Orange is the new black

Czy mieliście kiedyś tak, że wszyscy mówili wam, żeby obejrzeć jakiś serial, ale jakoś nie wychodziło? W końcu się udało i jakimś szalonym ciągiem obejrzeliście cztery sezony w dwa tygodnie (albo jednej weekend) i okazało się, że wasze życie do tej pory było smutne i puste, bo tego, czego wam brakowało, to właśnie ten serial?

Jeśli nie oglądaliście jeszcze Orange is the new black, to właśnie jest ten serial, którego brakuje wam w życiu.

Piper Chapman trafia do więzienia za grzechy młodości, stara się przystosować do panujących tam reguł i zyskać akceptację współwięźniarek, z mniejszym lub większym powodzeniem. Chapman wprowadza nas w świat, który jest obcy zarówno dla niej, jak i dla nas. W ten sposób autorzy serialu pokazują nam, że rzeczywistość nie jest czarno-biała, mimo że takie podziały (plus Latynosi) obowiązuje w więzieniu. W Orange is the new black poruszane są tematy związane z wykluczeniem ze względu na rasę, religię i orientację seksualną. Więzienie w Litchfied jest skoncentrowaną opowieścią o społeczeństwie amerykańskim i pokazuje nam, że niezależnie od tego, do jakiej grupy przynależymy, jesteśmy równi wobec wyższej siły, którą nie jest Bóg, ale przede wszystkim system. Trudno tu przytoczyć wszystkie wątki poruszane w serialu, więc niewątpliwie warto go obejrzeć.

W każdym z odcinków mamy przytoczoną historię którejś z więźniarek. Nie pokazuje ona, że są czyste i siedzą za niewinność, ale dzięki temu możemy zobaczyć, jak różne drogi mogą sprowadzić zwykłego człowieka na drogę przestępstwa. Może to być zarówno społeczeństwo, w którym wyrastamy, jak i brak miłości i akceptacji ze strony najbliższych lub potrzeba poczucia adrenaliny. Nie ma osoby, która nie mogłaby się dopuścić jakiegoś zakazanego czynu.

W serialu ważnym wątkiem jest też życie strażników. Z jednej strony są oni okropni dla osadzonych, z drugiej ich życie rządzi się tymi samymi prawami. Każdy jest uzależniony od systemu, który nakazuje nam spłacać kredyty, dbać o ubezpieczenie, a jednocześnie pozostać człowiekiem. Wszyscy mamy ambicje i chcemy w życiu czegoś więcej, a w takie sytuacji trudno jest pozostać krystalicznie czystym.

Orange is the new black pokazuje, że niezależnie od tego, jak bardzo chcemy wierzyć, że życie można przeżyć dobrze, nie krzywdząc innych, jest to trudniejsze, niż możemy sobie wyobrazić.

Jedną z rzeczy, które najbardziej uderzają w tym serialu, są warunki panujące w kobiecych więzieniach w Stanach. Przepełnienie, brak dobrego wyżywienia i konflikty, które są bagatelizowane przez władzę, to rzeczywistość nie tylko w USA. To, co spychane w naszej podświadomości do jej najgłębszych zakamarków, wychodzi na jaw. Bo w końcu ci ludzie zasłużyli na to, żeby żyć w odosobnieniu i w gorszych warunkach niż reszta społeczeństwa. Ale czy na pewno? Czy osadzone tak bardzo różnią się od nas? Czy człowiek zasługuje na to, żeby traktować go w sposób, który uwłacza jego godności, nawet jeśli zrobił coś, co odbiega od norm społecznych?

Orange is the new black jest serialem, który otwiera oczy na wykluczenie, które często nie ma swojego logicznego wyjaśnienia. Dzięki niemu widzimy, że warto w każdym człowieku dostrzec ludzką istotę, która zasługuje na zrozumienie i sympatię.

Leave a comment



Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Czytaj pierwszy!

Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia