Historia trofeów…?

Już niedługo swoją premierę będzie obchodziła najnowsza powieść Colleen Hoover wydana w Polsce, a mianowicie: Without Merit. Po raz pierwszy dane mi jest recenzować ją przedpremierowo, co wywołuje we mnie naprawdę ogromną radość. Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że choć nie mam już 18 lat, uwielbiam powieści Hoover i czytam je wręcz nałogowo. Dlatego i tym razem nie mogło być inaczej. Poznajcie Merit i… Without Merit

Tytuł: Without Merit
Autor: Colleen Hoover
Wydawnictwo: Otwarte

 

Merit jest normalną dziewczyną, choć ma nieco dziwne przyzwyczajenie: postanowiła, że po każdej porażce musi kupić… trofeum – tak na poprawę humoru i samooceny. Pewnego dnia, gdy stoi w kolejce do kasy, zauważa chłopaka, który ni stąd, ni zowąd pyta ją o to, co robi. Nie przypuszcza, że ten sam chłopak wprowadzi w jej życie zamęt większy niż niejedna z największych porażek. 

Zacznijmy od tego, że ta powieść od początku wciąga. Dlaczego? No dajcie spokój! Dziewczyna, która kupuje trofea? To nienaturalne. Już w pierwszym rozdziale zostajemy wciągnięci w wir akcji i ani myślimy ją przerwać odłożeniem książki na bok. To niemożliwe. Dzieje się tyle, że nie sposób nagle przestać czytać. Czytamy więc i czytamy. I czytamy, i czytamy… Czytaniu nie ma końca.

Without Merit – abstrahuję od tej… dziwności – jest niezwykle mądrą historią, która wprowadza nas w skomplikowany świat relacji rodzinnych, uczuć i mniejszych historii, które spajają całą powieść. Można by powiedzieć, że Colleen Hoover kieruje się w stronę książek ambitniejszych, gdyż porusza już znacznie trudniejsze tematy, a jednocześnie nie zatraca swoistego stylu, tak że brniemy w opowieść pełną pytań bez odpowiedzi i niekiedy nawet dość absurdalnych z naszego punktu widzenia zdarzeń.  

To wszystko sprawia, że Without Merit nie ma wręcz kiedy stać się nudna! Wciąż poznajemy, zagłębiamy się w opowiadaną nam historię, śledzimy losy bohaterów, którzy zyskują (bądź nie) naszą sympatię… Nie ma tu miejsca ani czasu na odrobinę nudy. Dzięki temu, że Colleen Hoover – jak zwykle – stworzyła przemyślaną powieść, nie mamy wrażenia, że jest przesadzona albo że czegoś nam w niej brakuje. To niewątpliwie jeden z największych walorów Without Merit

Ktoś mógłby zaprotestować i uznać, że skoro New Adult jest takie przewidywalne, nie ma takich tematów, które nie zostałyby poruszone przez innych; Colleen nie wykazała się więc niczym spektakularnym. Owszem, z pewnością wielu zgodziłoby się z tym stwierdzeniem. Ja również. Tylko że… Czy oznacza to, że nie powinno się już pisać książek z tego gatunku? Nawet jeśli powiemy, że nie powinno się tego robić, autorzy i tak wciąż będą pisać (i jak zawsze – zachwycać). Nie okłamujmy się, kochani – UWIELBIAMY czytać o tym, co niejednokrotnie przydarza się nam samym. Dlatego tak łatwo utożsamiamy się z bohaterami albo od początku którychś z całego serca nienawidzimy. 

Prawda jest też taka, że każdy autor zupełnie inaczej podchodzi do pisarstwa. Jedni twierdzą, że najlepsze są najprostsze rozwiązania, i wykorzystują gotowe schematy, które już się sprawdziły. Inni – wręcz przeciwnie – eksplorują czytelniczy światek w poszukiwaniu czegoś nowego w chaosie tematów, które zostały już przewałkowane milion razy. Nie mogę z całą pewnością stwierdzić, że Hoover należy właśnie do tej drugiej grupy, ale jedno jest pewne: próbuje. I to widać. Przede wszystkim w tym, w jaki sposób przedstawia poszczególne historie. Każda jej książka jest osobna, a zarazem taka sama. Hoover inspiruje się i inspiruje innych; odtwarza i tworzy; w końcu: daje i odbiera. Nasze serca, nasze dusze, nasze skrywane głęboko lęki i miliony niewypłakanych łez. 

Without Merit jest jedną z tych książek Colleen Hoover, po które zdecydowanie warto sięgnąć. Tych, którzy znają jej twórczość, raczej nie muszę do tego przekonywać. Z kolei tym, którzy szukają jednocześnie mądrych, ciekawych i relaksujących historii, naprawdę ją polecam. Staram się być obiektywna, choć wiem, że się nie da. Nie będę się więc łudzić, że potrafię… Po każdej lekturze określam daną książkę trzema słowami. W tym przypadku mi się nie udało. Znalazłam tylko jedno: fascynująca. Nie idealna, fantastyczna, wspaniała, doskonała… Po prostu fascynująca. Ona fascynuje. Przekonajcie się sami. 

Leave a comment



Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia