Fałszywy pocałunek

Nie ulega wątpliwości, że ludzkie życie jest cudem i tylko od ludzi zależy, w jaki sposób je przeżyją. Na jego całokształt składają się zarówno radość z najpiękniejszych dni, szczęście dzięki najdrobniejszym rzeczom czy bliskość osób będących jego filarami, jak i cierpienie, bardzo trudne wybory i w efekcie decyzje, które nie zawsze są aprobowane przez otoczenie. Osoba podejmująca taką decyzję – być może mającą zaważyć na dalszym jej życiu – musi wykazać się przede wszystkim odpornością na naciski ze strony tych, którym nie odpowiada zaproponowane przez nią rozwiązanie. To trudne, ale nie niemożliwe. W końcu nikt nie powinien za nikogo żyć.

Tytuł: Fałszywy pocałunek
Cykl: Kroniki ocalałych (tom 1)
Autor: Mary E. Pearson
Wydawnictwo: Initium

Dzień ślubu powinien być najpiękniejszym dniem w życiu każdej kobiety – nerwowym, pełnym wrażeń, wzruszeń i łez szczęścia. Niestety nie dla księżniczki Arabelli Morrighan, której aranżowane małżeństwo spędza sen z powiek. Siedemnastoletnia dziewczyna marząca o bezinteresownej miłości nie jest gotowa na poślubienie nieznajomego księcia, dlatego przy pomocy (i w towarzystwie) wiernej przyjaciółki Pauline porzuca królewskie życie i ucieka z Civika. Niestety, przeszłość upomina się o nią w najmniej spodziewanym momencie, nie pozwalając, by wiodła spokojne, beztroskie życie wiejskiej dziewki. Czy Lia odnajdzie szczęście w tym nowym, nieznanym świecie? Czy będzie jej dane poznać smak miłości, nim ponownie zawładnie nią złośliwy los?

Jeśli mam być szczera, to nie spodziewałam się, że Fałszywy pocałunek będzie tak dobrą powieścią, od której naprawdę trudno będzie mi się oderwać. Mój sceptycyzm wziął się stąd, że już raz zawiodłam się na książce o podobnej tematyce (wiem, „prawie” robi wielką różnicę), ale na szczęście pierwszy tom Kroniki ocalałych w zupełności mnie zadowolił (chociaż i tutaj fantastyki było jak na lekarstwo – niemal wcale).

Podobała mi się przede wszystkim przedstawiona historia, która wcale nie była taka prosta, jak się z początku wydawało, a wręcz przeciwnie – z każdą kolejną stroną stawała się coraz bardziej zawiła. Ciekawa wydawała się zarówno historia upadku Starożytnych, jak i tajemnicza otoczka niewiedzy unosząca się nad plemieniem Gaudrel, które w jakiś sposób połączone jest z osobą Arabelli (chociaż kilka osób bardzo starało się ukryć dowody na tę zależność). Oczywiście miejscem, które uruchamia wyobraźnię, jest również barbarzyńska Venda, ale na razie niewiele można dowiedzieć się o tej ponurej krainie.

Kolejnym bardzo dobrym posunięciem było to, że opowieść została przedstawiona z punktu trzech różnych osób: Kadena, Rafe’a i Lii. Dzięki temu czytelnik może spojrzeć na wszystkie wydarzenia z szerszej perspektywy, co z kolei sprawia, że chłonie je i daje się im porwać.

Nie da się nie wspomnieć o świetnych bohaterach, i to nie tylko tych pierwszoplanowych. Mogę śmiało stwierdzić, że dzięki Gwyneth, Pauline i Berdi było bardziej rodzinnie i swojsko. Kaden i Rafe ze swoimi tajemnicami, stylem bycia i zachowaniem jawili się jako niegrzeczni chłopcy, na których mimo wszystko można polegać, a sama Lia okazała się niezwykle dziarską, bystrą i odważną młodą kobietą, która w krótkim czasie z księżniczki staje się zwykłą pracownicą fizyczną, a z niej przekształciła się w obrończynię (przynajmniej taki miała zamiar).

Zakończenie sprawiło, że poczułam naprawdę wielki niedosyt tej historii i nie mogę się doczekać kolejnego tomu Kroniki ocalałych (mam tylko nadzieję, że moja cierpliwość nie zostanie zbytnio nadszarpnięta).

Leave a comment



Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia