Kto się czubi, ten się lubi

Kto się czubi, ten się lubi. Kto by pomyślał, że to powiedzenie może mieć tyle wspólnego z rzeczywistością…
 
Tytuł: Lato koloru wiśni
Autor: Carina Bartsch
Wydawnictwo: Media Rodzina
 
Emely to sarkastyczna studentka literaturoznawstwa. Dziewczyna szaleje z radości, gdy do Berlina przeprowadza się jej najlepsza przyjaciółka, Alex. Niestety, wraz z nią, przyjeżdża jej brat Elyas, o którym Emely wolałaby zapomnieć. Woli poświęcić swoją uwagę tajemniczemu Luce, z którym od niedawana koresponduje…
 
Lato koloru wiśni to jedna z tych książek które bardzo chciałam przeczytać, ale miałam pewne opory. Bardzo długo się wahałam, ale kiedy już się zdecydowałam, że muszę przeczytać powieść Cariny Bartsch, wiedziałam, że mi się spodoba. Intuicja mnie nie zawiodła.
 
Carina Bartsch posługuje się lekkim i plastycznym językiem. Przez jej książkę po prostu się płynie i nie mam pojęcia, jakim cudem te czterysta pięćdziesiąt stron zleciało mi tak szybko. Czułam się jak mała dziewczynka, którą autorka ciągnie za rękę. Kiedy próbowałam odłożyć tę książkę i tak po chwili do niej wracałam. Najdziwniejsze jest to, że ta powieść jest tak naprawdę o niczym. Nie ma tutaj nic odkrywczego, jednak sposób, w jaki pani Bartsch poprowadziła historię sprawia, że z paru schematów wyłania się całkowicie nowe, zabawne i lekkie love story.
 
Emely należy do grona tych książkowych bohaterek, które lubi się od pierwszej strony. Nie jest irytująca  ani wyidealizowana. To życiowa postać i czytając o niej miałam wrażenie, że mogłabym ją minąć gdzieś na ulicy. Spodziewałam się, że Elyas będzie typowym Bad boyem jednak i tutaj zostałam mile zaskoczona przez autorkę. Ten duet oficjalnie zostaje wpisany do moich ulubionych. Ich przepychanki słowne sprawiały, że po prostu dusiłam się ze śmiechu. Jeśli ktoś czytał Obsydian i przypadły mu do gustu dialogi między Katy a Daemonem, to z pewnością pokocha Emely i Elyasa!
 
Czasem porównuję książkę do plasteliny. Każdy pisarz sam taką plastelinę tworzy, by następnie ulepić z niej historię. Od zdolności i kreatywności twórcy zależy, co z tego wyjdzie. Carina Bartsch podkradła dobrze znane czytelnikom kawałki plasteliny (znane również jako schematy) i ulepiła z nich pełnowymiarową historię. Historię, która z pozoru banalna, wciąga do reszty. Całkowicie dałam się pochłonąć tej książce. Minus? Końcówka. Kompletnie nic nie wskazywało na to, że Lato koloru wiśni dobiega końca. A jednak. Kiedy dotarłam do ostatniej strony, z nadzieją przewracałam kartki, chcąc natrafić na jakiekolwiek wyjaśnienie. Teraz wiem, że ta cała historia i wydarzenia to tylko wstęp do Zimy koloru turkusu. 
 
Autorka pozostawiła wielki niedosyt, zmuszając czytelnika, by sięgnął po drugi tom. Czy ja to zrobię? Nie czytam książek love story, zwyczajnie mnie nudzą, jednak nieliczne grono uwielbiam. Z pewnością do tej grupy mogę zaliczyć Lato koloru wiśni.
 
Jeśli lubicie wszelkie historie o miłości, sięgnijcie po tę książkę. Ostrzegam – lepiej zróbcie to, kiedy już ukaże się drugi tom. Chęć natychmiastowego sięgnięcia gwarantowana!
 

Leave a comment



Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Czytaj pierwszy!

Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia