„Kiedy cię poznałam”

Bardzo często zdarza się, że człowiek w pogoni za pracą zapomina o samym sobie, gubi gdzieś swoje wewnętrzne dziecko i zamyka się na otaczający go świat. Nie widzi jego piękna, nie dostrzega nadziei, która rodzi się każdego dnia, nie pozwala sobie na odrobinę wolności. Kocha, ale tylko najbliższych i nikogo innego do siebie nie dopuszcza. Aż do momentu, gdy nadejdzie zmiana. Poznanie siebie może być trudniejsze niż się wydaje. Do tej pory taka osoba cały czas była zajęta pracą, na nic innego nie było ani czasu, ani możliwości, ani nawet chęci. I gdy nagle brak pracy wylewa na niego kubeł wody, człowiek budzi się i widzi, w jakim bagnie utknął. Orientuje się, że wciąż stał w miejscu, zamiast ruszyć przed siebie i rozwinąć skrzydła. 

 
Tytuł: Kiedy cię poznałam
Autor: Cecelia Ahern
Wydawnictwo: Akurat
 

Kimś takim jest Jasmine. Kocha swoją pracę i swą dotkniętą zespołem Downa siostrę. Praca jest całym jej życiem. I gdy zostaje zmuszona do odejścia z firmy, czuje się, jakby ktoś odebrał jej wszystko, co dla niej ważne. Bolesnej pustki nie wypełnia miłość do siostry. Stara się egzystować w oczekiwaniu na koniec urlopu ogrodniczego. Jednak jest to dla niej niemiłosiernie trudne. Podczas wielu bezsennych nocy podgląda sąsiada z naprzeciwka – Matta Marshalla, znanego didżeja radiowego. Nienawidzi go za pewną audycję, w której przewijały się złośliwe komentarze na temat osób z zespołem Downa. Matt, zawieszony za wybryki na antenie, pije, awanturuje się, jest utrapieniem dla całej okolicy. Zbieg okoliczności sprawia, że Jasmine coraz lepiej go poznaje i mimowolnie zaczyna po trosze uczestniczyć w jego życiu. Każde z nich zmaga się z własnymi problemami i mimo, że na początku nie lubią się, odkrywają, że od niechęci do przyjaźni nie jest daleko.

Na początku sporą trudność sprawiało mi wgłębienie się w fabułę. Zazwyczaj nie czytam książek o takiej tematyce, a to dlatego, że bardzo często mnie rozczarowują. Jednak nie tym razem. Kiedy cię poznałam bardzo mnie zaskoczyło. Na początku wydawało mi się, że będzie to książka lekka. Co prawda opis mówi co innego, jednak ja miałam o niej właśnie takie mniemanie. I na początku rzeczywiście tak było; główna bohaterka lekko mnie irytowała, szczerze powiedziawszy sama nie wiem, dlaczego. Może to przez jej styl życia? Jej zachowanie? 

Jednak im bardziej wgłębiałam się w fabułę, tym częściej byłam zaskakiwana. Widziałam powolną przemianę Jasmine i jeszcze wolniejszą Matta. I bardzo mi się to spodobało. Autorka perfekcyjnie wykreowała postaci, widać że dokładnie przemyślała każdy aspekt historii, każdy szczegół. Mam wrażenie, że chciała dać czytelnikowi nadzieję. I udało jej się to. Jej sposób pisania jest niezwykle kojący i przyjemny. Ta książka nie jest czymś wyjątkowym, jedynym w swoim rodzaju, czymś, co wstrząśnie czytelnikiem do reszty. Jednak ma w sobie coś, co sprawia, że czyta się ją z ogromną przyjemnością, coś, co uspokaja duszę, obdarza nadzieją. 

Gdy czytałam tę powieść, czułam się niezwykle lekko. Siedziałam do późna, nie potrafiąc się oderwać. Nie miałam wcześniej pojęcia, że moje serce jest tak obciążone. Ta książka ukoiła moje rozkołatane serce, oderwała mnie od bolesnej rzeczywistości w cudowny sposób, nawet mimo tego, że nie wydaje się niesamowicie porywająca. Jest jak delikatny strumyczek płynący między roślinami w środku lasu. Została napisana z niezwykłą lekkością, a uwierzcie mi, że ten styl wydaje się naprawdę interesujący.

Ta książka jest jak jeden ogromny, 413-stronicowy list do pewnego mężczyzny. Jednak ja odebrałam ją troszkę inaczej. Jest ona listem pisanym do czytelnika. I to wydaje się piękne. Zakochałam się w tym stylu, jest on urzekający i chwytający za serce. Czasami, gdy czytałam, miałam wrażenie, że robię coś zakazanego, że czytam coś bardzo prywatnego. I to w pewnym sensie sprawiło, że spojrzałam na tę powieść mniej sceptycznie i zostawiłam dla niej miejsce w sercu. 

Uwielbiam to, że bohaterowie są zwykłymi ludźmi z codziennymi problemami. Jednak Cecelia wykreowała ich w taki sposób, że mimo swojej zwyczajności są niesamowici. I do tego wątek z Heather, siostrą Jasmine mającą zespół Downa. Była ona cudowną kobietą, nie dało się jej nie lubić. Dzięki tej książce całkowicie inaczej spojrzałam na osoby z tą chorobą. Zrozumiałam, iż mimo, że różnią się od nas, to są tacy sami, jak my. Autorka stworzyła coś wspaniałego, coś co uświadamia nam, że każdy z nas jest taki sam i każdy z nas zasługuje na szczęście. To było coś przepięknego. 

Jest to opowieść o poznawaniu samego siebie. O szukaniu nadziei i szczęścia. O zmianach, które czasami wytrącają nas z równowagi, sprawiając, że nie wiemy, co ze sobą zrobić. Jednak mogą być początkiem czegoś pięknego, jeśli tylko tego zechcemy. Mogą być początkiem zmian, które odmienią nas i sprawią, że w końcu będziemy szczęśliwi. Może odnajdziemy miłość? Może pasję, o której dawno zapomnieliśmy lub nie mieliśmy pojęcia?

Z całego serca polecam wam tę powieść. Jeśli czujecie się przybici, smutni lub po prostu szukacie książki, która zajmie was na dłuższą chwilę i obdarzy nadzieją, to Kiedy cię poznałam jest właśnie dla was. Cecelia ma talent do podnoszenia człowieka na duchu. Ta książka jest po prostu piękna. Delikatna, prawdziwa, poruszająca. A o wielu wątkach wam nie wspomniałam. Jednak musicie je sami odkryć. Będziecie zachwyceni!

Leave a comment



Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia