Nie oceniaj, póki się nie dowiesz

Nasz świat jest ograniczony. To okrutna i niepodważalna prawda. Jednak przecież tego nie zauważamy i nie wiemy, skąd to ograniczenie się bierze. Lecz czasami mam taką myśl, że jest coś więcej. I nie mówię tu wcale o jakichś nadnaturalnych sprawach. Wydaje mi się, że jest coś więcej, niż chcemy widzieć, i właśnie dlatego czasami nie wykorzystujemy swojego potencjału – pozwalamy, by status społeczny i pieniądze dyktowały nam zasady. Dlaczego to robimy? Może jest to idealistyczna wizja, ale warto byłoby czasami sięgnąć po swoje. Tym bardziej że nigdy nie wiemy, kiedy zbliża się koniec, który zmieni wszystko… 

Tytuł: Zakon Krańca Świata
Cykl: Zakon Krańca Świata (tom 1)
Autor: Maja Lidia Kossakowska
Wydawnictwo: Fabryka Słów

Lars jest Grabieżcą, czyli kimś, kto na co dzień ryzykuje bardzo wiele – swoje własne życie. Jest najlepszy w tym, co robi, dzięki czemu jego koledzy go podziwiają, ale również mu zazdroszczą, a świat się go boi. Jednak Lars w ogóle się tym nie przejmuje. Kocha swój zawód i uważa go za powołanie, więc nie ma mowy o jakimkolwiek zawahaniu. Ale pewnego dnia coś go zaskakuje i sprawia, że jego żywot zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni. Odtąd sławny Grabieżca zachowuje się inaczej i musi rozważniej podejmować swoje decyzje. A mowa tu o młodej dziewczynie mającej niezwykły dar, pochodzącej ze swego rodzaju sekty. Miriam powinna zapomnieć o swojej mocy, ale wcale tego nie chce. Woli się szkolić i zamiast zapominać o darze, zapomnieć o przeszłości, o miejscu, które miało być jej domem, a tak naprawdę ograniczało ją i przynosiło same złe wspomnienia. Jak to się stało, że ich losy się przecięły? Czy mają szansę razem przeżyć w tym zwariowanym świecie, gdzie w każdej chwili wszystko może się zmienić? 

O powieściach Mai Kossakowskiej słyszałam same pozytywne opinie i już od dawna chciałam się z nimi zapoznać. Czułam się po prostu głupio, że wszyscy fani fantastyki z takim zapałem opowiadają o niezwykle oryginalnych uniwersach, mocnych przesłaniach i zarazem komicznych scenach. A ja? No właśnie – nie miałam pojęcia, o czym mowa, i z każdą dyskusją czułam się z tym coraz gorzej. Na szczęście los sprawił, że mogłam to zmienić. Dzięki niemu przeczytałam jedną z najnowszych książek pisarki – Zakon Krańca Świata. I jestem po prostu oczarowana. To był jeden z moich najlepszych wyborów. 

Sam pomysł uważam za całkowicie oryginalny. Wychodzi poza ramy wszystkich schematów. Chyba nikt nie znajdzie w tej książce czegoś sztampowego. A jak dobrze wiecie, właśnie takie historie uważam za najlepsze. Oczywiście czasami pojawiają się motywy, które doskonale znamy, ale są przedstawione w całkowicie inny sposób, z którym jeszcze ani razu się nie spotkałam. Fakt faktem, że akurat polską fantastykę znam dość słabo, do czego z wielkim wstydem się przyznaję. Wydaje mi się jednak, że moja wiedza jest wystarczająca, bym mogła powiedzieć, że czegoś takiego jeszcze nie było. 

Styl pisarki jest charakterystyczny i właśnie dlatego zapamiętam go na długo. W dodatku jest dość paradoksalny… Wydaje się lekki, prosty i przyjemny, a gdyby dokładniej się przyjrzeć – stanowi dokładne przeciwieństwo wcześniej wymienionych cech, czego w ogóle nie odczuwamy. Jestem pod olbrzymim wrażeniem takiego zabiegu i… Po prostu nie wiem, jak Maja Kossakowska tego dokonała. 

Historia Larsa i Miriam jest wyjątkowo wzruszająca i pełna emocji. Pewnie część z was pomyśli, że wątki romantyczne to standard i nie ma w nich nic wyjątkowego; że mają własną konwencję. Jednak tutaj wcale nie chodzi o żadne romanse, tylko o splecione losy tych osób i to, jak jedna pozornie nic nieznacząca osoba może zmienić całe nasze życie – zepsuć je albo nadać mu sens. Możliwości jest nieskończenie wiele – i ta książka to udowadnia. Nie mogę zapomnieć również o dość częstej akcji. Pojawia się naprawdę wiele mocnych i brutalnych scen, co niektórych może zniechęcić, ale zapewniam, że są one doskonale wkomponowane w powieść i prowadzą do konkretnych, a przy tym ważnych sytuacji. Mogłoby się wydawać, że są niepotrzebne, ale ich znaczenie jest istotne. 

Jednak największym plusem Zakonu Krańca Świata są bohaterowie o wyjątkowo rozbudowanych charakterach. Nie są to postacie schematyczne, choć czasami karykaturalne. Jak prawdziwi ludzie mają swoje wady i zalety, pragnienia oraz ukryte motywacje. Jest to olbrzymia sieć różnych charakterów. Przyznam się wam, że Larsa na początku oceniłam niezbyt pozytywnie, lecz z czasem to właśnie on stał się moim ulubionym bohaterem. Potrafił odróżnić, co jest w życiu ważne, a co jeszcze ważniejsze. Przy tym zawsze dążył do wyznaczonego celu, nie zważając na przeszłość, która nie raz i nie dwa miała okazję mu dokopać. Liczyła się tylko przyszłość, w dodatku bardzo zagrożona. Sama Miriam dość często mnie irytowała, ale nie uważam tego za minus, gdyż była prawdziwą dziewczyną z krwi i kości i jej czasami dość naiwne zachowania miały swoje przyczyny, z którymi umiała sobie poradzić. 

Zakon Krańca Świata okazał się naprawdę dobrą i wartą przeczytania powieścią. Oczywiście ma swoje wady, jednak z perspektywy całości uważam, że nie mają one większego znaczenia. Nie mam też wątpliwości, że zapoznam się z drugim tomem, gdy tylko to będzie możliwe. I odtąd skupię się bardziej na polskiej fantastyce, która jest często niedoceniana. Tymczasem miłośnikom fantastyki polecam tę książkę.  

Leave a comment



Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 11 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia