Z dinozaurami na ty

Jakiś czas temu na naszej stronie pojawił się wpis o tajemniczej niespodziance otrzymanej od wydawnictwa Zysk i S-ka. Dziś nadeszła pora podzielenia się z wami wrażeniami po lekturze Gwiazdkozaura Toma Fletchera. 

Tytuł: Gwiazdkozaur
Autor: Tom Fletcher
Wydawnictwo: Zysk i S-ka

 

Uwielbiam książki dla dzieci – są wyjątkowe, pięknie wydane i odznaczają się niezwykłym stylem. Rynek książki dziecięcej stał się dzisiaj chyba najbardziej sprzyjającym miejscem dla autorów, a samo pisanie dla młodszych odbiorców – sztuką niełatwą, ale wdzięczną. Roześmiane buzie maluchów, zachwyt rodziców, którzy czytając swoim pociechom bajki na dobranoc, sami przenoszą się do magicznego świata, oraz wielość wydawnictw specjalizujących się w wydawaniu ilustrowanych książeczek rekompensują twórczą harówkę pań i panów wymyślających niestworzone historie, aby umilić czytelnikom lekturę, a sobie – przypomnieć beztroskie czasy… 

Najbardziej wyjątkowe książki dla dzieci powstają w najbardziej wyjątkowym czasie, a takim niewątpliwie są święta Bożego Narodzenia – święta, których „promocja” trwa już od października.

Gwiazdkozaur to jedna z tych publikacji, które nie tylko cieszą oko, ale i skłaniają do refleksji. Bawią i uczą. Warto o nich mówić, warto o nich pisać, a przede wszystkim – warto je czytać, odkrywając i przeżywając wciąż na nowo historie wzbudzające w nas najskrytsze marzenia, ale i najpiękniejsze i najszczersze emocje. 

Z pozoru jedna z wielu książeczek dla dzieci okazała się czymś więcej; czymś, co porusza serca i sprawia, że nawet już jako dorośli z zapartym tchem poznajemy losy bohaterów, a przygody, które napotykają, nierzadko wywołują w nas niekontrolowane wybuchy śmiechu i łez – łez szczęścia. 

Do lektury Gwiazdkozaura zachęciło mnie „opakowanie”. Mimo że czytanie książek dla dzieci uważam za ogromną przyjemność, zwykle dobieram je sama, w zależności od własnych zainteresowań (ostatnio przeczytałam np. książkę Elizy Piotrowskiej Ortografia – twardy orzech, ale każdy zgryźć go może, wydaną przez wydawnictwo Nasza Księgarnia – jeśli czytacie moje teksty, nie powinno was zdziwić dlaczego). Tym razem wydawnictwo niejako narzuciło mi propozycję lekturową. Na szczęście okazała się nudna, wręcz przeciwnie…

Historia małego Williama, jego taty, Świętego Mikołaja, elfa Smarkichawka i wielu, wielu innych postaci wzbudziła we mnie najskrytsze emocje, poruszyła moje serce, wywołała najszczerszy uśmiech (i śmiech także!), a niekiedy – łzy wzruszenia. To, że nie przepadam za dinozaurami, wcale nie dało mi się we znaki podczas czytania Gwiazdkozaura. Oczywiście muszę się przyznać, że początkowo nie byłam zachwycona, ale po całym tym zamieszaniu z hodowaniem własnego dinozaura postanowiłam ten jeden raz się poświęcić. Nie żałuję. Choć dzieciństwo mam już dawno za sobą, dzięki tej książce poczułam, że święta naprawdę mają w sobie coś z bajki. 

Tom Fletcher jest muzykiem, jednak to nie przeszkodziło mu w wykreowaniu naprawdę fantastycznego świata, który pokochają zarówno dzieci, jak i – czego jestem przykładem – dorośli. Warto podkreślić, że Christmasaurus, czyli oryginalna wersja polskiego przekładu, Gwiazdkozaura, zostanie zekranizowana jako animowany musical. Niedawno powstała także sztuka The Christmasaurus LIVE! z tekstami autorstwa Fletchera. 

Gwiazdkozaur tylko pozornie jest lekki i przyjemny. Owszem, został napisany z literackim rozmachem i utrzymany w bardzo bajkowej konwencji, jednak tematy, jakie podejmuje, z pewnością nie są łatwe. Problem samotnego ojcostwa czy niepełnosprawności zostały przedstawiony tak, żeby nie wzbudzał kontrowersji, trzeba jednak przyznać, że autor musiał wykazać się niezwykłą odwagą. Sam fakt, że zdecydował się na ujęcie ich w fabule, świadczy o tym, że Tom Fletcher nie pisze zwyczajnych bajeczek dla dzieci. Jego książki niosą pewne wartości, które należy wpajać dzieciom już na wczesnym etapie ich rozwoju, aby uświadomić im (i niejednokrotnie sobie), że osoby niepełnosprawne czy samotnie wychowujące dzieci wcale nie powinny być wyobcowane i zmarginalizowane ze względu na swoją inność. Stereotypowe postrzeganie świata nam szkodzi. Autorzy, jak widać, radzą sobie z pełnieniem funkcję wychowawcy społeczeństwa po mistrzowsku. Tak trzymać! 

Na koniec chciałabym z całego serca zachęcić was do sięgnięcia po tę książkę. Może wam się wydawać banalna, jednak uwierzcie mi, nie dość, że będziecie się świetnie bawić, to jeszcze raz na zawsze przekonacie się, że „bajeczki dla dzieci” wcale nie są głupiutkie. Nierzadko za magiczną fabułą kryją się takie kwestie, które i nam, dorosłym, wciąż należy wpajać.  

Leave a comment



Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 12 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia