Namiestnik – kontynuacja idealna?

Adept Adama Przechrzty okazał się świetną książką. Połączenie czasów sprzed pierwszej wojny światowej z magią było znakomitym posunięciem, dlatego też wspaniale mi się tę powieść czytało. W końcu nadeszła premiera drugiej części, a ja z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że jest jeszcze lepsza od poprzedniczki. Zapraszam do recenzji Namiestnika Adama Przechrzty.

Tytuł: Namiestnik
Autor: Adam Przechrzta
Wydawnictwo: Fabryka Słów

Akcja książki rozgrywa się już w czasie pierwszej wojny światowej, po zdobyciu przez niemiecką ofensywę Warszawy i zepchnięciu armii cara daleko na wschód. Główna oś fabularna opiera się na pierwszej wojnie światowej oraz, co bardzo ucieszy fanów Adepta, na Enklawach i bytach ich zamieszkujących. Odkrytych zostaje przed nami coraz więcej sekretów tych śmiertelnie niebezpiecznych sfer, pojawiają się także istoty używające imion upadłych aniołów, będące wcieleniem ogromnej mocy i siły, którym ludzkość będzie zmuszona stawić czoła. Poznajemy również dalsze losy bohaterów na czele z Olafem Rudnickim, który staje się coraz potężniejszy. Mimo usilnych starań nie udaje mu się uniknąć wplątania w polityczną grę prowadzoną na ogromną skalę, w której stawka często jest większa niż życie. Drogi alchemika i Samarina znów się przecinają, jednak tym razem walczą po przeciwnych stronach barykady.

Druga część rozpoczyna się od przedstawienia sytuacji politycznej Warszawy i sytuacji głównego bohatera. Mam nadzieję, że nie będzie zbrodnią, jeśli zdradzę więcej z fabularnego początku. Choroba syna cara nasila się i Alchemik za pozwoleniem ze strony okupujących Warszawę Niemców rusza do Petersburga. Na krótko przed wyjazdem zostaje mu odebrany jego hotel „Azyl” przywłaszczony przez okupanta. Pogorszenie stanu carewicza okazuje się próbą zamachu spowodowaną przez bardzo potężnego Adepta, czyli osobę, której udało się wejść do biblioteki w Enklawie, poznać słowo mocy o różnorakich właściwościach oraz przeżyć po użyciu go. Zamach na carskiego syna staje się początkiem wielkiego spisku, w którego samo centrum wchodzi Olaf Rudnicki.

 Hugin i Munin przemierzają świat,
każdego ranka, wciąż od nowa,
zawsze się lękam, że Myśl przerwie lot,
lub Pamięć wierności mi nie dochowa.

Wizytówką serii jest niepowtarzalny klimat minionych lat. Jest to okres, który najbardziej cenię sobie w literaturze, a mianowicie końcówka rosyjskiego caratu oraz sama pierwsza wojna światowa. Ten klimat jest uzupełniany przez częste zwroty bohaterów w językach rosyjskim i niemieckim, nawiązujące do dawnych tradycji lub zwyczajów. Pojawiają się historyczne postacie i wydarzenia, niezbędne do nadania odrobiny realizmu samej książce. Pojawia się na przykład Aleksiej Brusiłow, a jego ofensywa z czasów pierwszej wojny światowej została wykorzystana jako bardzo ważne wydarzenie dla fabuły książki.

Ciekawie została w powieści przedstawiona magia – pełna niebezpieczeństw, bardzo potężna i tajemnicza. Wykorzystanie magii w postaci słów mocy nie jest pomysłem nowym, ale pasuje i sprawdza się znakomicie. Zachwyca swobodny język, którym pisze autor, gdyż umożliwia zatracenie się w książce bez opamiętania i nie wiadomo kiedy dociera się do jej końca. Jednak z pewnego względu jest to wada, ponieważ nie wiemy, kiedy ukaże się trzecia i chyba ostatnia część cyklu. Niemniej jednak czekam na nią z zapartym tchem.

Samarin wylegitymował się wartownikowi, po czym wszedł do sanctum sanctorum, pokoju, w którym przygotowywano plany przyszłej ofensywy. Pokrywające ścianę mapy nie pozostawiały cienia wątpliwości: Rosja zamierzała atakować.

Namiestnik jest kontynuacją idealną. Moim skromnym zdaniem jest to jedna z najlepszych kontynuacji, jakie miałem okazję czytać. Jedyną jej wadą jest to, że jest bardzo krótka, przez co nie mogę doczekać się kolejnej części, prawdopodobnie kończącej ten wspaniały cykl. Książkę polecam każdemu, komu przypadł do gustu Adept. Jak wspomniałem, jest to dużo więcej tego samego, co bardzo cieszy. Wraz z pierwszą częścią mogą być odpowiednimi pozycjami do rozpoczęcia przygody z fantastyką. Czas poświęcony każdej z nich na pewno nie będzie stracony.

Złote pola Galicji
braliśmy w ten czas ponury,
i dostałem w nagrodę
dwa żelazne kostury.
Trzech nas poszło wojować,
chłopców młodych i śmiałych,
dwóch zostało w Przemyślu,
w ziemi mokrej i szarej.

 

Leave a comment



Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Czytaj pierwszy!

Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia