Jeszcze jedna bombeczka… Jeszcze jeden kawałek serniczka…

Rozpoczęły się święta. Dziś pierwszy dzień bożonarodzeniowego świętowania. Większość i tak spędzi ten czas z nosem w telefonie – nie trzeba być alfą i omegą, żeby móc zaobserwować szczególnie dużą aktywność znajomych na Facebooku i w innych mediach. Jedni są od rana do wieczora, inni z kilkuminutowymi przerwami na kawałki serniczka albo makowca. Jedno się nie zmienia: kolędowanie, wspólne siedzenie przy choince i rozmawianie o wszystkim i o niczym to już przeżytek – lepiej stukać w klawiaturę smartfona, prawda?

Mniej więcej to samo można powiedzieć o życzeniach. Prawie nikt ich już nie składa. Nieliczni konsekwentnie dążą do tego, by najbliższym znajomym przesłać więcej niż dwa serdeczne słowa. Inni albo „wyślą do wszystkich” banalne „wesołych świąt!” wzięte z anglosaskiej kultury konsumpcji, albo stwierdzą, że to i tak bez sensu. Święta…? Kto dzisiaj traktuje je poważnie, jako czas narodzin Jezusa, a kto – potocznie: jako kilka dni przesiąkniętych zapachem żywej jodełki, kolorem choinkowych światełek i smakiem wypieków.

Z ogromną przykrością stwierdzam, że moje życzenia, które złożyłam znajomym, przyjaciołom i dalszej rodzinie (o bliższej nie wspominam, ponieważ połamałam się z nią opłatkiem zamiast składać życzenia na Facebooku), również nie cieszyły się zbytnią „popularnością”. Ot, wystarczy odpisać: „dzięki, nawzajem” (albo samo „dzięki”) i gotowe. Można się skupić na odpisywaniu chłopakowi na kolejne „loffciam cię (!) na wieki”.

Smutne, moi drodzy, jest jeszcze coś: to, że dzisiaj już niewiele osób dostrzega rzeczywistą „magię” świąt. Dla większości magia to migoczące światełka, blask miniaturowych świeczuszek, porozwieszane wszędzie złoto-srebrne łańcuszki i wybrzmiewające „Last Christmas”, które w rzeczywistości ze świętami ma wspólne tylko jedno słowo…

Gdzie w tym wszystkim wiara, rodzinna miłość, cudowność spotkań, bliskość w każdym tego słowa znaczeniu? Nie ma ich. Są prezenty – znak naszych czasów. Im większe, piękniej zapakowane i dostojniejsze, tym lepiej. Prezenty, które kupujemy już od listopada. Są czekoladowe mikołaje, wielokolorowe lampki i najróżniejsze bombeczki. W Hiszpanii pamięta się chociaż o stajence i Trzech Królach. U nas… i to poddano szałowi konsumpcji. Dlaczegóżby nie?

Mimo wszystko życzę wszystkim wspaniałych świąt spędzonych w gronie rodziny i nowo narodzonego Jezuska. Nie pchajcie w siebie tyle tego sernika, bo on wam magii świąt poczuć nie pozwoli. Lepiej zaśpiewajcie z rodziną więcej niż jedną, dwie albo trzy zwrotki pięknej kolędy. Bądźcie dla siebie dobrzy i zrozumcie, że Facebook jest zawsze – a świętowania nie zastąpicie żadnymi inspirującymi zdjęciami dodanymi na Instagram.

 

* Ilustracja pochodzi ze strony: http://s3.egospodarka.pl/.

Leave a comment



Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Czytaj pierwszy!

Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia