych, którzy przyczynili się do jego dramatu?

Druga część przygód Edmunda Dantesa w niczym nie odstaje od pierwszej, pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że jest lepsza, ponieważ właśnie tutaj czytelnik ma czytelny obraz tego, kim naprawdę stał się niewinny marynarz z pierwszej części. Ta swoista wędrówka po umyśle Monte Christa sprawia, że człowiek zaczyna dostrzegać kunszt pisarski Aleksandra Dumasa, który stworzył tak niesamowitą i złożoną postać – z jednej strony człowieka troskliwego i szlachetnego, a z drugiej anioła śmierci.

Bardzo podobało mi się rozwinięcie historii Maksymiliana i Valentine, którzy pomimo piętrzących się na ich drodze przeszkód postawili wszystko na jedną kartę i zdecydowali sprzeniewierzyć się świętemu słowu pana de Villefort. Ciekawe było też ukazanie w wyraźniejszym świetle pana Noitiere, który okazał się – mimo paraliżu całego ciała – niezwykle dziarskim staruszkiem. Z niemałą przyjemnością obserwowałam, jak ten pokonany przez własne ciało mężczyzna staje do walki z własnym synem o szczęście wnuczki.

Samo zakończenie powieści było po prostu idealne i dokładnie takie, jakiego się spodziewałam – oczywiście nic nie powstrzymuje odbiorców przed dopowiedzeniem sobie tego, co nie zostało zapisane.

Po raz kolejny nie mogę nie zachwycić się okładką, która jest po prostu cudowna i jak nic innego wprowadza w świat „płaszcza i szpady”.

Dzięki przeczytaniu całości dostrzegłam też, jak bardzo różni się wersja filmowa od książkowej (umiem rozróżnić ekranizację od adaptacji, spokojnie). Najbardziej urzekła mnie ta z Jimem Caviezelem w roli głównej (z roku 2002) i chociaż wiem, jak naprawdę przedstawia się cała historia, to adaptacja ta nie straci ani trochę w moich oczach, a Edmund i Fernand na zawsze będą mieli twarze Caviezela i Guy’a Pearce’a.

MG

ZOSTAW ODPOWIEDŹ