Prawdziwa jazda bez trzymanki!

Ile warte jest nasze życie? Kim jesteśmy? Dokąd zmierzamy? Na te pytania nie znaliśmy, nie znamy i być może nigdy nie poznamy pełnej odpowiedzi. Nie o filozofię tu chodzi, lecz o nas samych – ludzi nauczonych tego, że trzeba być dobrym, wychowanych w duchu wiary, nadziei i miłości, wsiąkniętych przez kulturową bańkę mydlaną, która raz po raz pęka. Po co to wszystko? Żeby spełniać dobre uczynki? A co, jeśli…

Tytuł: Historia złych uczynków
Autor: Katarzyna Zyskowska
Wydawnictwo: Znak

 

To nie pierwsza książka Katarzyny Zyskowskiej, choć pierwsza, po którą sięgnęłam. Czy to czysty przypadek, czy jednak przeznaczenie? Tego nie potrafię określić, ale jedno jest pewne: emocje, które wywołała we mnie ta powieść, pozostaną ze mną już na zawsze. Historia złych uczynków wżera się w serce i umysł czytelnika i skutecznie mąci mu w głowie. Nic nie jest takie, jakie mogłoby się wydawać. Jakąkolwiek pewność należy schować do kieszeni i uzbroić się w cierpliwość. To prawdziwa jazda bez trzymanki. 

Autorzy powieści obyczajowych mają sporą przewagę na rynku wydawniczym, co nie zmienia faktu, że nieustannie muszą mieć z tyłu głowy, że nie równa się to przewadze w świadomości odbiorców. Mimo że Zyskowska wydała już kilkanaście książek i – jak można sądzić – zyskała uznanie wśród czytelników i czytelniczek, nie może spocząć na laurach i pozwolić sobie na pisanie książek „o wszystkim i o niczym”. Dzisiejsze społeczeństwo przyzwyczaiło się do mdłych historyjek, które traktują o tym samym: albo niespełnionej miłości, albo… aż za bardzo spełnionej miłości. Na szczęście wspomniana autorka nie uległa tej pokusie. Historia złych uczynków trzyma w napięciu od pierwszego zdania i tak pozostaje aż do ostatniego. Chwała jej za to. Tę powieść chce się czytać. 

 

Na uwagę zasługuje przede wszystkim sam styl, którym posłużyła się Zyskowska. Książka została napisana tak, że nie sposób oderwać się od czytania. Naprawdę. I to nie jest kolejny chwyt marketingowy, słowa rzucone na wiatr, żeby komukolwiek się przypodobać. Historia złych uczynków na te słowa w pełni zasługuje, ponieważ daje czytelnikom to, czego chcą i czego tak usilnie poszukują w innych tego typu książkach: tajemnicę. To ona bowiem sprawia, że mamy ochotę przewracać kolejne kartki i brnąć w przedstawioną historię. To dzięki nim czujemy, że w końcu czytamy coś ambitniejszego niż kolejne płytkie romansidło. I to przez nią wysiadamy z autobusu czy tramwaju o 5 przystanków za późno. Dlatego że wciąga (a do tego wystarczy naprawdę niewiele – co potwierdza Zyskowska).

Tajemnica w tej książce niejednokrotnie doprowadza nas do euforycznego szału (!). Owszem, to oksymoron, ale cóż poradzić, skoro tak bardzo pasuje? Z jednej strony napięcie jest dawkowane, tak abyśmy nie padli na zawał, ale z drugiej – emocje, które się w nas kotłują, mogą spowodować coś o wiele gorszego. Tak więc marzymy o poznaniu odpowiedzi na zadawane w trakcie lektury pytania, jednocześnie prosząc o to, żeby ta literacka przygoda trwała jak najdłużej. Paradoks? Takie paradoksy to ja lubię. I wiem, że wy też!

 

Cokolwiek bym powiedziała o fabule Historii złych uczynków, z pewnością okaże się odbieraniem wam przyjemności z podążania tą drogą samodzielnie. Nie będę wam więc nakreślać historii ani tworzyć portretów psychologicznych postaci, gdyż nie zamierzam pozbawiać was możliwości zrobienia tego po swojemu. Według mnie (choć naczytałam się już naprawdę wielu świetnych opinii na temat tej książki) Historia złych uczynków jest jedną z najlepszych książek, które pojawiły się na rynku w tym roku. Polecam ją z całego serca tym, którzy nie obawiają się trudnych tematów i lubią, gdy słowo pisane wywołuje przyjemny dreszczyk emocji. 

 

Leave a comment



Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia