Gdy byłam nastolatką, z wielką przyjemnością zaczytywałam się w wielotomowej serii Plotkara. Kilka lat później z podobnym entuzjazmem śledziłam niekończące się sezony serialowej adaptacji. Sama nie wiem, co mnie w tej produkcji tak urzekło. Tajemnice, sekrety, a może… miłość? Właśnie dlatego, gdy przeczytałam, że Tysiąc pięter to powieść stanowiąca połączenie Plotkary z SF, byłam zachwycona! I jednocześnie… przejęta. Bo co może wyjść z takiego romansu? Zobaczcie sami!

Tytuł: Tysiąc pięter
Cykl: Tysiąc pięter (tom 1)
Autor: Katharine McGee 
Wydawnictwo: Otwarte
Nowość

Mamy rok 2118. Sercem Manhattanu jest teraz ogromna, w pełni samodzielna wieża. Ten moloch to już nie tylko budynek, ale też samowystarczalne miejsce życia. Składa się dokładnie z tysiąca pięter i zawiera wszystko, co potrzebne na co dzień. Przejścia między mieszkaniami to już nie tylko korytarze, ale ogromne przestrzenie zagospodarowane przez sklepy, szkoły, hotele. Miasto w mieście. Nie brakuje w nim również… hierarchii. Im niżej budynku żyjesz, tym marniej wygląda twoja pozycja społeczna. Prawdziwi bogacze mogą sobie pozwolić na oszałamiający widok z samego szczytu. A poza tym życie toczy się po staremu. Są złamane serca, złudne nadzieje, krępujące sytuacje i podejrzane intrygi. Jednak od nich właśnie się zaczyna. Po rocznej nieobecności wraca Atlas, jednak jego powrót każdy odbiera na swój sposób. Avery, przybrana siostra, sama nie wie, co czuje do brata. Pewna swoich uczuć jest za to jej najlepsza sąsiadka, Leda. Genialny informatyk Watt dostaje nietypowe zlecenie, a spokojna dziewczyna od sprzątania staje przed bardzo trudnym wyborem. Co z tego wyniknie? Tego nie wie nikt. Tylko jedno jest pewne: wieża aż kipi od emocji, które w pewnym momencie… muszą wybuchnąć.

Jak już wspominałam, okładkowy opis nawiązuje do Plotkary. Ponieważ ten zabieg marketingowy bardzo na mnie podziałał, najpierw chciałabym powiedzieć, że się nie rozczarowałam. Autorce udało się stworzyć podobny klimat, oddać napięcie buzujące między nastolatkami, wykreować wiele pokręconych związków i wciągnąć bohaterów w niebezpieczną grę. Przywołanego porównania nie należy jednak traktować zbyt dosłownie. W książce nie znajdziemy tych samych schematów, nie pojawia się osoba relacjonująca życie lokalnych celebrytów. Bardzo chodzi o atmosferę i rodzaj interakcji społecznych. Sama nie należę do zwolenniczek powoływania się na inne tytuły. Tym razem nawiązanie było nie tylko wyjątkowo zachęcające, ale też trafne.

Równie dobrze prezentuje się wątek SF. Wbrew pozorom kreacja świata nie jest tylko tłem akcji, ale odgrywa bardzo ważną rolę w historii. Miłośnicy fantastyki nie powinni czuć się zawiedzeni. Autorka oferuje nam dobrze przemyślany i ciekawie zaprezentowany świat przyszłości. W przeciwieństwie do wielu ostatnich powieści, które przyszłość widzą raczej w czarnych barwach, Tysiąc pięter jest wizją zachęcającą, obfitującą w gadżety technologiczne. Sama koncepcja wieży to wątek zasługujący na uznanie, pobudza bowiem wyobraźnię i sprawia, że powieść ma naprawdę oryginalną fabułę.

Oprócz elementu fantastycznego spodobał mi się też prosty, po części oczywisty wniosek: świat idzie do przodu, technologia coraz bardziej ułatwia nam życie, a my? My jesteśmy tacy sami. Wciąż miłość dodaje nam skrzydeł, a zazdrość budzi to, co w nas najgorsze. Pod tym względem nic się nie zmieniło.

Poza przygodą i zaskakującymi zwrotami akcji (o których wcale wam nie opowiem, gdyż są zbyt dobrze zaprezentowane, by dawać chociażby cień wskazówek) książka kusi też ciekawymi postaciami. Świetnym rozwiązaniem było wybranie osób ze skrajnie różnych klas społecznych i poziomów wieży (tak, dokładnie tak samo jak w Plotkarze). Dzięki temu możemy zobaczyć codzienne życie z punktu widzenia kilku klas i poznać przebieg intryg z odmiennych perspektyw. Nic nie jest takie, jakie się wydaje na początku. Czasami idealne życie wcale nie jest takie piękne, bo przecież nawet róża ma kolce, a genetyczne modyfikacje nie gwarantują szczęścia.

Jedyne, co zupełnie mnie nie przekonało, to motywacja Avery. Niestety, nie kupuję tego. Chociaż autorka próbowała uzasadnić emocje targające nastolatką, według mnie nie miały one większego sensu. Nieszczególnie przemówiło do mnie też okładkowe hasło „im wyżej jesteś, tym niżej możesz upaść”. Wydaje mi się, że nie do końca tak to wygląda.

Tysiąc pięter to naprawdę bardzo dobra książka. Jeśli lubicie lekkie młodzieżówki, intrygi, zdrady, tajemnice, a dodatkowo elementy SF, ta powieść jest idealna! Barwny, wielowątkowy świat najpierw was zaintryguje, a potem przyprawi o ciarki. Bo z wieży nie można po prostu wyjść. Wieża to początek… i koniec.

tania_ksiazka_kod_rabatowy_logo_kupon

ZOSTAW ODPOWIEDŹ