W poszukiwaniu przeszłości i samego siebie

Często zastanawiam się nad tym, o co dokładnie chodzi w życiu. Każdy z nas ma jakiś cel i zażarcie dąży do niego, zapominając często o tym, że żyjemy dokładnie w tej chwili. Lecz co by się działo, jakbyśmy nie myśleli o przyszłości? Nie wierzę, że miałoby to same pozytywne skutki. Zresztą nie raz i nie dwa przekonałam się o tym na własnej skórze. Przyszłość ma wpływ na teraźniejszość, ale tylko wtedy, gdy wierzymy w swoją przeszłość, teraźniejszość i właśnie przyszłość. Czy bylibyście w stanie zaufać swojej pamięci i marzeniom w stu procentach?

Tytuł: Dachołazy
Autor: Katherine Rundell
Wydawnictwo: Poradnia K.

Sophie jako bardzo małe dziecko przeżyła zatonięcie statku. Udało jej się wyjść cało z katastrofy tylko dlatego, że ktoś włożył ją do futerału na wiolonczelę. Z opresji ratuje ją szalony naukowiec, który dotychczas nigdy nie miał zbyt dużej styczności z dziećmi. Jednak jest on bardzo dobrym człowiekiem i postanawia zapewnić jej dom oraz podarować własne serce. Nie chce oddawać dziewczynki do sierocińca, więc przez lata ukazuje jej własne spojrzenie na świat, które jest dość nietypowe. Dzięki temu Sophie wierzy w jedno wspomnienie, które miało miejsce podczas katastrofy. Czy ten jeden fakt może zmienić całe jej życie?

Kiedy usłyszałam o książce Dachołazy w ogóle nie wiedziałam, czego się spodziewać. Okładka bardzo mnie zachęcała, ale wszyscy wiedzą, że okładki często potrafią mylić. Na szczęście w tym przypadku tak nie było, gdyż dostałam opowieść zapadającą na długo w pamięci i dającą wiele do myślenia. To jest coś więcej niż zwykłe słowa…

Sam pomysł jest dla mnie dość specyficzny, ale w tym najbardziej pozytywnym znaczeniu. Pomyślicie sobie pewnie teraz, że książek o sierotach jest wiele. Ja temu nie zaprzeczę, ale ta ma w sobie coś naprawdę wyjątkowego. W ostatecznym rozrachunku nie spotkałam się wcześniej z taką opowieścią, więc jestem wprost zachwycona. To najbardziej lubię. Na pozór zwykła i dość schematyczna historia zamieniła się w tajemniczą i pełną obaw, ale również nadziei historię wielu istnień.

Styl autorki jest lekki i przyjemny, dzięki czemu powieść czyta się bardzo szybko i łatwo wciągnąć się w wydarzenia. Na szczęście nie jest przy tym infantylny, więc tworzy opowiadanie i dla dzieci, i dla dorosłych. Poza tym minimalnie zmieniona jest składnia. Nie jestem w stanie dokładnie wam wytłumaczyć, na czym polega ta zmiana, ponieważ tylko ją czuję, a nie widzę, ale to pozwoliło mi utożsamić się z bohaterami. Miałam wrażenie, że leżę w łóżku i ktoś opowiada mi bajkę, która wydarzyła się naprawdę.

Natomiast fabuła ma w sobie delikatność, której w ogóle się nie spodziewałam. Mówi o małej dziewczynce – silnej, ale i kruchej. Sama historia właśnie taka jest. Z jednej strony widzimy niesamowite akty odwagi i nadziei, a z drugiej niedowierzanie i pragnienie spełnienia marzeń. To wszystko skupia się na jednym głównym aspekcie, jednak mimo to obok przewija się wiele innych opowieści o ludziach, którzy muszą dawać sobie radę, choć nie wiedzą, co czeka ich na drugi dzień. Dlatego gdy czytałam, byłam bardzo poruszona. Nie codziennie czyta się o takich zdarzeniach.

Główną bohaterkę – Sophie – bardzo polubiłam za to, że zawsze jest pełna energii i na siłę chce postawić na swoim. Wie, czego chce i nie zamierza z tego rezygnować czy wątpić. Sama chciałabym być taka, więc prawie na każdym kroku podziwiałam ją. No może poza niektórymi głupotami, które były irracjonalne. Jej opiekun Charles również zyskał moją sympatię. On po prostu przeczy wszystkim zasadom i właśnie to tak mi się w nim podobało. Okazał się karykaturalną postacią, ale w ten realny sposób, który można spotkać w prawdziwym życiu. Tacy bohaterowie są najlepsi, ponieważ podkreślają wagę indywidualności i co za jej pomocą można osiągnąć mimo częstych cierpień. No i Matteo… Jest to bardzo tajemniczy chłopiec, ale o mocnym, wyraźnym charakterze, dzięki czemu jego nie da się nie lubić. Autorka zamieściła w swojej powieści wiele rozbudowanych osobowości i każdy człowiek tam występujący ma swój własny niepowtarzalny charakter oraz niezwykłą historię.

Nie mogę zapomnieć też o wzruszającej tematyce. Dachołazy pokazują czytelnikowi, co to znaczy prawdziwa wiara i przede wszystkim prawdziwa miłość nawet w obliczu zagrożenia. Kocha się za to, że ktoś jest i odważnie towarzyszy nam w życiu, a jeśli przyjdzie czas rozstania, to walczy się o siebie do końca. Jest to piękne podsumowanie życia Sophie.

Do książki byłam nastawiona pozytywnie, ale nawet ja nie spodziewałam się, że aż tak mi się spodoba. Oczekiwałam bardziej historii dla rozrywki, która może mnie trochę poruszy. A dostałam, mimo prostoty, wielowymiarową powieść dającą wiele do myślenia. O niej nie można tak po prostu zapomnieć. To trzeba przemyśleć, dać szansę Sophie i przede wszystkim samemu sobie.

Leave a comment



Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Czytaj pierwszy!

Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia