Po nowe życie

0
141

Niektóre osoby mają poczucie beznadziei. Wstają codziennie rano, idą do pracy, wykonują pilnie wszystkie obowiązki, po czym wracają do domu i zdają sobie sprawę, że jutrzejszy dzień też będzie tak wyglądać. To bardzo przykre, ale nie mogą oni tego zmienić. To nie ich wina. Po prostu nie mają wyboru – taka jest sytuacja w ich państwie, taka jest ich przyszłość. Jednak Eilis coś odmienia. Za namową rodziny i z pomocą księdza wyrusza do Ameryki, by tam zmienić swoje życie. Jest młoda, piękna i niepewna siebie. Lecz są ludzie, którzy mogą jej pomóc… Co wygra – tęsknota za rodzinnymi stronami czy możliwość lepszego życia?

TytułBrooklyn
Reżyseria: John Crowley

 

O tej produkcji na początku tego roku było dość głośno. Obejrzałam ją przez przypadek. Dostałam propozycję zapoznania się z kilkoma filmami i wśród nich był Brooklyn. Wydawał mi się ckliwą historią, a ja za takimi nie przepadam, ale właśnie dlatego postanowiłam dać mu szansę. W końcu nie każdy melodramat jest złą i naiwną opowiastką. Wiele z nich może nas nauczyć istotnych rzeczy, więc warto otworzyć się i na ten gatunek. 

Uważam, że motyw imigracji jest popularny w obecnych czasach i naprawdę łatwo znaleźć opowieści o nim i w kinematografii, i w literaturze. W końcu ludzie podróżują i zmieniają swoje miejsce zamieszkania od wielu lat. Co w tym dziwnego? Jednak mimo to potencjał tej historii został wykorzystany i dał dużo możliwości do dalszych przypuszczeń. Nie wiem czemu, ale Brooklyn w pewien nietypowy sposób kojarzy mi się z Titanicem. Może dlatego, że również pojawia się w nim motyw statku i miłości. Dla mnie Titanic jest zbyt tkliwy, choć przyznaję, że gdy byłam dzieckiem, był to mój ulubiony film. Brooklyn okazał się trochę inny, gdyż ukazywał więcej problemów niż tylko namiętna miłość dwójki bohaterów. Nie zmienia to faktu, że jest to dramat typowo kobiecy i mogę powiedzieć, że w pewnych momentach nawet zbyt… Dla niektórych kobiet pewnie to plus, lecz ja oczekuję większej realności. 

Temat poruszony w filmie jest bardzo istotny. Ukazuje trudne życie, z którym musieli walczyć mieszkańcy ówczesnej Irlandii oraz ciężkie początki w Ameryce. Nie jest łatwo przystosować się do nowych warunków w całkiem obcym kraju, mieście i w dodatku bez rodziny. Nie wiadomo, czy będzie szansa na powrót do domu. Jednak w produkcji jest pewien element, który daje nadzieję. Musi przyjść ten moment, gdy będziemy zmuszeni zadecydować, co dalej z naszym życiem i niektórzy staną przed dokładnie tym samym problemem. Wyjechać czy nie wyjechać? Brooklyn ukazuje, że jakąkolwiek podejmiemy decyzję, będzie miała ona olbrzymie skutki w przyszłości, lecz nasze życie jakoś się ułoży. 

Na bohaterach trochę się zawiodłam. Miałam nadzieję na ciekawe, rozbudowane osobowości. Tymczasem otrzymałam tylko ich namiastki. Bez wątpienia postacie miały coś w sobie, co wyróżniało je na tle innych filmów, ale nie na tyle, by zapamiętać je na dłużej. Tak naprawdę nie poznajemy Eilis, ale w tym przypadku odbieram to na plus, ponieważ kryła się za pewną dozą tajemniczości. Była jedną z setek tysięcy imigrantów, którzy postanowili poszukać szczęścia w Stanach Zjednoczonych. Nie miała być kimś wyjątkowym. Eilis jest symbolem tych ludzi i ich przemiany. Okazała się bardzo dynamiczną postacią, gdyż jej zachowanie z początku historii i końca było całkowicie odmienne.

Grze aktorskiej nie można nic zarzucić. Aktorzy podołali swoim rolom, jednak jak dla mnie, nikt się nie wyróżnił. Pojawiło się naprawdę wiele postaci epizodycznych, przez co nie zapamiętałam nikogo jako wyjątkowej osoby. 

Brooklyn nie jest jak inne melodramaty. Oczywiście ma podstawowe elementy – ogromna miłość, przeszkody i śmierć, ale poza tym wszystkim niesie ze sobą głębsze przesłanie i porusza naprawdę ważne tematy. Myślę, że przynajmniej kobiety powinny zapoznać się z tym filmem.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ