Miłość i buty – połączenie doskonałe

Czasami jestem w melancholijnym nastroju i poświęcam wtedy dużo czasu na myślenie o życiu – moim, ale również innych osób. Ludzie są bardzo różni, ale łączy nas wszystkich zaskakująco wiele rzeczy. Mimo, że czasami zdarzają się wyjątki w postaci osób bardzo spontanicznych, które nigdy nie planują ani nie myślą o tym, co będzie jutro, większość z nas dąży do pewnego rodzaju stabilności. Chcemy wiedzieć, że rano pójdziemy do pracy czy szkoły, wieczorem wrócimy do domu, a tam będą te same osoby, co zawsze. Prawdopodobnie odbędzie się nawet jakiś codzienny rytuał, który nie wiadomo skąd się wziął, ale funkcjonuje, i to w dodatku bardzo dobrze. Czasami to wszystko staje się rutyną, ale rutyną dającą nam poczucie bezpieczeństwa. Gdy to wszystko nagle stanie pod wielkim znakiem zapytania, wpadamy w panikę i chcemy utrzymać nasze życie w ryzach. Jednak czy zawsze się da? W teorii życie musi każdemu dokopać – mniej czy bardziej, ale każdemu. Jaka jest praktyka?

 

Tytuł: Druga szansa
Autor: Marcie Steele
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece

Riley od ośmiu lat pracuje w sklepie obuwniczym i nie zamierza tego zmieniać. Wydaje się zadowolona ze swojej pracy i to właśnie ona daje jej satysfakcję oraz pewnego rodzaju możliwości. Jest kierowniczką dwójki swoich przyjaciół. Razem w trójkę tworzą zespół, który pokona każdą przeszkodę i dostarczy rozrywki oraz pomocy każdemu klientowi. Jednak nic nie może trwać wiecznie. Lada moment sklep może zbankrutować, a właścicielka ogłasza konkurs na najlepszego pracownika. Ma to zmotywować do pracy, ale tak naprawdę jest przyczyną tylko większych problemów. Riley wykorzystuje całą swoją kreatywność, żeby uratować ukochane miejsce pracy. Lecz nie jest to takie łatwe, gdy szefowa wydaje się zamknięta na wszystkie oryginalne pomysły, a młoda kobieta musi radzić sobie z widmem utraconego mężczyzny, który ją wykorzystał i oszukał. Na szczęście pojawia się ktoś nowy, kto może diametralnie zmienić życie kobiety. Czy Riley odnajdzie miłość życia? Czy uda się jej uratować sklep obuwniczy? Co przyniesie niepewna przyszłość?

Ostatnio książki dla kobiet są dla mnie odskocznią od życia. Kiedyś dość ostro je krytykowałam. Twierdziłam, że są nudne i że nie ma sensu czytać zwykłych historii, gdy można przenosić się do świata fantastyki albo szukać morderców w kryminałach. Ale im jestem starsza, tym lepiej widzę, że to tylko moja niedojrzałość i pewnego rodzaju ignorancja. Nie twierdzę, że każdy czytelnik musi się lubować w literaturze obyczajowej, ale na pewno powinien dać jej szansę i poszukać drugiego dna. Dlatego właśnie tym razem zdecydowałam się na Drugą szansę Marcie Steele. Podejrzewam, że przyciągnęła mnie okładka, która kojarzy mi się z książkami Amandy Prowse. A te dobrze wspominam, więc przypuszczam, że dlatego oddziaływanie było tak wielkie. Jak na tym wyszłam?

Szczerze mówiąc, chyba sobie nie przypominam, żebym spotkała się w powieści ze sklepem obuwniczym jako głównym wątkiem, co stanowi u mnie duży plus. Lubię, kiedy pisarze nie boją się ryzykować i tworzyć coś nowego albo chociaż rzadko spotykanego. To mówi o sporej odwadze. Szkoda tylko, że cała ta konstrukcja nie przypadła mi do gustu. Byłam pozytywnie nastawiona i trochę się zawiodłam. Nie należę do kobiet, które mają obsesję na punkcie obuwia, ale szpilki ubóstwiam. Trochę liczyłam, że odegrają one większą rolę, ale zostałam zaskoczona i wbrew pozorom niewielka część fabuły dotyczy samych butów. Gdyby cała historia została dokładniej wykreowana, a potencjał książki wykorzystany, na pewno niesztampowość robiłaby o wiele większe wrażenie.

Styl pisarki to chyba największy minus całej opowieści. Jest po prostu bezbarwny i miejscami zbyt prosty, dziecinny. Podchodziło mi to pod infantylność. Dialogi często okazywały się nienaturalne i w ogóle nieistotne, co mnie wyjątkowo irytowało. Miałam wrażenie, że w rozmowach ze swoimi rówieśnikami nasz język jest o wiele mniej wyrafinowany. A zapewniam was, że mając dwadzieścia lat, mało kto zwraca uwagę na to, jak mówi, jeśli akurat nie ma takiej konieczności. Dlatego jestem wręcz oburzona stylem autorki.

Tak naprawdę, to już teraz wam przyznam, że chyba w tej recenzji będę narzekała na tę książkę. Sama fabuła również okazała się wyjątkowo nudna i po prostu do bólu przewidywalna. Kiedy zaczęłam czytać tę historię, mogłam stwierdzić, jak ona się zakończy. Jest to typowy schemat – ograniczony pod każdym względem. Sklep i jego możliwe zamknięcie był głównym motywem, który dla mnie okazał się kiepski i niegodny uwagi. Jasne, że zdarzały się wątki poboczne, ale nie wydawały się one zbyt ciekawe. I jeszcze jedna rzecz, która sprawiała, że dostawałam białej gorączki – media społecznościowe, dosłownie wszędzie! Miałam czasami wrażenie, że życie bohaterów odbywa się wyłącznie na Twitterze. Rozumiem, że w tych czasach to bardzo popularna strona, choć akurat w moim otoczeniu ten portal jest już w zapomnieniu, ale Riley, i nie tylko ona, przykładała olbrzymią wagę do tego, co tam się dzieje. Nie neguję tego, bo w książce zdarzały się wyjątkowo smutne sytuacje dotyczące właśnie jej, ale te codzienne sprawy niekiedy były zbyt wyolbrzymiane.

Zastanawiam się, czy moja negatywna opinia nie wynika bardziej z faktu, że nie cierpię Riley. Jej charakter w ogóle nie przypadł mi do gustu i podejrzewam, że w realnym życiu od takiej osoby trzymałabym się raczej daleko. Była po prostu sztuczna, a jej miłości, które miały odgrywać olbrzymią rolę, a przynajmniej tak myślę, sprawiały na mnie wrażenie rachunków matematycznych – warto czy nie warto? A jak na pewno dobrze wiecie, w miłości w ogóle o to nie chodzi. Natomiast pozostali bohaterowie wydawali się papierkowi i „rozmyci”. Istnieli, mieli swoje mniejsze i większe problemy, ale jakby ich nie było. Chyba jedyny bohater, który przypadł mi do gustu, to Cooper. Miał w sobie to coś i było widać, że się starał, ale pokazywał przy tym swój charakterek.

Druga szansa na szczęście pod względem tematyki okazała się o wiele ciekawsza. Szkoda tylko, że Marcie Steele nie wykorzystała tego. Książka porusza tak ważne tematy jak żałoba, miłość czy obecnie zniesławiony hejt. Przyjaciółka Riley – Sadie – nie mogła sobie poradzić ze śmiercią męża. Ten wątek mnie zaciekawił, więc gdyby nie spłycenie go, byłby ciekawy do przemyśleń i wywoływałby wzruszenie. Podoba mi się dla odmiany też fakt, że w ostatecznym rozrachunku miłość jest również ukazana z różnych perspektyw, co czytelnikowi przypomina, że to niezwykłe uczucie nie dotyczy wyłącznie par.

Mam ambiwalentne odczucia po tej lekturze. Na pewno nie jest tak, że żałuję, iż ją przeczytałam. W pewnym sensie była ciekawym doświadczeniem, ale jak sami widzicie, prawie wcale nie widziałam w niej zalet. Na pierwszy plan wychodziły drażniące mnie wady. Ktoś mnie ostrzegł, żebym nie nastawiała się na wymagającą książkę, bo jest raczej lekka i przyjemna. Właśnie dlatego myślałam, że na szybko przeczytam miłą „obyczajówkę”. I tak się zawiodłam. Jednak nie odradzę jej wam, bo ma w sobie pewien potencjał i myślę, że osoby mniej sceptyczne dostrzegą go i przy okazji zauważą w powieści coś więcej niż ja.

Leave a comment



Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia