„Coś do ukrycia”

Książka Coś do ukrycia opowiada historię Cade’a, znanego nam z poprzedniej części cyklu Coś do stracenia jako przyjaciel Bliss, oraz Max, przebojowej dziewczyny. Gdy pewnego dnia przez przypadek ich drogi się łączą, oboje wiedzą, że to coś wyjątkowego. 

 
Tytuł: Coś do ukrycia
Cykl: Coś do stracenia (tom 2)
Autor: Cora Carmack
Wydawnictwo: Jaguar
 
 
Max „Mackenzie” Miller to dokładne przeciwieństwo Bliss. Wydaje się szalona i nieprzewidywalna. Ukrywa przed rodziną to, kim naprawdę jest. Jej jedyna odskocznia od codzienności, dzięki której naprawdę może się otworzyć, to muzyka.
 
Kiedy grałam, kiedy wibrowały struny gitary, a słowa ulatywały z moich ust, dopiero wtedy czułam naprawdę. Nadzieję i rozpacz. Cierpienie i radość. Zło i dobro. Wszystko.
 
Natomiast Cade jest kimś zupełnie innym. Przyjechał do Filadelfii, by tutaj szukać pracy. Niestety nic nie ułożyło się po jego myśli, a do tego Garrick zamierzał oświadczyć się Bliss. Cade jest załamany i dlatego, gdy wpadają na siebie z Max, z przyjemnością przyjmuje propozycję udawania jej chłopaka przed rodzicami. Wszystko idzie dobrze, rodzice są zachwyceni ale… od tego momentu Cade nie może zapomnieć o swojej „dziewczynie”. Ona także ma z tym niemały problem, choć sama przed sobą nie chce tego przyznać.
 
Wiedziałem, że igram z ogniem, dotykając ją w ten sposób, ale nie potrafiłem się powstrzymać. Kiedy przesunąłem dłonie na dolną część jej kręgosłupa, miałem wrażenie, że Max unosi biodra, by tylko być bliżej mnie.
 
Książka podobała mi się, ale po pierwszej części liczyłam na coś więcej. Niestety nie doczekałam się tego – mamy tu kolejne love story z problemami w tle. Owszem, styl autorki jest jak najbardziej doskonały, za co daję jej wielki plus, ale mam nadzieję, że kolejny tom będzie ciekawszy. Szczerze mówiąc Cade mnie znudził, a nawet momentami denerwował. Stwierdził, że on nie będzie się trudził, bo to i tak nic nie da. Świetne podejście, nie ma co. Tak samo Max – niby taka twarda, ale tak naprawdę boi się własnych rodziców. Bardzo mnie to raziło, dlatego ta pozycja jakoś mnie nie zachwyciła, ale i tak jest dobra. Brakowało mi tutaj również wątku Bliss i Garricka; bez nich ta książka nie ma „tego czegoś”, tych emocji. Oczywiście polecam ją, ale nie szykujcie się na coś powalającego. Koniec też był bardzo przewidywalny, choć ja lubię takie zakończenia. Po prostu tutaj wszystko wydawało się napisane według takiego schematu, jaki spotyka się w bardzo wielu książkach. To powieść typowa, ale dość dobra, dlatego jeśli miałabym jeszcze raz wybierać, czy ją przeczytać, to pewnie podjęłabym tę samą decyzję. Jeszcze jedna rzecz, która mi się bardzo podobała, to dużo dobrych tekstów piosenek pisanych przez Max. To akurat sporo mi dało podczas czytania, dzięki tym słowom lepiej rozumiałam tę dziewczynę. 
 
Powodzenia! Nie chcę cię martwić, ale życie nigdy nie jest proste. Jest porąbane, a potem się umiera.

Leave a comment



Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 11 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia