No co z tą Katalonią?

Wielokrotnie napotykamy dyskusje i debaty dotyczące naszego stosunku do polityki, sposobu rozumienia kwestii społecznych i podążania za ideami i ideologiami, które skutecznie mieszają nam w głowach. Mimo to pytania o współczesny świat wciąż pozostają bez odpowiedzi, jakby nie istniały w naszej świadomości. Tymczasem okazuje się, że są to jedne z najważniejszych pytań, które powinniśmy sobie zadawać – i na nie odpowiadać. Zgodnie z własnym sumieniem i z pełnym przekonaniem, że mówiąc o współczesnym świecie, nie mamy na myśli wyłącznie świata stworzonego w naszym umyśle, ale świat będący miejscem dla wszystkich ludzi – niezależnie od pochodzenia, wyznania i koloru skóry.

Ten dosyć patetyczny wstęp posłuży mi do omówienia kwestii przedstawionych w jednej z najnowszych publikacji eseistycznych – Co z tą Katalonią? Eduarda Mendozy. Już pobieżne przejrzenie tej niewielkiej książeczki skłania nas do refleksji. Wszak jeśli chodzi o Katalonię – ostatnio mamy sporo do powiedzenia. Szczególnie my, polacos, którzy niejednokrotnie jesteśmy z Katalończykami (nie Hiszpanami) utożsamiani. Prawda jest jednak zgoła inna. Eduardo Mendoza pochodzi z Barcelony, ale na co dzień obserwuje zmieniającą się jak w kalejdoskopie sytuację polityczną zarówno w regionie, jak i w kraju z innej, „zagranicznej” perspektywy. Swoją twórczość określa mianem „literackiego pijaństwa” albo „powieściowego chuligaństwa” – co pozwala nam twierdzić, że sam autor stara się traktować tematykę z dystansem, pogrywając sobie z różnymi tendencjami i polemikami, mieszając technikę eseistyczną z felietonistycznym, subiektywnym i miejscami nawet ironicznym podejściem do bieżących spraw. Nie inaczej jest w przypadku Co z tą Katalonią?. Esej został podzielony na dwanaście krótkich rozdziałów, z których każdy porusza nieco inną kwestię, ale dotyczy tego samego problemu: co się dzieje z najpiękniejszym regionem w Hiszpanii i całej Europie. We wstępie autor wyjaśnia, po co napisał tę maleńką książkę i czego po niej oczekuje. „Nie napisałem tego eseju, żeby stanąć po jednej ze stron. Napisałem go, żeby zrozumieć co się dzieje” – tak określa swoje stanowisko wspomniany Mendoza. Co z tą Katalonią? jest więc wyrazem chęci oswojenia tematu i obalenia istniejących po obu stronach (Madrytu i Barcelony) stereotypów – równie krzywdzących jak ostrza noży. Już pierwszy rozdział wyraźnie wskazuje na to, że sprawa naprawdę jest poważna. Doszukiwanie się przyczyn obecnego konfliktu w czasach frankistowskich wydaje się stosunkowo banalne, ale niepokojące. Zdecydowana większość Katalończyków to bowiem pokolenie post-, które nie odczuło na własnej skórze tragedii dyktatury generała Franco, a co za tym idzie – nie jest w stanie odnieść się do ówczesnej sytuacji politycznej i jej zrozumieć.

Błędy w postrzeganiu tego, co się teraz dzieje w Katalonii, wynikają z wielu czynników. Jednym z najbardziej rażących jest uważanie ogłoszenia niepodległości Katalonii za przejaw chęci oderwania się od „centrum”, które ten region przytłacza. Prawda jest jednak gdzie indziej i aby odpowiednio zrozumieć sytuację, trzeba niestety trochę się wysilić i przeanalizować zarówno „za”, jak i „przeciw”. Jedno jest pewne: nie istnieje jedno racjonalne wyjaśnienie tego, co możemy zaobserwować (pytanie jeszcze, czy rzeczywiście chcemy coś zaobserwować, czy zależy nam tylko na snuciu domysłów niemających żadnego podłoża). I jedna, i druga strona konfliktu wie, że sprawy zaszły za daleko. Czy można się było od nich ustrzec? Może tak, a może nie. Dla jednych to sprawa życia i śmierci, dla drugich wymysł „katalońskich błaznów”. Dla mnie Katalonia to społeczeństwo. Tak samo jak Hiszpania, Francja, Niemcy czy Polska. Społeczeństwo, które albo się „dogada”, albo nie. Wbrew pozorom tylko o to chodzi – żeby ktoś w końcu wyszedł na środek i to zakończył. Raz na zawsze. Kto będzie na tyle odważny? Na to pytanie przyjdzie nam odpowiadać jeszcze przez jakiś czas. Ważne, żeby do odpowiedzi się przygotować. Co z tą Katalonią? nam w tym pomoże. I pomoże nam w końcu zerwać z siebie płachtę stereotypów, które przyczepiały się do naszych swetrów jak rzepy. Po co? Po to, żeby odetchnąć z ulgą i powiedzieć sobie: „Myślę, więc jestem”.

Leave a comment



Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Czytaj pierwszy!

Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia