Dziwny spektakl

Ostatnia w sezonie premiera w poznańskim Teatrze Nowym zapowiadała się świetnie. Sztuka napisana przez Marię Pawlikowską-Jasnorzewską w 1938 roku mogłaby zostać świetnie przystosowana do współczesnych warunków politycznych. Niestety Baba-dziwo w interpretacji Marii Kwiecień jest zbyt przerysowana, nawet jak na groteskę.

Na początku sztuki znajdujemy się w mieszkaniu artystów – odszczepieńców próbujących nie ulegać miłościwie im panującej „utopijnej” władzy. Ta bohema artystyczna jest oczywiście przez władzę nieustannie gnębiona na różne sposoby i równie nieustannie się jej nie ugina. W końcu nadchodzi moment ostatecznego rozwiązania kwestii kobiet, czyli tego, że mają rodzić dzieci – obowiązkowo i pod przymusem. W tym świecie prawdziwą bohaterką jest supermatka dwóch par bliźniąt (świetny „kobiecy” kostium), a ofiarą spętana w gorsety i pończochy – niczym symbol ucisku matriarchatu (sic!) – niemalże nastoletnia aktoreczka. Tu na scenę wchodzi postać tytułowej Baby-dziwa – Validy Vrany, granej/-ego przez Mariusza Puchalskiego, co skądinąd jest najmocniejszą stroną tego spektaklu. Demoniczna dyktatorka okazuje się smutną, zakompleksioną i pochłoniętą przez swoje gastryczne problemy osobą, która mści się na świecie za zło, którego sama doświadcza.

Wyeksponowano w spektaklu dwie rzeczy. To Róża Halima, mająca być symbolem ucisku kobiet; wijąca się w przedziwnym kostiumie w szklanej klatce, która deformuje jej twarz, koniec końców nie przedstawia sobą ani niczego ciekawego, ani symbolicznego. Oraz scena wydalania z siebie jajecznicy do centralnie ustawionego na scenie czarnego sedesu, za pomocą obydwu służących do tego otworów. Nie wiadomo, czy ma śmieszyć (momentami jest autentycznie śmieszna, więc jeśli takie było założenie twórców, to udało się), czy może szokować, czy też znów ma coś symbolizować (pewnie ma).

Niestety to, co miało w widza uderzyć, chybiło. Przez większość spektaklu widzowie siedzą i myślą, czy coś się w końcu zacznie dziać czy też może już się stało. Analogie do aktualnej sytuacji politycznej w Polsce są tak oczywiste, że mogliby już tylko wskazać palcem, o kogo i o co konkretnie chodzi. Nie brakuje jednak w spektaklu dobrych momentów, autentycznie śmiesznych scen i ciekawych pomysłów. Sytuację bardzo ratowała gra „mrocznej” części obsady, czyli Mariusza Puchalskiego, Doroty Abbe i Łukasza Schmidta. Niestety całość się nie broni. A to ogromna szkoda, bo koncepcja była bardzo dobra, sztuka aktualna i potrzebna, ale czasami im bardziej chcemy zrobić coś dobrego, tym bardziej nam nie wychodzi.

Leave a comment



Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Czytaj pierwszy!

Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia