„Wszystkie moje kobiety. Przebudzenie” J. L. Wiśniewskiego

Życie jest sumą przypadków i zbiegów okoliczności czy ściśle ułożoną siatką przyczyn i skutków? Czy wszystko jest po coś? Spotykamy kogoś, kto jednego dnia jest nam obojętny, a drugiego nie potrafimy już wyobrazić sobie bez tej osoby życia. Czy można powiedzieć, że ludzie nam się „przytrafiają” jak sytuacje? Z całą pewnością każdy, kogo spotkaliśmy na swojej drodze, zostawia w nas ślad, czasem może na pierwszy rzut oka niewidoczny. Mimo wszystko gdzieś głęboko w nas to tkwi.

Tytuł: Wszystkie moje kobiety. Przebudzenie
Autor: Janusz L. Wiśniewski
Wydawnictwo: Znak

 

Mężczyzna w średnim wieku budzi się w szpitalu po długiej śpiączce. Jest kompletnie zdezorientowany, nie ma pojęcia, co się dzieje i jak się tam znalazł. Dopiero z czasem wszystko się wyjaśnia i powoli układa w jedną całość. Leżąc w szpitalnym łóżku i rozmawiając z ludźmi, którzy przez ten czas się nim opiekowali, zaczyna rozmyślać nad całym swoim życiem. Nie bez znaczenia są te wszystkie kobiety, które pojawiły się tam w trakcie jego śpiączki…

Przez całą powieść nie znamy imienia bohatera. To zadziwiające, ale w ogóle nie brakowało mi tego (wydawałoby się) dość znaczącego dla powieści elementu, dopóki na koniec nie pojawiła się na ten temat wzmianka. Zdecydowanie nie jest to tutaj czymś ważnym. Jeszcze uwydatnia fakt, że główny bohater i jego życie jest zaledwie przyczynkiem do refleksji o… kobietach. Wiele było ich w życiu tego mężczyzny. Kilka z nich go zmieniło, a znaczna większość pozostawiła w jego pamięci ślad. Mógł to jednak zauważyć dopiero po długim czasie, gdy nieomal doszło do tragedii.

To dość naturalne, że po przykrych sytuacjach mamy tendencję do przeorganizowania swojego życia – to bardzo ludzki odruch. Z nowej perspektywy to, co do tej pory niedoceniane, staje się jaskrawo wyraźne i oczywiste. Nie inaczej było z bohaterem. Dopiero wtedy mógł spojrzeć na swoje życie z oddalenia, zobaczyć, jak dużo znaczył dla niektórych ludzi i kto rozpaczałby po jego śmierci. I jednocześnie przeanalizować, w jaki zadziwiający sposób ułożyło się jego życie.

Każda sylwetka kobiety staje się początkiem nowej opowieści, nowego wątku w życiu bohatera. Każda opisywana jest bardzo szczegółowo i z niesamowitym wyczuciem – zarówno jeśli mówimy o wyglądzie, jak i charakterze. Każda jest znacząca i każda pojawiła się przy łóżku bohatera z jakąś wiadomością. To dość niezwykłe, że tak wiele osób, z którymi stracił już kontakt, były w stanie dowiedzieć się o jego stanie i go odnaleźć – przypadek, ogromna sieć powiązań i odpowiednich kroków. To tylko jeden z przykładów na niesamowitość życia.

Relacje międzyludzkie w tej książce zostały świetnie ukazane. Wiśniewski z dużą wrażliwością pisze o niuansach damsko-męskich kontaktów z perspektywy właśnie mężczyzny – czego byłam niesamowicie ciekawa. Te opisy są bardzo wartościowe. Natomiast nie do końca przekonał mnie fakt, że bohater niemal w ogóle się nie odzywał w przeciągu całej książki (dużo miejsca zajmują monologi niemal każdej postaci tam występującej, które opowiadają zarówno historie swojego życia, jak i te niesamowite zbiegi okoliczności). Co prawda potrafię to uzasadnić chęcią „nieprzegadania”, uwypuklenia znaczenia kobiet czy położeniem nacisku na wiele wątków z historią innych bohaterów, ale jednak nie podobało mi się to.

Każdy bohater wygłaszał monologi, jakby co najmniej stał na scenie i grał swoją rolę. Odniosłam wrażenie sztuczności, ale być może dlatego, że od tego typu prozy oczekiwałabym głębszego realizmu. Wątpię, by każda napotkana osoba była tak śmiała i rozgadana, by bez zachęty zacząć opowieść o swoim życiu i najboleśniejszych sprawach. Prawdopodobnie przy innym rozwiązaniu nie byłoby możliwe opowiedzenie tylu niesamowitych „mikrohistorii” z jednoczesnym pokazaniem specyfiki danej osoby poprzez sposób jej mówienia czy poruszania się, ale mimo wszystko coś zgrzytało.

Poza tym powieść, pomimo tylu wątków (toczących się wokół głównego bohatera lub historii bohaterów pobocznych), jest bardzo spójna kompozycyjnie. Bohater jest profesorem matematyki i dookoła tej tematyki skonstruowana jest fabuła. Prawidłowości świata czy specyfika ludzi były przyrównywane do pojęć ze świata nauk ścisłych. Przyznam, że bardzo podobał mi się ten element, chociaż z matematyką czy fizyką nie mam zbyt wiele wspólnego.

Każdy bohater miał też swój indywidualny rys. Każdy był inny, oryginalny, inaczej się wypowiadał i inaczej reagował na każde przeżycia. Najszerzej opisywane były wszystkie kobiety, które autor często wspominał. Myślał o chwili poznania, o wszystkich dobrych chwilach i o tym, jak je traktował. Wiele miał sobie do zarzucenia i był takim typem człowieka, który rzeczywiście tego potrzebował. Doznał przebudzenia naprawdę i w przenośni.

Powieść porusza tematy bliskie każdemu z nas – miłość, zauroczenie, relacja z drugim człowiekiem. Poza tym odwołuje się też do prawd i tematów uniwersalnych, które mogą pobudzić do szerszych rozmyślań. Dla mnie najważniejsze okazało się pokazanie tego, jak bardzo przypadki mogą zmienić życie każdego z nas.

Leave a comment



Aneta

6 miesięcy ago

Ciekawie się zapowiada.

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 11 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia