Przykry początek wspaniałej serii

Przykry początek

Jestem pewna, że każdy z was, przeglądając YouTube, oglądając telewizję albo po prostu korzystając z social mediów, np. Snapchata bądź Facebooka, choć raz natrafił na jakąś reklamę. Spogląda z niej na nas trójka uroczych dzieci i dziwnie wyglądający mężczyzna mający tylko monobrew. Coś czuję, że już wiecie, o czym mówię. Mocno reklamowany, stworzony przez Netflixa serial, który ostatnio miał swoją premierę. Tak, mówię o Serii niefortunnych zdarzeń. A wiecie, że została ona stworzona na podstawie książek?

Tytuł: Przykry początek 
Cykl: Seria niefortunnych zdarzeń (t. 1)
Autor: Lemony Snicket
Wydawnictwo: Egmont
 

Cały czas słyszę tylko o tym. Seria niefortunnych zdarzeń, Seria niefortunnych zdarzeń, Seria… Tu reklama, tu snapy dziewczyn prowadzących blogi książkowe, na których wychwalają książki pod niebiosa. Każdy mój ruch w internecie śledził straszliwy Olaf, czekając, aż zapoznam się z przygodami rodzeństwa Baudelaire. Chociaż nazwanie tego przygodą jest wielkim błędem. To raczej pechowe sytuacje, tak jak tytuł serii mówi: niefortunne zdarzenia. W końcu nie wytrzymałam. Co to za seria książek, tylko rok młodsza niż ja, której ja nie znam? Jak to możliwe, że jako dziecko nigdy nie miałam z nią styczności? Dlaczego wszyscy ją tak polecają? 

I wypożyczyłam. Od razu pięć tomów: Przykry początek, Gabinet Gadów, Ogromne Okno, Tartak Tortur i Szkołę Antypatii. Zaczęłam czytać i przepadłam. Do teraz głowię się, jak to możliwe, że nie znałam tych książek. Cała seria ma 13 tomów, więc mój pomysł jest taki, że teraz zrecenzuję wam tom pierwszy, a potem podsumuję całą serię. Recenzja każdego tomu z osobna zniszczyłaby wam przyjemność z czytania, a uwierzcie mi, nie chcecie tego. Cała przyjemność jest właśnie w tym, że nie wiemy, co nas czeka, i brniemy (w znaczeniu dobrym oczywiście) w smutną historię genialnych dzieci.

Przykry początek, jak wskazuje tytuł, zaczyna się przykro, bo od ogromnej tragedii. Dzieci otrzymują straszną wiadomość podczas pobytu na plaży i od tamtej chwili gonią ich same nieszczęścia. Mimo że są niezwykle inteligentne, pech kurczowo się ich trzyma. Chociaż nazwanie pechem tego, co ich spotyka, jest, kolokwialnie mówiąc, niefortunne. Dzieci od tego momentu wiodą żywot pełen przykrości i łez, który czytelnik powoli poznaje w kolejnych tomach.

W tym jednym tomiku, liczącym zaledwie 172 strony, dzieci dużo wycierpią. Wiele rzeczy utrudnia im życie: poprzez chciwego łotra, przez pożar, po spisek mający na celu zagarnięcie ich majątku. To nie może się dobrze skończyć. Tak też poznajemy 14-letnią Wioletkę, 12-letniego Klausa i bobasa Słoneczko. Każde z rodzeństwa jest inne, ma cechy, które je wyróżnia, co bardzo mi się podobało, np. Słoneczko ma 4 ząbki i jej największą pasją jest gryzienie wszystkiego, a to jest naprawdę urocze!

Mimo że książka ta przeznaczona jest dla dzieci, absolutnie nie oznacza to, że nie może po nią sięgnąć starszy czytelnik. Dla dziecka będzie wspaniałą rozrywką, a osobę dorosłą skłoni do refleksji i pewnych przemyśleń. I również będzie ogromną przyjemnością. Nie sposób pominąć tej niezwykłej historii. Zapewniam, że na jednym tomie wasza przygoda się nie skończy. Ja pierwszy tom skończyłam w dwie godziny i to nie tylko za sprawą większej czcionki. Historia ta, choć pełna przykrości, wciągnęła mnie niesamowicie. Sama nie mogłam uwierzyć, że tak szybko ją pochłonęłam. Ledwo dotarłam do ostatniej strony, a już tęskniłam za rodzeństwem Baudelaire. 

A najgorsze jest to, że byłam wtedy poza domem i nie miałam przy sobie tomu drugiego. Uwierzcie mi, chciałam jak najszybciej wrócić do domu i znów przywitać się z dziećmi. Choć często byłam smutna, czego nie ukrywam, to właśnie to po części sprawiło, że nie mogłam się od niej oderwać. Było to dla mnie coś całkowicie nowego. Coś innego! Każda książka kończy się happy endem, łotr zostaje pojmany, bohaterowie są szczęśliwi… a w tym przypadku autor od razu mówi, że tutaj tak nie jest. 

Zachwycam się nie tylko samym pomysłem. Uwielbiam tę książkę za to, że jest taka nieszablonowa. W niej wszystko jest możliwe. W jednej chwili opowieść, która prawdę mówiąc, naprawdę mogłaby się wydarzyć, staje się magiczna i nierealna. W jednej chwili, gdy wydaje się, że zaraz nastąpi kolejna tragedia, dzieci wpadają na niezwykły pomysł, który jest niczym cud, i prawie magicznie wychodzą z opresji. 

Niesamowite jest to, że ta seria tak bardzo wciąga. Gdy zaczynałam się nią interesować, spodziewałam się czegoś całkowicie innego. Trailer serialu wprowadził mnie w pewien sposób w błąd, ale jak teraz się nad tym zastanawiam, to zdaję sobie sprawę, że serial i książka to dwie różne rzeczy. Jednak nie zmienia to faktu, że oczekiwałam czegoś innego. I dzięki Bogu nie dostałam tego, co sobie wyobrażałam. Ta książka jest o niebo lepsza od tej mojej wymyślonej wersji. 

Uwielbiam bohaterów. Są prości, ale jednocześnie bardzo wyjątkowi i niepowtarzalni. Lemony Snicket stworzył postacie niesamowicie charakterystyczne, które na długo zapadają w pamięć. Nie sposób o nich zapomnieć. Właśnie za to kocham książki dla młodszych czytelników. Proste, ale wyróżniające się czymś ciekawym, pełne postaci, które od razu podbijają serce. Moje serce podbiło Słoneczko. Za każdym razem, jak o niej czytam, momentalnie się uśmiecham, nawet jeśli okoliczności temu nie sprzyjają. Ten malutki bobas jest naprawdę uroczy i jak sobie wyobrażam jej malutką twarz z czterema ząbkami, to aż chce mi się śmiać. Ciekawa jestem, jak oddano jej postać w serialu. 

Książkę tę kocham za historię, za bohaterów i w szczególności za to, że jest tak inna od reszty książek. Jeszcze nigdy nie spotkałam się z takim podejściem w książce, dlatego bardzo mnie to na początku zdziwiło. Nie sposób nie ubóstwiać tej książeczki (reszty także, oczywiście). Czyta się ją szybciutko. Podziwiam autora, że w zaledwie 172 stronach zmieścił tyle treści! I podziwiam za pomysł, a także za piękne, klimatyczne rysunki Bretta Helquista. Są one bardzo specyficzne, ale cudownie uzupełniają opowieść, cieszą oko swoją innością. Trudno jest mi opisać, jak cudne są, sami musicie się przekonać.

Okładka jest przepiękna, bardzo mi się spodobała, ma pewien urok, któremu nie mogłam się oprzeć Już nawet nie mówię o innych tomach. Wszystkie razem wyglądają po prostu obłędnie i bardzo zachęcająco. 

Ta książka (seria) jest dla mnie absolutnym hitem i nie mogę doczekać się, aż zacznę czytać kolejny tom, który w tej chwili leży grzecznie w plecaku i czeka na lekcję religii. Żałuję, że nie mam tych książeczek na własność, muszę sobie je sprezentować. Dalej nie mogę się nadziwić, że wcześniej nie słyszałam o tej serii. Może lepiej już więcej o tym nie mówmy, bo tylko się pogrążam. 

Polecam wam Przykry początek z całego serca! Reszty nie polecam. A dlaczego? Bo sądzę, że jeśli sięgniecie po tom pierwszy, nie będziecie potrzebować mojego polecenia, żeby przeczytać kolejne. Jeśli macie zamiar wypożyczyć tę serię z biblioteki, to radzę od razu zaopatrzyć się w kilka tomów, inaczej będziecie cierpieć, gdy tylko skończycie pierwszą część, a tego raczej nie chcecie. Nieważne, ile macie lat, Seria niefortunnych zdarzeń jest jedną tych serii, które są ponadczasowe i każdy znajdzie w niej coś dla siebie.

 literacki-egmont

Leave a comment



Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 12 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia