Jak wrzucić na luz

Jak wrzucić na luz

Niektórzy twierdzą, że jestem wredna, chamska (…) i ogólnie czują się dość swobodnie, kierując do mnie tego typu epitety. Czy wówczas to oni nie są wredni i chamscy?


Nie umiemy w krytykę – pozwolę sobie użyć uniwersalnej konstrukcji stosowanej dzisiaj powszechnie w mediach społecznościowych. Uważamy, że mamy prawo oceniać ludzi na podstawie własnych „wydaje mi się”. To tak nie działa. „Mi się” [misie] są w zoo, a ludzie – są indywiduami i mogą być, jacy chcą, i robić, co im się żywnie podoba (oczywiście pod warunkiem, że nie narusza to indywidualności drugiej osoby). W dzisiejszym świecie zdecydowanie brakuje konstruktywizmu w relacjach; opierają się one zazwyczaj na „uważaniu”, „sądzeniu” i „wydawaniu się” zamiast na faktach i doświadczeniach. Łatwo jest komuś powiedzieć, że jest taki i owaki, trudniej to uzasadnić, a jeszcze trudniej – najczęściej najtrudniej – spojrzeć na samych siebie i własne zachowania.

Przekonani, że możemy wszystko (także podbijać świat), wkraczamy w ludzką przestrzeń, którą inni niekoniecznie chcą z nami dzielić; zamiast radzić – narzucamy; zamiast wspierać – podcinamy skrzydła.
Powiedzenie komuś, że jest wredny i chamski, to zdaniem niektórych „nic takiego” – ot, słowa, słowa, słowa. Niewiele znaczą, a już na pewno NIE ranią, bo przecież to TYLKO słowa. Żyjemy wśród ludzi małostkowych i powierzchownych, którzy biorą zamiast dawać, zagarniają wszystko dla siebie i dbają wyłącznie o swoje cztery litery. Można by powiedzieć, że w tej chwili sama oceniam – różnica polega na tym, że robię to w pełni świadomie, a swoją opinię uzasadniam (o czym świadczy już sama forma tego tekstu – felieton).

Wielokrotnie miałam do czynienia z osobami, które nie do końca ogarniają życie – to było widać już na pierwszy rzut oka. Pracowałam już w wielu miejscach (jakoś trzeba było zdobyć doświadczenie, zanim się skończyło studia), i nie była to Biedronka ani Żabka – siłą rzeczy kontaktowałam się więc z różnymi ludźmi, którzy myśleli, że samym faktem istnienia mogą zawojować świat i zgarnąć, co im się należy, w możliwie najkrótszym czasie. Byli to zwykle ludzie naiwni, a przy tym roszczeniowi i dość egoistyczni – wiele chcieli, niewiele od siebie dawali. I tacy ludzie czuli się „odpowiedzialni” za mój los: komentowali moje poczynania (były to, oczywiście, komentarze w stylu „co z ciebie za idiotka, odwal się”, analizowali moje stany psychiczne („dostałaś na łeb, idź się lecz”) i – jakżeby inaczej – wylewali swoje żale, twierdząc, że zawsze to oni są poszkodowani przez życie, i to na pewno moja wina. Moja reakcja na to wszystko początkowo była dość przewidywalna – z racji tego, że jestem emocjonalna i wszystkie uwagi biorę sobie do serca, często popadałam w skrajne emocje, nierzadko także płakałam i odreagowywałam na bliskich; teraz – ze względu na to, że życie już mnie co nieco nauczyło – jest jednakowa i jednoznaczna: hahaha.

Z szarej myszki walczącej o relacje z ludźmi stałam się „wiedźmą” – i nie, wcale nie jestem egoistką, idiotką i chamówą. Zaczęłam po prostu traktować ludzi tak, jak na to zasługują (vide: z wzajemnością). Uznałam, że wcale nie zależy mi na relacjach z ludźmi, którzy nie mają o nich pojęcia, a dodatkowo ani trochę mnie nie znają. Postawiłam więc na relacje jednopoziomowe; dzięki nim mogę w końcu odetchnąć z ulgą, moje serce zyskało tak bardzo pożądany spokój, a głowa – nareszcie zaczęła funkcjonować tak, jak powinna. Z horyzontu zniknęły niepotrzebne troski i chaos. Przestałam odpowiadać na wiadomości, które mają roszczeniowy charakter, stałam się nadto stanowcza i sceptyczna, a przede wszystkim – asertywna.

Moim życiowym mottem stały się słowa z Demotywatorów: „ludzie są tacy zaskoczeni, kiedy nagle zaczynasz z nimi postępować tak, jak oni postępowali z tobą”. Eksperyment ten wykonałam na ludziach całkowicie tego nieświadomych – dawnych „przyjaciołach” i ludziach, z którymi swego czasu miałam stały kontakt. Przyzwyczajenie nie gra już dla mnie roli. Sentymenty? To już przeszłość. Wrzuciłam na luz, przecięłam wirtualne pępowiny i stałam się kobietą niezależną.

Są ludzie, których szczerze nienawidzę. Ale nienawiść też od siebie odrzuciłam. Nie potrzebuję jej. A miłość? To zbyt znaczące słowo, abym mogła go używać pochopnie i nazywać nim emocje towarzyszące mi w niepewnych relacjach.

Jestem wszak wredna i chamska. I niech tak pozostanie. Nie dbam o to. A już na pewno nie wtedy, kiedy słowa te padają z ust osób nic dla mnie nieznaczących.

Leave a comment



Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Czytaj pierwszy!

Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia