W świecie, w którym władają potwory

Pamiętam, jak kilka lat temu po raz pierwszy zapoznałam się z najsłynniejszym dziełem Andrzeja Sapkowskiego – Sagą o Wiedźminie. Byłam wtedy bardzo ciekawa, czy okaże się tak dobra, jak wszyscy mówią. Wiele osób mnie do niej zachęcało, ale miałam ambiwalentne odczucia co do tej historii. Oczywiście tylko do czasu, gdy sięgnęłam po Ostatnie życzenie. Bardzo szybko przeczytałam cały cykl i byłam pod olbrzymim wrażeniem. Świat, który wykreował Sapkowski, okazał się niesamowity. Tylko wtedy pojawił się problem… Chciałam czytać dalej, poznawać dzieje Geralta, mimo że mogłoby to być trudne. Sporo dały mi gry, ale nawet one nie mogły mi zapewnić takiej radości jak wydanie kolejnej książki. Choć przez chwilę dałam się nabrać chwytliwej okładce… 

Tytuł: Wiedźmin. Szpony i kły
Autor: Andrzej W. Sawicki, Przemysław Gul, Nadia Gasik, Jacek Wróbel, Michał Smyk, Piotr Jedliński, Barbara Szeląg, Beatrycze Nowicka, Sobiesław Kolanowski, Katarzyna Gielicz, Tomasz Zliczewski
Wydawnictwo: SuperNOWA

Bestseller

 

Jeśli mam być szczera – nie jestem przekonana do fanowskich opowiadań, choć bardzo często je czytam. Zazwyczaj pod żadnym względem nie dorównują oryginałowi, przez co zawsze jestem zawiedziona. Niektórzy ludzie mają jednak naprawdę wyjątkowo intrygujące pomysły, gorzej z wykonaniem. No i nie oszukujmy się – opowiadania są bardzo krótką formą, więc nie każdy dobrze sobie z nimi radzi. Trzeba mieć odpowiednie umiejętności, by stworzyć na kilkudziesięciu stronach prawdziwą i poruszającą historię. Mało kto to potrafi…

O stylu książki trudno mi coś powiedzieć, bo oczywiście każdy autor wniósł do niej coś swojego. Style autorów były najróżniejsze – lepsze i gorsze. Jednak można dostrzec tendencję do próby stworzenia czegoś podobnego do dzieł Sapkowskiego. Dlatego większość wyróżniała się trudnym słownictwem i bardzo ciężkim stylem. I tutaj muszę przyznać, że niektórzy pisarze prawie dorównali oryginałowi, co sprawiło, że byłam pod olbrzymim wrażeniem. Jest to coś wyjątkowo trudnego, więc wątpiłam, że ktoś inny poza samym Sapkowskim potrafi poradzić sobie z tym wyzwaniem.

Tytułowe opowiadanie Szpony i kły zostało umieszczone w książce jako ostatnie, więc jeśli ktoś tak jak ja czytał po kolei, musiał cierpliwie na nie czekać. Bardzo dużo się po nim spodziewałam, bo w końcu miało to być najlepsze opowiadanie o wyjątkowo oryginalnym pomyśle. Może właśnie dlatego tak bardzo się zawiodłam. Bez wątpienia zostałam zaskoczona narracją i wykonaniem, co jest sporym plusem, a przynajmniej byłoby, gdyby tekst okazał się wciągający i nie drażnił mnie na każdym kroku. Jacek Wróbel wykazał się niesamowitą odwagą, ponieważ tylko on wykorzystał opowiadanie z Ostatniego życzenia, które przerobił w szokujący wręcz sposób. Trzeba mieć tupet, żeby się na to odważyć, więc mimo niezbyt pozytywnych odczuć co do Szponów i kłów bardzo szanuję autora. 

Ze wszystkich dzieł najbardziej polubiłam Lekcję samotności autorstwa Przemysława Gula oraz Nie będzie śladu Tomasza Zliczewskiego. Są one naprawdę wyjątkowe i przede wszystkim wyróżniają się na tle innych, co w pewnym momencie było dla mnie miłą odmianą. Są pełne tajemnic i bardzo oddziałują na emocje, a właśnie to uwielbiam w opowiadaniach. W dodatku niosą za sobą wiele nauki, która nawet w dzisiejszych czasach jest uniwersalna. 

Moją uwagę przykuła również historia Dziewczyny, która nigdy nie płakała Andrzeja Sawickiego. Przypuszczam, że wam również tytuł kojarzy się ze słynnym cyklem Millenium. Jestem bardzo ciekawa, czy w jakiś sposób autor wzorował się na tej serii, a sama nie jestem w stanie tego sprawdzić, gdyż poza tytułami nie znam fabuły tych książek. Jednak nie dlatego skupiłam się na tym opowiadaniu. Jest to wzruszająca historia, która w pewnym momencie przewartościowała moje życie. Nie można o niej tak po prostu zapomnieć. Tylko… Niestety można zapomnieć o bohaterce – Tourviel. Kojarzyłam to imię, ale w ogóle nie byłam w stanie usytuować tej elfki w Sadze o Wiedźminie, a jak sprawdziłam, nie raz i nie dwa się pojawiła. Pora odświeżyć sobie pamięć. 

Nawet nie wiecie, jak wspaniały był powrót do uniwersum. Ma w sobie jakąś magię, która przejmuje kontrolę nad człowiekiem. Przed naszymi oczami przewijają się zarówno obrazy przepiękne, jak i te brutalne – pełne krwi i cierpienia. Mimo to nadal jest im daleko do oryginału. Zdziwiło mnie jednak, że większość autorów czerpała inspirację z wojen, które zostały przedstawione w Sadze o Wiedźminie. Nie spodziewałam się tego. 

Co do samych bohaterów – mam mieszane odczucia. Oczywiście pojawił się Geralt, ale chyba nikt w stu procentach nie oddał jego specyficznego charakteru. Dlatego właśnie zamieszczone w tomie opowiadania niezbyt mi się podobały. Za to jego przyjaciel – Jaskier – wrócił do nas w formie. Pojawiał się często i okazał się dokładnie tym Jaskrem, którego znam i którego tak bardzo polubiłam. Wielu pisarzy wykorzystało również epizodyczne postacie i nadało im imiona, które teraz znaczą już coś więcej. Jednak… nie może być zbyt kolorowo – ani razu nie pojawiło się imię Ciri! Było mi z tego powodu po prostu smutno. 

Wiedźmin. Szpony i kły okazały się dla mnie bardzo ciekawym doświadczeniem. Nie jest to nie wiadomo jak wybitna książka, którą można nazwać kontynuacją oryginalnej sagi, mimo to dla fanów może stanowić ciekawy dodatek, który pozwoli na powrót do świata wiedźmina oraz da możliwość ponarzekania na niedociągnięcia. Fani to lubią, jakkolwiek by się tego wypierali.

Leave a comment



Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 11 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia