Czas refleksji

Jak co roku podczas świąt wielkanocnych mówię (a właściwie piszę) o refleksji. Święta Wielkiejnocy są bowiem okresem, w którym to ona odgrywa znaczącą rolę. Jest efektem codziennego pędu, gdyż kiedy nadchodzi ten niezwykły moment, zatrzymujemy się i siadamy przy rodzinnym stole, a czas płynie wolniej. Jest też katalizatorem wszelkich zmian w naszym życiu – właśnie wtedy nasz umysł jak gąbka chłonie myśli, inspirujące rozmowy, wspaniałe słowa i gesty.

Wielkanoc… Czas refleksji. 

Właśnie wtedy zastanawiamy się nad tym, co minione, i nad tym, co przyszłe. Dzielimy czas na świąteczny i poświąteczny, kiedy wszystko się zmieni, kiedy w końcu zaczniemy spędzać więcej czasu z rodziną i przyjaciółmi, kiedy nie będziemy biec bez zastanowienia za przypadkowymi dobrami tego świata i kiedy w końcu dostrzeżemy to, co nas otacza, zamiast codziennie pędzić w jednym tylko kierunku. Zapracowanie, zdenerwowanie i przesiąknięcie ideą bycia zawsze i wszędzie pochłaniają nas do tego stopnia, że zapominamy o tym, co najważniejsze, najpiękniejsze i wartościowe. Gubimy po drodze nasze myśli, uczucia, emocje i wartości. Mijamy ludzi, których już nie spotkamy, mijamy miejsca, których już nie odwiedzimy, bezpowrotnie tracąc teraźniejszość, chwile, które już nie powrócą.

Czy kiedykolwiek zastanawialiście się nad tym, czego tak naprawdę pragniecie? Samochodu, nowego mieszkania, lepszego wynagrodzenia…? A może: miłości, która nie przeminie jak przypływ adrenaliny, przyjaźni trwalszej niż najstabilniejsze mury, czasu dla ludzi, których kochamy, a których mimowolnie tracimy, biegając w tę i z powrotem, szukając czegoś, czego nie znajdujemy, i walcząc o coś, czego mieć nie możemy?

Brakuje nam tęsknoty, brakuje nam naturalnej, zwyczajnej wrażliwości, dzięki której „tu i teraz” nie byłoby kolejnym ciężkim dniem, powtarzanym beznamiętnie „nie mam czasu” czy monotonną do granic możliwości czynnością. Stoimy tu, jesteśmy, a mimo to myślami wciąż tkwimy w przeszłości albo przyszłości, która jest nieprzeniknioną głębią chaotycznych zdarzeń, niepewności i ulotności. Nie docieramy do celu, choć wciąż do niego dążymy – stawiamy jednak za dużo kroków w tył niż w przód. Wydaje nam się, że kroczymy przed siebie, podczas gdy znajdujemy się cały czas w tym samym miejscu – poznanym, ale obdartym z cudowności i piękna, jak wtedy, gdy za pierwszym razem je zobaczyliśmy; nie ma w nim już tego czegoś, co wywołuje przyjemny ścisk w sercu, powolnie spływające po policzkach łzy wzruszenia i szczęścia, tego czegoś, co kryje w sobie przepełnione serdecznością spojrzenia i subtelny dotyk dłoni ukochanej osoby.

Dokąd zmierzamy? Czy zachowaliśmy w sobie jeszcze choć resztki… siebie samych? Czy potrafimy oddzielić to, co niepotrzebne, od tego, co niezbędne, a co często bez chwili namysłu odkładane na bok, na później, na kiedyś? Pobądźmy ze sobą, pomyślmy o miejscu, w którym się znajdujemy, o czasie, który spędzamy z naszymi najbliższymi, ale też tymi „dalszymi”, w końcu – o marzeniach, nawet tych najmniejszych, wymagających zaledwie jednego kroku, jednego muśnięcia, jednego głębszego oddechu, przenikliwszego spojrzenia, nieco szerzej otwartego serca…

Dajmy sobie chwilę na to, żeby po raz kolejny nie stracić tego, czego pragniemy, i tych, których kochamy. Dajmy sobie chwilę na pozornie nieznaczące gesty, na najmniejsze czyny świadczące o naszym zainteresowaniu i choć minimalnym zaangażowaniu. A gdy damy chwilę sobie, dajmy ją też innym – aby i oni mogli pomilczeć, zamknąć oczy, odnaleźć siebie wśród innych pasażerów pędzącego pociągu. Bądźmy dla siebie i dla innych. W święta i po świętach. Na co dzień. O 9.00, o 15.00, a nawet o 3.27. W Krakowie, we Wrocławiu, w Poznaniu. Dzisiaj, jutro i za 5 lat. Bądźmy. Po prostu.

Leave a comment



Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Czytaj pierwszy!

Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia