Marzenia o jedzeniu

Mam pewne wspomnienie z dzieciństwa. Nie jest zbyt ważne ani nie odegrało w moim życiu istotnej roli. Jednak mimo to zapamiętałam to wydarzenie sprzed lat i w jakiś sposób towarzyszy mi w życiu. Gdy byłam dzieckiem, razem z rodzicami pojechałam nad morze. Mama uwielbia ryby, więc postanowiliśmy wybrać się do typowej nadmorskiej restauracji, gdzie właśnie je serwują. Wydaje mi się, że jeszcze wtedy nie umiałam czytać, ale jakimś cudem wybrałam rzadką rybę. Za namową mamy i babci zamówiłam ją. Okazała się paskudna – pełna ości i tłuszczu, którego do dzisiaj nienawidzę. Mimo tego jest to bardzo dobre wspomnienie, bo przemogłam się i spróbowałam czegoś nowego. A co by było, gdybyśmy częściej próbowali nowych rzeczy?

Tytuł: Podróż w trzech smakach. Przepyszne opowieści z Buenos Aires, Nowego Jorku i Berlina
Autor: Layne Mosler
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece

Layne Mosler rzuca studia dla jednego marzenia. Jej decyzja wydaje się szokująca, ponieważ kobieta postanawia założyć własną restaurację. Wybiera życie pełne zmian, sukcesów, ale również częstych porażek. Szybko sobie uświadamia, że restauracja to niekoniecznie dobry wybór, ale jest lojalna wobec swojego marzenia, dlatego właśnie wybiera się do Buenos Aires. Tam rozpoczyna swoją niesamowitą przygodę. Jej początek jest niewinny, gdyż ma miejsce w zwykłej taksówce. Co wiedzą kierowcy taksówek? Gdzie jest najlepsza restauracja? Co może przynieść na pozór zwykła noc?

Podróże są niesamowite. Mogą tyle nauczyć pod każdym względem. Każdy znajdzie w nich coś dla siebie, coś, co zapamięta na całe swoje życie. Nie raz i nie dwa snułam marzenia o tym, jak wyjeżdżam ze swojego miasteczka i poznaję cały świat, zaczynając od pobliskich miast, a kończąc na innym kontynencie. Moi bliscy zawsze się z tego śmieją, bo nie są przekonani, że dam sobie sama radę, kiedy nawet nie umiem gotować. Pewnie dlatego wybrałam jako swoją kolejną lekturę najnowszy bestseller – Podróż w trzech smakach. Chyba miałam nadzieję, że dzięki niemu nabiorę ochoty na nauczenie się nowej umiejętności, a przynajmniej na pogłębienie wiedzy na jej temat. Po części tak się stało. Aczkolwiek zostałam bardziej przekonana do odkrywania nowych restauracji, barów i przede wszystkim smaków niż gotowania. Ale przy tym znalazłam motywację do spełniania marzeń.

Żeby było jasne – nie przepadam za powieściami, które ukazują prawdę. Rzadko je czytam i jakoś ogólnie jestem sceptycznie do nich nastawiona. W końcu życie to życie, a opowieść to opowieść. Ale nawet ja nie mogę zapomnieć, że najciekawsze historie kreuje właśnie to nasze życie. Pewnie to tak na mnie wpłynęło i sprawiło, że byłam pod wrażeniem, kiedy Layne pierwszy raz wsiadła do taksówki i zdecydowała się całkowicie spontanicznie zadać kierowcy jedno niezobowiązujące pytanie. Kto by pomyślał, że od takiej chwili zacznie się cała przygoda, którą na własnej skórze poczują najróżniejsi ludzie?

Styl pisarki bardzo mi się spodobał. Dokładnie takiego oczekiwałam po tego typu książce. Był na tyle charakterystyczny, by pamiętać, że mamy do czynienie z całkowicie żywym człowiek, który w dodatku opowiada nam ważne dla niego wspomnienia. Przy tym szybki, przyjemny i niezobowiązujący. Idealnie wpasował się w ogólną koncepcję powieści, dzięki czemu czułam się mile usatysfakcjonowana.

Do samej fabuły mam bardzo ambiwalentne odczucia. Początek po prostu mnie zachwycił. Bardzo dawno nie czytałam takiej opowieści, więc byłam oczarowana i nie chciałam się z nią rozstawać. Niestety szybko się to zmieniło, kiedy zdałam sobie sprawę, że staje się to rutynowe. Pierwsze dobre wrażenie odeszło, robiąc miejsce monotonni. Właśnie przez to czytałam Podróż w trzech smakach bardzo długo i wielokrotnie zmuszałam się do jej kończenia. Cała historia jest podzielona na trzy miasta – Buenos Aires, Nowy Jork i Berlin. Każde miasto ma jakiś niepowtarzalny wpływ na bohaterkę i kieruje jej karierę oraz marzenia w odpowiednie miejsce. Pewnie dlatego, że początek najbardziej mi się podobał, to właśnie Buenos Aires najmocniej zapadło mi w pamięci. Egzotyczne miasto, którym rządzą całkowicie inne zasady niż u nas. A do tego sławetne tango. I to nie tylko takie w telewizji, ale dostępne również dla całkowicie zwykłych ludzi. Sama pragnęłabym przeżyć coś podobnego. Nie mogę zapomnieć też o olbrzymiej wiedzy, którą książka nam przekazuje. Mówimy tu o jedzeniu i zwyczajach. Jest to skarbnica odkryć i praktyk, o których nic nie wiemy.

Layne do końca pozostała dla mnie zagadką i ostatecznie nie wyrobiłam sobie o niej żadnego zdania. Z jednej strony wykazała się olbrzymią odwagą, którą podziwiam całym sercem, ale z drugiej zbyt często jak dla mnie zapominała, co jest jej celem. To bardzo mnie irytowało. Przez powieść przewija się multum bohaterów, którzy pojawiają się często lub są tylko epizodyczni. Jest to perfekcyjny opis naszego życia, gdzie ludzie się przewijają, pozostawiając wspomnienie na długi okres lub zostają prawie od razu zapomniani. Czasami żałowałam, że autorka nie skupiła się bardziej na niektórych, jednak w pewnym sensie rozumiem, czemu właśnie tego nie zrobiła.

Podróż w trzech smakach ukazuje, jak ważne jest, żeby podążać za swoimi marzeniami – nawet tymi najbardziej szalonymi. Oczywiście należy być im wiernym, a przy tym pozostać otwartym na nowe możliwości. I nigdy, przenigdy nie zapominać, że życie jest piękne.

Książka nie do końca mnie zadowoliła, jednak mimo to jestem usatysfakcjonowana, że miałam okazję ją przeczytać. Dla fanów podróży i bardzo dobrego, ale całkowicie nowego jedzenia, jest to pozycja obowiązkowa, wisienka na torcie.

Leave a comment



Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Czytaj pierwszy!

Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia