Czy życie jest snem, a sny tylko snem?

Powieści wydane w nurcie fiction cieszą się niezwykłym zainteresowaniem zarówno wśród młodszych, jak i starszych odbiorców. Głównym powodem ich niegasnącej popularności na rynku wydawniczym jest to, że opisują rzeczywistość w sposób nieco przewrotny – pokazując jej inną wersję: tę mniej widoczną na pierwszy rzut oka, zakorzenioną bardziej w naszej podświadomości niż świadomie obserwowanej i rozumianej zdroworozsądkowo. Jedną z takich właśnie powieści jest Kontroler snów.

Tytuł: Kontroler snów
Autor: Marek Nocny 
Wydawnictwo: Nisza

Już samo spojrzenie na okładkę książki może nas wprawić w niemałe zakłopotanie. Wydaje się co najmniej absurdalna. Pierwszym elementem, który powinien zdziwić potencjalnego czytelnika, jest tytuł – ale tytuły z reguły są poddawane różnorodnym zabiegom, które mają wpływać na wyobraźnię i emocje odbiorców. Drugi element to sam autor. Niby znany, jednak tak naprawdę nieznany. Mogłoby się wydawać, że jego imię i nazwisko też wymyślono, gdyż zbieg okoliczności wydaje się nazbyt zastanawiający – Kontroler snów napisany przez Marka Nocnego (a może nocnego marka?)… I w końcu trzeci element – ilustracja przedstawiająca biegnącego dokądś stworka przypominającego mózg. Jeśliby połączyć wszystkie trzy elementy – można by uznać, że ktoś (w normalnych warunkach to autor, ale w tej sytuacji i ten trop zdaje się zawodzić) pogrywa czytelnikiem i się nim bawi. Podstawowe pytanie brzmi – po co. Ale na nie będziecie musieli odpowiedzieć sobie sami. 

 

Głównym bohaterem książki jest Rastaman, który w niedzielne popołudnie znajduje się w kawiarence, popija „kolorowy napój” i obserwuje: ludzi, parę miniaturowych pudli, ochroniarzy w służbowych kamizelkach i dziewczynę prowadzącą niemowlęcy wózek. Wszystko wydawałoby się jak najbardziej normalne i naturalne, gdyby nie to, że bohater po trzech latach związku rozstał się z dziewczyną i jest zmęczony życiem. Cóż więc zaprowadziło go do galerii handlowej – miejsca, w którym o spokoju można wyłącznie pomarzyć? Miłość – ta bezwzględna zabójczyni. To ona pcha go do „węszenia”, które może się okazać dość tragiczne w skutkach. Mimo to Rastaman odkrywa jeszcze coś – i właśnie to „coś” jest tematem powieści.

Z perspektywy Rastamana poznajemy całą przestrzeń, kolejnych bohaterów i sytuację fabularną, która – o czym można się łatwo przekonać już po kilku rozdziałach – nie jest taka sielankowa, jak mogłoby się wydawać. Galeria handlowa może nie jest najciekawszym miejscem akcji, ale z pewnością umożliwia jak najpełniejsze przedstawianie tematów, które dotyczą współczesności i współczesnego człowieka – zanurzonego w świecie konsumpcjonizmu, mediów i technologii. A śnienie? Ono zapewnia inne spojrzenie na to, co nam się tylko wydaje. W śnie wszystko może się zdarzyć…

Fabuła skupiona jest wokół pojęć snu i jawy – i nie jest to zagadnienie ukryte między wierszami, wręcz przeciwnie – sami bohaterowie rozmawiają o kontrolowanym śnieniu, o granicy między „realem” a iluzją czy o sprawdzianach rzeczywistości. Rastaman jest w tym nowy – dopiero się uczy i popełnia błędy. Jeden z takich błędów zaprowadzi go na sam skraj snu, z którego właściwie nie ma już powrotu do normalnego życia… Nie jest to jednak historia przewidywalna i nużąca. Choć Kontroler snów jest zaliczany do literatury fiction, należałoby się zastanowić, czy słusznie i czy rzeczywiście jest to odpowiednia kategoria, odpowiadająca całokształtowi powieści.

 

Kontroler snów – choć zawiera zaledwie 300 stron – porusza tak wiele tematów, że nie sposób je wszystkie należycie omówić bez wnikania w szczegóły fabularne, jedno jest jednak pewne: nie ma w nim wątków zbędnych – takich, które zaburzałyby kompozycję czy zanadto, niejako na siłę, rozwijały akcję i fabułę. A trzeba przyznać, że akcja nie zwalnia tutaj tempa nawet na chwilę. Co prawda jej miejsce przenosi się z galerii handlowej na siódme piętro kamienicy, którą wynajmuje Rastaman, ale nie sprawia to, że mamy wrażenie jakichkolwiek luk i niedopowiedzeń. Trudno również odczuć „przeładowanie”, gdyż w tej książce ważne jest każde zdanie. To historia każdego z nas – będącego za pan brat z nowinkami technologicznymi dziecka konsumpcjonizmu jako stylu życia.

W tym świecie wszystko jest częścią pewnej gry – systemu, który jest „administratorem” nas i naszego własnego „realu” (a właściwie naszego wyobrażenia o nim). Dajemy się uśpić neonom, mediom i temu, co wydaje nam się spełnieniem marzeń. Nasze marzenia są wystawiane na sklepowe witryny i sprzedawane za bezcen. Rastaman to everyman, mający cechy zwyczajnego człowieka XXI wieku, który żyje w świecie niepewnym; człowieka spieszącego się niczym rozpędzony pociąg; świadomego, ale zagubionego i niespokojnego, który wciąż poszukuje własnej drogi, dążąc po trupach do celu, dociekając i analizując wszystko dookoła. Okazuje się, że jedyne, czego potrzebujemy, to szczęście. Co najdziwniejsze – mamy je w sobie cały czas, tylko wciąż o nim zapominamy i „wydajemy” je na jego zamienniki, które okazują się wyłącznie sztucznymi emocjami i bezwartościowymi przedmiotami pozornie zaspokajającymi nasze potrzeby.

Ciekawie została także wykreowana postać tytułowego kontrolera snów – tego, który włada wszystkimi ludźmi i ich snami, rozdaje supermoce i decyduje o życiu i śmierci. To, w jaki sposób Marek Nocny ukazał zarówno świat przedstawiony w powieści, jak i bohaterów, zasługuje na ogromny podziw. Każda z nich ma w książce swoje pięć minut, brak tu postaci epizodycznych – wszystkie zostały odpowiednio zaprezentowane, a nawet uwikłane w historię. Kontroler snów okazał się każdym, kto jest świadomy tego, co robi i co się dookoła niego dzieje. Dzięki zabiegowi z fotografiami z zakreślonymi kółkami autor pokazał nam, że i my możemy nim być. 

Kontroler snów przekazuje uniwersalną prawdę o nas samych i o otaczającym nas świecie, w którym nie ma miejsca na nasze uczucia i emocje. Udowadnia, że nowoczesność jest dobra, dopóki wciąż tkwimy w „realu” i nie szukamy ucieczki w świat snów. Galeria handlowa nie jest miejscem złym z założenia, dopóki nie kradnie i nie pożera nas w całości, sprawiając, że zaczynamy poszukiwać nieistniejącego ideału i wpadać w trans.

To powieść fantastyczna i fantastyczna. W pierwszym znaczeniu po części jako gatunek, gdyż wykorzystuje alternatywny świat i posługuje się środkami typowymi dla tego typu literatury; w drugim znaczeniu – potocznym – jako książka nadzwyczajna i wspaniała. Nie ma przesłania, gdyż sama jest jednym wielkim przesłaniem. Daje nam do zrozumienia, że życie jest w naszych rękach i gdy odpowiednio nim pokierujemy i będziemy je „kontrolować”, nie będziemy musieli uciekać w świat snów, który jest tylko workiem, do którego pakujemy swoje prawdziwe życie. Jeśli wszystko, czego naprawdę potrzebujemy, odpowiednio określimy i jeśli rozejrzymy się dookoła siebie, nie krążąc w labiryntach i nie zamykając się na naturalny świat, dostrzeżemy to, co rzeczywiście najważniejsze – to, co prawdziwe. Bez liczenia palców.

Leave a comment



Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 11 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia