Korona

Korona oznacza władzę i bogactwo. Piękny pałac, wykwintne jedzenie i drogie suknie wprawiające niejedną dziewczynę w zachwyt. To podziw ze strony ludu, obietnica zapisania się na kartach historii. Ale czym tak naprawdę jest korona? Wielką odpowiedzialnością. Brakiem prywatnego życia. I decyzjami. Życiowymi wyborami, raz na zawsze pieczętującymi los…

 

Tytuł: Korona
Cykl: Selekcja (tom 5)
Autor: Kiera Cass 
Wydawnictwo: Jaguar

 

Eadlyn Schreave jest dziedziczką tronu w Illei. A teraz musi jeszcze doprowadzić własne Eliminacje do końca. Ale jeszcze nie jest gotowa dokonać ostatecznego wyboru, który zaważy na jej przyszłości. Problem w tym, że wcale nie chce wychodzić za mąż, a żaden z kandydatów do tej pory nie wydawał się jej idealny. Ale serce Eadlyn nie zawsze jest posłuszne… Czas mija, a na księżniczce ciąży coraz większa presja. Jakiego wyboru dokona? Czy wreszcie odnajdzie szczęście?

Po przeczytaniu Następczyni byłam bardzo ciekawa ostatecznego wyboru Eadlyn. Z niecierpliwością wyczekiwałam premiery Korony, aby przekonać się, czy mojemu faworytowi uda się zdobyć serce przyszłej królowej Illei. Ale autorka zaskoczyła mnie rozwojem wydarzeń, bo nie był to wybór, którego można by się spodziewać po Eadlyn.

Lubię rzeczywistość wykreowaną przez Kierę Cass. Do cukierkowego świata dodała nieco dystopijnych klimatów i nutkę rywalizacji. Podobnie jak we wszystkich poprzednich częściach cyklu z udziałem Ami. Ta książka jest tak urocza, jak tylko się da. Spędziłam wiele przyjemnych chwil w towarzystwie kandydatów na męża w świecie, w jakim pragnęłam się znaleźć jako dziecko.

Jeśli chodzi o bohaterów, to Eadlyn w dalszym ciągu nie należy do moich ulubienic. Ale muszę przyznać, że zyskała w moich oczach, ponieważ wreszcie zaczęła iść za głosem własnego serca i zapragnęła szczęścia. Może jej ostateczny wybór nie do końca mnie usatysfakcjonował, ale jednak cieszy mnie to, że w chwili decyzji nie kierował nią wyłącznie przymus, ale także silne emocje.

W dalszym ciągu najbardziej lubię Kile’a. Nie zmieniło się to nawet przez chwilę. Był uroczy i zdolny do wielu poświęceń w imię istotniejszych celów. To dla mnie jedna z najlepszych postaci, jakie wykreowała autorka.

Wątek romantyczny był jednym z najistotniejszych elementów. Jednak główna bohaterka wbrew pozorom nie paliła się do wybierania męża. Można nawet powiedzieć, że spokojnie mogłaby rządzić sama. Nie była w stanie uwierzyć, że przydarzy jej się miłość jak z bajki, jak w przypadku jej rodziców. Ale serce znalazło sposób, aby ją zaskoczyć. Zresztą nie tylko ją…

Podsumowując, Korona to tak słodki i uroczy finał cyklu, jak tylko się dało. Kiera Cass do ostatniej chwili trzymała czytelnika w niepewności co do ostatecznego wyboru królewskiego małżonka. Jednak mogę czuć się usatysfakcjonowana pomimo pewnych zaskoczeń. Nie jest to żadne arcydzieło, ale oceniam go jak najbardziej na plus. To jedna z tych lekkich i uroczych historii, które wciągają na długie godziny i które czyta się z wielką przyjemnością. Może podobała mi się nieco mniej niż Następczyni, ale to nie zmienia faktu, że zdecydowanie warto ją przeczytać. Polecam!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ