Tak jak lubisz!

Uczę się angielskiego od I klasy szkoły podstawowej. Znam go na tyle, że przy odrobinie chęci i czasu mogłabym sobie pozwolić na napisanie książki po angielsku. Jestem przekonana, że mogłoby mi się to udać. No właśnie… mogłoby. Nie znam go jednak na tyle, żeby posługiwać się nim prawie tak swobodnie jak językiem polskim. Obecnie podobno osiągnęłam poziom B2.2, ale czegoś mi brakuje. Mam wrażenie, że do pełni szczęścia potrzebuję nieco więcej. Z tego głębokiego przekonania, uczucia braku wypłynęło silne pragnienie kontynuowania nauki, wspinanie się wyżej.

 

Tytuł: Notebook. Planer do nauki angielskiego
Wydawnictwo: Preston Publishing

 

I po raz kolejny przepadłam. Mimo że obiecałam sobie „wstrzemięźliwość”, znowu stałam się ofiarą bezgranicznej miłości do Prestona. Wygospodarowałam nawet czas na to, żeby zanotować sobie daty premiery przyszłych książek, które już teraz uważam za absolutne must have tego roku. Właśnie dzięki Prestonowi postanowiłam zrobić coś ze swoim angielskim. Nie cierpię na zajęciach, rozumiem, co się do mnie mówi, wiem, o czym czytam (no, mniej więcej)… Lubię angielski. Pewnego dnia poczułam jednak, że chcę więcej. C1, C2 – tak, właśnie tak! No i oto jest – mój osobisty planer do nauki angielskiego.

Notebook. Planer do nauki angielskiego jest przeznaczony właściwie dla każdego, kto chce mieć motywację do nauki języka angielskiego – niezależnie od poziomu. Być może chcesz zacząć, bo powoli zaczynasz gubić się w zalewie zangielszczonego polskiego? A może po prostu masz ochotę uczyć się dalej, choć zajęcia z angielskiego miałaś/ miałeś w liceum? Ta książka jest dla ciebie.

To uniwersalny zeszyt, w którym znajdziesz tylko wzory i schematy nauki. Reszta pozostaje do twojej dyspozycji. Możesz uzupełniać poszczególne strony, jak tylko ci się podoba. Jeśliby się uprzeć – możesz z niego zrobić swój kalendarz, notes i planer do nauki w jednym! Najważniejsze, żebyś czerpała/ czerpał radość z korzystania z niego, aby ci służył.

Jeśli chodzi o zawartość, tak jak wspomniałam – umieszczono tu wyłącznie pewne schematy, które mają uporządkować nasz materiał i sprawić, że nauka angielskiego będzie znacznie ciekawsza, niż gdybyśmy wzięli do ręki zwykły 96-stronicowy zeszyt w kratkę. Planer podzielono na 8 części, z czego część trzecia – Nowe słówka – dopełniono ponadto konkretnymi informacjami dotyczącymi najistotniejszych aspektów przyswajania angielskiego słownictwa, m.in. phrasal verbs czy idioms & sayings. Pierwsza i ostatnia część wbrew pozorom są jednak najważniejsze – chociażby ze względu na to, że bez nich ten planer nie istnieje! We Wprowadzeniu określono bowiem cel jego wydania, zasady (które są przecież po to, żeby je łamać) korzystania z niego i wyjaśnienia poszczególnych „rozdziałów”. Notatki są z kolei miejscem, w którym możesz wpisywać, co tylko chcesz – bez ograniczeń. To „najosobistsza” część Planera.

Czy mogę napisać coś więcej? Owszem, mogę! Nie możecie korzystać z tego planera ze słownikiem w dłoniach. A właściwie możecie, ale nie powinniście. Notebook jest szczwanym lisem i tak łatwo nie pozwoli ci odłożyć się na półkę. Nie lubi kurzu – to jedno. A drugie – bardzo by chciał, żebyś jednak coś z tej nauki wyniosła/ wyniósł, dlatego do skutku będzie cię „zmuszał” do nauki. Co więc robić, skoro nie wypisywać słówka ze słownika? Oglądać angielskie seriale, słuchać językowych podcastów (np. 6 Minute), oglądać mowy TED, pisać, powtarzać i czytać! To gwarancja sukcesu.

Leave a comment



Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia