Znośna lekkość bytu

O książkach przedstawiających nam, Polakom, duńską receptę na bycie szczęśliwym, czyli hygge, pisałam już dwukrotnie. Tak się składa, że jednym z „poradników”, po które sięgnęłam, była publikacja Marie Tourell Søderberg – Hygge. Duńska sztuka szczęścia. Jak się okazało, była to tak naprawdę pierwsza część niezwykłej przygody z tą tajemniczą sztuką, ponieważ kilka miesięcy temu na rynku książki pojawiła się książka wyróżniająca się okładką o uderzającym podobieństwie do wspomnianej. Czyżby kontynuacja? 

Tytuł: Hygge po polsku
Autor: Iza Wojnowska
Wydawnictwo: Insignis

Otóż… nie. Jednak gdybym powiedziała, że Hygge po polsku nie ma żadnego związku z Hygge. Duńską sztuką szczęścia, skłamałabym. Można by uznać, że to seria o hygge –tylko że z różnych perspektyw: duńskiej i polskiej. I tę tezę spokojnie mogłabym obronić, tym bardziej że Iza Wojnowska napisała tę książkę w wyniku inspiracji publikacją Marie Tourell Søderberg właśnie. Mało tego – Marie brała udział w jej przygotowaniu. 

Hygge po polsku to nie do końca poradnik, choć z braku innych określeń nie popełnilibyśmy błędu, gdybyśmy właśnie tak je nazwali. Mimo to chętnie pobawię się w szukanie odpowiednich słów jak najdokładniej ową „drugą część serii” opisujących. Dlatego też postaram się pokrótce omówić, co się w niej znajduje, a następnie znaleźć odpowiednią nazwę.

Iza Wojnowska podzieliła swoją książkę na trzy części, a mianowicie: bliskość, zmysły i spontaniczność. Ten podział umożliwił jej przyjrzenie się temu, w jaki sposób Polacy hyggują – jeśli mówić językiem Duńczyków, czyli najszczęśliwszego narodu na świecie, dzięki któremu w Polsce krótkie słówko hygge zdobyło niesamowitą popularność (w końcu jakieś zapożyczenie nieangielskie w tych czasach, uff!). Efekt? Okazało się, że jesteśmy w hygge całkiem nieźli. W końcu mamy swoje tradycje, uwielbiamy spędzać czas z rodziną i przyjaciółmi, nierzadko potrafimy stać się naprawdę romantyczni, a myśl o tym, że „magia”, którą tworzą media, mogłaby zniknąć, sprawia, że tworzymy własną – w domowym zaciszu. Przyzwyczajamy się do ludzi i miejsc, letnie dni napawają nas takim optymizmem i radością, że czujemy się wspaniale, a zimowe wieczory z milutkim kocykiem, kubkiem parującej kawy w dłoni i skarpetkami z reniferkami na stopach urastają do rangi tych najcudowniejszych form odpoczynku. Czyż to nie szczęście? 

I tak oto płyniemy przez tę opowieść – czujemy bliskość, chłoniemy świat wszystkimi zmysłami i zdecydowanie najczęściej decydujemy się na spontaniczność niż skrupulatnie przemyślane plany, bo to ona daje nam tę odrobinę zdrowej adrenaliny. Te cechy naszego polskiego hygge podkreśla w Hygge po polsku Iza Wojnowska. Dzięki niej odkrywamy tkwiące w naszej rzeczywistości szczęście; właśnie ona sprawia, że często przyłapujemy się na zapominaniu o najmniejszych, ale jednocześnie najistotniejszych rzeczach, bez których nie bylibyśmy tu, gdzie jesteśmy, i tacy, jacy jesteśmy. 

Hygge po polsku to niesamowicie lekka, przyjemna i piękna książka o nas, o naszych głupiutkich przyzwyczajeniach, a także starych, ale wciąż trwałych, wspaniałych tradycjach; o naszym życiu, o naszej codzienności i tym, co robimy od święta; o bliskości, bez której bylibyśmy samotni i smutni; o zmysłach, dzięki którym poznajemy świat i wszystko, co nas otacza; oraz o spontaniczności, bez której nie moglibyśmy sobie pozwolić na te „małe grzeszki” i nieco większe szaleństwa.

Książka Izy Wojnowskiej jest zatem bajką – tak piękną, a zarazem mądrą, przekazującą nam, że powinniśmy dostrzegać i doceniać to, co mamy, to, co daje nam świat. A jeśli o to wszechmogące i wszechobecne słówko hygge chodzi… 

Duńczycy na hygge zbudowali swoją tożsamość; oni mają je we krwi. Zaś my, Polacy, możemy garściami czerpać z tego, co hygge daje. A daje bardzo wiele. Ważne jest jednak, byśmy odkryli jego głębsze dno. Gdy skupiamy się tylko na wierzchniej warstwie hygge, tracimy z oczu jego istotę. Czytamy książki o hygge, urządzamy domu w skandynawskim stylu. Stawiamy na stołach świece, pijemy dobrą kawę i zagryzamy ją pierniczkami własnej roboty. I nie ma w tym nic złego. Ale filozofia hygge to nie modny trend. To trochę jak religia i modlitwa, którą odmawia się każdego dnia. Hygge trzeba zgłębić i znaleźć w nim sposób na życie.

Z tą myślą was zostawiam i życzę wam, aby nowy rok przyniósł wiele takich momentów, w którym hygge staje się naszym sposobem na życie, a nie tylko modnym słowem, beznamiętnie powtarzanym, ale nie – odczuwanym. 

 

Leave a comment



Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 11 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia