O złym wpływie fanfiction, czyli cykl „After”

Już od dawna planowałam napisać coś związanego z fanfiction, jako że największe uniwersa, na temat których tworzone są fanowskie opowiadania, pochodzą znikądinąd, jak z Wielkiej Brytanii. Nie wiedziałam, że przyjdzie mi zaczynać od cyklu After Anny Todd, ale tym razem to nie ja wybrałam temat, a temat wybrał mnie. Stety lub niestety.

Tak, wiem. After nie jest już fanfiction, a pełnoprawną powieścią, lecz nie zapominajmy, że swoją karierę rozpoczął na Wattpadzie. I wiem, jest to twór amerykański, ale inspirowany jak najbardziej brytyjskim boysbandem – One Direction, który zrobił niemałą furorę w Europie i na całym świecie. Chcę o tym napisać dlatego, że choć w rzeczywistości After nie ma nic wspólnego z zespołem, to jednak tym się reklamuje, przez co przyciąga miliony często nastoletnich fanek, spragnionych powieści napisanej na podstawie życia ich idoli. Umówmy się – nieważne, że fabuła nie dotyczy żadnego zespołu, nie ma nic wspólnego z muzyką, a bohaterowie w żadnym stopniu nie przypominają członków słynnego boysbandu. Póki w opisie możemy przeczytać, czym autorka się inspirowała – fanki 1D będą do lektury lgnąć. Pytanie, czy to dobrze, czy źle.

No właśnie źle. I zaraz wam powiem, dlaczego. Od razu zaznaczę, że ten tekst nie jest recenzją, choć mógłby. A to dlatego, że poruszona bliżej nieokreślonymi motywami oraz poniekąd coraz bardziej przerażona kondycją współczesnego fanfiction, przeczytałam całość. Nie, nie tylko pierwszą część, a wszystkie cztery tomy, z których najkrótszy ma sześćset stron, a najdłuższy tysiąc dwieście. Czytając notę wydawcy, możemy dowiedzieć się, jak ogromnym sukcesem okazało się wydanie przez Annę Todd powieści, która w serwisie Wattpad zaliczyła ponad miliard wyświetleń. Poznając zarys fabuły, od razu możemy zgadnąć, dlaczego.

Otóż After jest inspirowaną zespołem One Direction powieścią o losach młodej dziewczyny Tessy, która właśnie opuszcza rodzinny dom, by zamieszkać w akademiku i rozpocząć studenckie życie. Jest przesadnie grzeczną dziewczynką z równie grzecznym chłopakiem, a jej matka to wzór cnót. Na drodze Tessy pojawia się jednak ktoś, kto wstrząsa fundamentami wyznawanych przez nią wartości i jest to Hardin Scott – zbuntowany, wytatuowany i świecący piercingiem student, który ma wyraźne problemy z agresją. Jak każdy czytelnik może się domyślić, bohaterów połączy płomienny romans, nieokiełznana namiętność i oczywiście… miłość. Nic bardziej oczywistego. Podobny motyw szarych myszek i tajemniczych, niebezpiecznych mężczyzn przerabialiśmy już przy okazji Zmierzchu, Pięćdziesięciu twarzy Grey’a, a także wielu innych powieści. Lecz o ile w przypadku relacji bohaterów Zmierzchu można mówić o miłości polegającej na wzajemnym zaangażowaniu i trosce, o ile w przypadku Grey’a można dostrzec rodzące się powoli uczucie, które z czasem zaczyna znaczyć więcej niż zamiłowanie do fetyszy, o tyle z After jest zupełnie inaczej. I nawet pozytywny koniec, którym autorka próbuje nas przekonać, że uczucie bohaterów rzeczywiście jest wyjątkowe, nie zmieni kilku przykrych oczywistości.

Na samym początku chcę zwrócić uwagę na w zasadzie prosty fakt, który już powiedziałam. Fabuła nie ma nic wspólnego z One Direction ani Harrym Stylesem. Albo inaczej: bohater, ponoć inspirowany postacią muzyka, w niczym go nie przypomina. Mimo to czytelnik widzi w Hardinie Harry’ego ze względu na nazwisko, którym autorka i wydawnictwo nieprzerwanie się lansują. Powiem wprost: jest to krzywdzące, bez znaczenia dla faktu, czy samego zainteresowanego to obchodzi czy nie. Krzywdzące dlatego, że Hardin jest postacią bardzo negatywną, obojętnie jak bardzo Anna Todd próbuje przekonać czytelnika, że jest inaczej. Słusznie określił Paweł Opydo, mówiąc, że w After nienawidzi się absolutnie każdego bohatera. Idąc naprzód powiem, że nienawidzi się szczególnie tych głównych. Bo Hardin nie jest po prostu chłopakiem z problemami, któremu mamy współczuć i próbować zrozumieć. Ten wytatuowany – o zgrozo! – ubierający się na czarno badboy to agresywny nastolatek ze skłonnościami do alkoholizmu, który w napadach wściekłości niszczy wszystko, co aktualnie znajduje się w zasięgu jego ręki oraz pozbawiony szacunku do kobiet seksista, a także student, którego nie wyrzucają z uczelni tylko ze względu na protekcję ojca. Ma na swoim koncie kilka przestępczych epizodów, takich jak pobicia, czy rejestrowanie stosunku płciowego z niczego nieświadomą kobietą. Ten oto mężczyzna, do którego zalet należy głównie to, że jest przystojny i umie całować (tyle wynika z relacji głównej bohaterki), jest protagonistą naszej opowieści. To właśnie wzór mężczyzny, na wspomnienie którego czytelniczkom mają mięknąć nogi. Mogłabym zrozumieć ideę stworzenia takiego bohatera, gdyby celem fabuły było jego dążenie do przemiany. Hardin jednak nie ulega szczególnym zmianom, co powoduje m.in. utratę fabuły. Niestety, fabuła do powieści nie wraca przez kolejne trzy tomy.

Wracając do Hardina. Wykreowanie podobnej postaci jest krzywdzące nie tylko dla muzyka, którym została zainspirowana, ale także dla milionów młodych czytelniczek, które zbudowane erotycznymi uniesieniami Hardina i Tessy, a także chwilowymi momentami rozejmu i wszechobecnym patosem uwierzą, że właśnie w ten sposób wygląda miłość. Co więcej – nie byle jaka miłość, ale wyjątkowa. Nie zwrócą przy tym uwagi na powielające się błędy merytoryczne ani na bezsens płynący z ust Tessy, gdy po raz setny zaprzecza zdaniu, które powiedziała wcześniej. I może nigdy nie wykorzystają tej wiedzy we własnym życiu, lecz niewinne marzenie o niezrównoważonym psychicznie okazjonalnym przestępcy ze skłonnościami do użyczania swoich podkoszulków zostanie w nich na jakiś czas.

Drugą, o ile nie pierwszą perłą powieści jest jej główna bohaterka, czyli Tessa. Podobnie jak w przypadku innych książek z tego gatunku, jest ona szarą myszką, której nic nie wyróżnia. Autorka zdecydowała się jednak wzmocnić kontrast pomiędzy bohaterami, czyniąc Tessę grzeczną do tego stopnia, że czytelnik ma wrażenie, jakby dziewczynę wychowano pod kloszem bez dostępu do świata zewnętrznego. Pod za długimi spódnicami, za dużymi bluzkami i zaczesanym równo przedziałkiem kryje się jednak piękna kobieta i bogini seksu – oczywiście. To stały element wszelkich fanfiction napisanych w konwencji Mary Sue. Za podobne bohaterki można uznać chociażby Bellę Swan (Zmierzch), czy Anastasię Steel (Pięćdziesiąt twarzy Grey’a), jednak pokuszę się o stwierdzenie, że wciąż są one znacznie lżejszymi wersjami Tessy Young, wychowanej w przekonaniu, że tatuaże i kolczyki są złe, a wymiarem wartości człowieka jest porządne wykształcenie w jednej z najlepszych uczelni w kraju. Bohaterkę można uznać za typową konserwatystkę o zamkniętym światopoglądzie z dosyć ograniczonymi zdolnościami interpersonalnymi, za to z nieprzeciętną inteligencją i zamiłowaniem do nauki. Ten początkowy opis brzmi przeciętnie i choć może skłaniać czytelnika do braku sympatii dla postaci, nie jest niczym wyjątkowym. Sytuacja zmienia się później. Autorka książki nie owija w bawełnę, nie trudzi się nad stworzeniem portretu psychologicznego bohaterów dokumentującego ich przemiany. Po co? Najlepiej na kilkudziesięciu stronach przeprowadzić rewolucję, podług której Tessa Young z opisanej wyżej konserwatystki stanie się rozwiązłą, bezwstydną imprezowiczką zdolną zerwać znajomość z własną matką, od której do tej pory była jawnie uzależniona. Mówię rozwiązłą, gdyż z najwyższą przyjemnością zdradzającą swojego chłopaka Noah ze wspomnianym już badboy’em Hardinem. Panna Young dopuszcza się tego czynu kilkukrotnie, w międzyczasie produkując wielostronicowe wynurzenia na temat miłości, namiętności i wyrzutów sumienia, które nie znajdują żadnego odzwierciedlenia w jej zachowaniu, pozostając pustymi sloganami. Nie jest to jednak koniec rozwiązłości bohaterki, która będąc następnie w bardzo toksycznym związku ze Scottem (do którego zaraz przejdę), na jednej z imprez źle odczytuje jego zachowanie i postanawia wzbudzić zazdrość mężczyzny, celowo i z premedytacją rzucając się na bogu ducha winnego chłopaka, podobnego do jej byłego partnera. I jeśli myślisz, że to już koniec gwałtownych ekscesów bohaterki – wciąż jesteś w błędzie, bo po jednym z rozstań (których w powieści jest bez liku) wystarczy jej 9 (słownie: dziewięć) dni, aby związać się z byłym najlepszym przyjacielem Hardina.

Nie tylko brzmi to gorzej niż telenowela. Tessa Young jest kolejną już bohaterką powieści After, której zrównoważenie pozostawia wiele do życzenia, a zachowanie przekracza granice dobrego smaku. Pozostaje tylko pytanie: jak wiele dziewcząt, które przyczyniły się do uzyskania przez After miliarda wyświetleń w serwiesie Wattpad, widzi w Tessie swoją idolkę?

Kiedy już mamy za sobą analizę psychiki (bardzo mam ochotę dać to słowo w cudzysłów) bohaterów (to też), przejdźmy do ich związku. Miłości, która pokonuje wszystkie ograniczenia, przeskakuje wszelkie problemy i trwa w nieskończoność przez kilka tysięcy stron. Jedno trzeba Annie Todd przyznać. Trzeba mieć prawdziwy talent, żeby napisać czterotomową powieść, która nie ma fabuły. Lanie wody to umiejętność niebagatelna i przydatna zarówno w szkole, jak i na studiach. Tego więc młodzi gniewni mogą się śmiało od autorki nauczyć.

Wracając… Związek Tessy i Hardina, pełen pościgów, wybuchów i gwałtownych przewrotów pochłonął czytelników na całym świecie do tego stopnia, że miliony nastolatek marzą o swoim własnym agresywnym alkoholiku, który ma dużo pieniędzy i dobrze całuje. Byłabym skłonna uznać to za wzruszające, gdyby którakolwiek z postaci prezentowała jakiekolwiek wartości. Będąc jeszcze w gimnazjum, byłam oczywiście fanką Zmierzchu, czego wcale za wstydliwe nie uważam, gdyż jako powieść jest to przeciętna, ładnie opowiedziana historia dla nastolatków. Pamiętam jednak, że zarówno Bella, jak i Edward prezentowali sobą konkretne wartości, swoistą wrażliwość i oddanie, a także zamiłowanie do muzyki i literatury. Okej. Teraz wielu czytelników After jest gotowych wyskoczyć z linią obrony przypominającą mi, że Tessa jest wierną czytelniczką dziewiętnastowiecznych romansów, a Hardin poniekąd jej w tym wtóruje. Lecz to tylko kolejny z nierealnych punktów w powieści Anny Todd. Pierwszy raz słyszę o filologii angielskiej, na której jedynymi przerabianymi lekturami są twory sióstr Bronte czy Jane Austen. Zwłaszcza że Tessa jest na pierwszym roku, gdy wśród lektur królują takie tytuły jak Beowulf czy Raj Utracony. Po drugie, ciężko mi wyobrazić sobie wytatuowanego buntownika w ciszy zgłębiającego losy pana Darcy’ego. Lecz to tylko przelotny komentarz, wróćmy do związku bohaterów.

Owy związek zaczyna się oczywiście od jawnej niechęci po to, by gwałtowny pocałunek podczas jednej z imprez miał w sobie więcej namiętności. Kolejny to motyw, który możemy ochrzcić mianem powszechnej oczywistości świata fanfiction. Nie zagłębiając się w koleiny losu, które doprowadzają Tessę i Hardina do zamieszkania ze sobą, chcę zwrócić uwagę na kilka kwestii, które czynią After jeszcze bardziej szkodliwą powieścią.

Związek bohaterów oparty jest na nieustannej przemocy psychicznej, strachu i dwubiegunowości. W momencie kłótni para gotowa jest dokonać wszystkiego, aby się wzajemnie zranić. W dodatku niemal każda sprzeczka kończy się rozstaniem, do zgody zazwyczaj dochodzi przez łóżko. Najdobitniej o toksyczności związku świadczy wzajemne podejście bohaterów w momencie awantury. Hardin gotów jest zwyklinać Tessę wieloma epitetami, ona natomiast nie pozostaje mu dłużna, celowo wzbudzając zazdrość chłopaka, wykorzystując przy tym jego dawnego przyjaciela – Zeda. Co więcej, skłonności Hardina do alkoholizmu sprawiają, że doznaje on ataków agresji, podczas których gotów jest pobić każdego, kto się doń zbliży, włącznie z własnym przybranym bratem. I tu warta uwagi jest reakcja Tessy, która najzwyczajniej w świecie boi się własnego partnera. Co więcej, oboje dążą do destrukcji poprzez wzajemne podcinanie sobie skrzydeł, brak wsparcia marzeń i dążeń drugiej osoby. Tylko z powodu (dziwnie pojętej) miłości Hardin jest gotów zniszczyć Tessie marzenia o wyjeździe do Seattle. A to tylko wierzchołek góry lodowej problemów, z którymi na co dzień się borykają.

Anna Todd próbuje jednak przekonać czytelników, że toksyczna relacja ze znamionami przemocy jest wyjątkową miłością. Chce nam to udowodnić, ostatecznie czyniąc bohaterów parą idealną, której losy możemy obserwować kilkanaście lat później, gdy wciąż są piękni, bogaci i mają dwójkę dzieci. Zapomina jednak, że życie i związek nie działa w ten sposób, a podobna relacja, przez wiele lat będąca niczym więcej, jak tylko przemocą, nie może nie pozostawić śladu na psychice postaci. Anna Todd czyni ich najgorszymi z odzwierciedleń młodzieży po to, by wśród odgłosów fanfar wyprowadzić ich na powierzchnię. We wzajemnym zniszczeniu szuka zwycięstwa i podaje je czytelnikom na tacy, jako zdobyte bez trudu, siłą miłości. Miłości, której tak naprawdę nie ma lub jest wyhodowana sztucznie na potrzeby niezdrowej wizji autorki. I w tym wszystkim głosem rozsądku jest tylko Landon (przybrany brat Hardina), który dla wydźwięku powieści nie ma żadnego znaczenia, pozostając jednym z szarych bohaterów, usuniętych w tył.

Uprzedmiotowienie kobiety, przemoc słowna, szantaże emocjonalne i agresja to tylko niektóre cechy jawnie przez Annę Todd usprawiedliwiane. Przykrym jest, że kobieta sprowadza kobiety do roli seksualnej maszyny, romantycznym czyniąc mężczyznę, który zdobywa dziewczyny w ramach zakładu. Jakby tego było mało – negatywną czyni też swoją bohaterkę, na kolejnych stronach usprawiedliwiając jej zdrady. Przy tym wszystkim warto zwrócić uwagę na sam język powieści, która – umówmy się – w teorii dedykowana dorosłym, tak naprawdę znajduje czytelników wśród nastoletnich fanów zespołu One Direction. Język powieści jest bowiem wulgarny, erotyzm sprowadzony do opisu przywodzącego na myśl streszczenie amatorskiego filmu pornograficznego, a fabuła (ta, której nie ma) oparta na rozstaniach i powrotach Tessy i Hardina.

Tym bardziej przerażają mnie zachwyty młodych czytelniczek, gdy nie znajduję w After zarówno fabuły, wartości merytorycznej ani nawet godnego literatury języka. I nawet jeśli After jest tylko kolejną serią, której sława zgaśnie po kilku latach, jak sława Zmierzchu (a zapewne tak będzie), nie zmienia to faktu, że jej pojawienie się na rynku wydawniczym każe zadać pytanie o kondycję literatury młodzieżowej w dzisiejszym świecie.

Leave a comment



Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 11 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia