O małych miastach z wielkiej perspektywy

Skusiłam się na zajrzenie do nowej książki Filipa Springera z wielką obawą. Po wspaniałych 13 piętrach bałam się rozczarowania i tego, że temat jest mi bliższy niż inne poruszane przez autora zagadnienia. Małe miasta, byłe miasta wojewódzkie, takie jak moje rodzinne miasto – Toruń, który ze względu na turystykę jeszcze nie jest tak rozpaczliwym przykładem jak sąsiedni Włocławek.

Tytuł: Miasto Archipelag. Polska mniejszych miast
Autor: Filip Springer
Wydawnictwo: Karakter

Temat, którym zajął się Springer, jest niewątpliwie obszerny. Z 49 województw utworzonych w 1975 roku po 1999 zostało 16, co daje nam 33 miasta pozbawione władzy i prestiżu, a co za tym idzie rzetelnego dofinansowania. Projekt książki oraz bloga i audycji był niesamowicie ciekawy i cieszył się pewną popularnością, jednak ten temat w Polsce potrzebuje chyba antologii. Springerowi nie udało się napisać o każdym z 33 miast, a historie, które opisuje, w większości przypadków się powtarzają. Odpływ ludności, brak kultury (zamykanie teatrów, ośrodków kultury), bezrobocie to melodie byłych miast wojewódzkich, a przynajmniej przytłaczającej większości. W Mieście Archipelagu nie brakuje jednak pozytywnych przykładów – miast, które jakoś sobie radzą, głównie dzięki inwencji ich mieszkańców, którzy zakładają tam firmy czy też postanawiają życie w Warszawie zmienić na coś bardziej w stylu slow life. To oni przyciągają w tamtą stronę pieniądze i kulturę i stwarzają je od nowa. Niestety nie wszystkie mają takie szczęście.

Kolejnym bohaterem tej książki jest Warszawa, bo to właśnie w tamtym kierunku odpłynęła ludność, kultura, pieniądze, praca i władza. Tu chyba pojawia się mój zarzut do książki, nie jedyny, ale największy. Ten temat został zaniedbany i zbyt słabo podkreślony. Książki o likwidacji 49 województw nie da się napisać bez stolicy w tle, bez przytoczenia jakiejś rzetelnej analizy centralizacji władzy w Polsce.

Wydaje mi się, że temat przerósł Springera, nic zresztą dziwnego – jest ogromny i dla jednego człowieka, nawet jeśli dostał wsparcie, chyba zbyt duży. Po książce zostaje uczucie niedosytu, które trudno samodzielnie opanować. Tak jakby czytelnik tylko prześlizgnął się poprzez historię. Brakuje jednego spójnika, mimo że autor bardzo starał się go znaleźć, ale wyszło to trochę byle jak. Nie zmienia to faktu, że historie zegarmistrza z Leszna czy różnych miejsc, w których ludzie starali się tworzyć kulturę przeciw zgniatającemu ją systemowi, wzruszają i wzbudzają podziw. W małych miastach tkwi potencjał, tym potencjałem są ludzie i to jest najważniejsza rzecz, jaką Springer powiedział swoją książką.

Leave a comment



Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Czytaj pierwszy!

Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia