Czy jestem uzależniona?

Czy jestem uzależniona?

Odpowiedz na trzy pytania i dowiedz się, czy jesteś najwierniejszą czytelniczką powieści Colleen Hoover. Ten test może wpłynąć na twoje doświadczenia czytelnicze. Odważ się zawalczyć o swoją literacką przestrzeń. 

Zadam na razie tylko trzy pytania, ale tak naprawdę w tym artykule pojawi się ich o wiele więcej – skrytych między wersami. Jeśli masz trochę czasu i ochoty, aby zagłębić się w lekturę, zachęcam i już teraz dziękuję za poświęcenie mi kilku cennych minut.

Używam formy żeńskiej celowo, dlatego że powieści Colleen Hoover to przede wszystkim książki dla kobiet.

Czas na pytania. Oto one:

Czy jesteś cierpliwa i wytrzymała? Słowem: czy kiedy autor podejmuje trudny i angażujący temat, bierzesz to na klatę czy uciekasz gdzie pieprz rośnie?

Czy podczas lektury zadajesz sobie pytania, zatrzymujesz się, aby pomyśleć, albo momentami przerywasz czytanie, dlatego że coś skłoniło cię do głębszej refleksji?

Czy kiedy czytasz: „to historia uzależniająca, wstrząsająca i niepokojąca”, czujesz przyjemne mrowienie, czy też uważasz to za zwykły frazes powielany w marketingu?

Odpowiedzi na te pytania mogą być różne: nie ma złych, dobrych, gorszych ani lepszych. Każda jest na swój sposób uzasadniona, ale tylko niektóre dają ci przepustkę do poznania najnowszej historii Colleen Hoover. 

Tak, to całe zamieszanie jest tak naprawdę punktem wyjścia do recenzji powieści Too late, która ukazała się w połowie lipca tego roku. To jedna z tych historii, które urzekają, jeszcze zanim po nie sięgniemy – przyciągają bowiem samą aurą roztaczającą się nad ich wydaniem. Colleen Hoover jest niewątpliwie autorką bestsellerową, a mówiąc bardziej po polsku – poczytną, taką, która wie, o czym chce napisać, i jej zamysł jest w książkach wyraźnie określony. 

Gdybym miała uzasadnić, po co wymyśliłam to całe zamieszanie, powiedziałabym po prostu: dlatego, że moim zdaniem do lektury Too late trzeba być naprawdę przygotowanym. Nie bez kozery na okładce zamieszczono hasło „Tylko dla dorosłych”, nie jest żadnym zaskoczeniem fakt, że książki Colleen znalazły zainteresowanie przede wszystkim wśród młodszej części dorosłej i prawie dorosłej społeczności. 

Too late jest książką igrającą z uczuciami czytelnika. Hoover jest dojrzałą pisarką i choć często bywa tak, że właśnie ci dojrzalsi autorzy wraz z rozwojem kariery się wypalają, w tym przypadku zauważamy tendencję wręcz odwrotną: każda kolejna historia wydaje się lepsza od poprzedniej, tak jakby każda miała swój czas (zarówno w świadomości anglosaskiej, jak i polskiej, którą reprezentuję).

Z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że warto Too late przeczytać, ale trzeba się nastawić na niełatwą lekturę. Czytelnicy Colleen już wiedzą, że każda jej powieść oznacza solidną dawkę samozaparcia i angażu. Jeśli zamierzacie przerwać lekturę po pierwszym rozdziale – nie rozpoczynajcie jej. Oszczędźcie sobie nerwów. Ale jeśli wiecie, na co się piszecie, i mimo to nie boicie się podjąć wyzwania – pozwólcie tej historii wami zawładnąć. Nie pożałujecie. 

A jeśli chcecie poznać moje odpowiedzi na powyższe pytania, proszę bardzo: 

Nie, nie jestem cierpliwa, ale zdecydowanie jestem wytrzymała. Często, czytając książki, nie mogę doczekać się akcji. Czekam, czekam, czekam… I nic. Ale kiedy autor podejmuje trudny temat i jako czytelniczka czuję, że wie, co mówi i co chce osiągnąć – brnę w tę historię, bo ideały istnieją tylko w naszych wyobrażeniach. 

Tak, zdarza mi się odpłynąć myślami nawet na kilkadziesiąt minut i bywa, że nie jestem tego do końca świadoma. Trzymam wówczas dłoń na stronie książki i bujam w obłokach. A kiedy się „obudzę”, czytam dalej. Czy można powiedzieć, że w ten sposób rozmyślam nad historią, którą poznaję? I tak, i nie. Ale zdecydowanie coś w tym jest, że zdarza mi się to najczęściej wtedy, kiedy czytam. 

Mam trochę wspólnego z marketingiem i wiem, że takie hasła mają za zadanie rozbudzić w czytelniku pragnienie sięgnięcia po daną książkę (ogólnie: produkt). Ale nie zmienia to faktu, że kiedy czytam blurb na okładce, najpierw daję się ponieść emocji, a dopiero później mówię sobie: „hej, to chwyt!”. Ok, to chwyt, ale działa – więc dlaczego mam nie pójść za głosem serca i przekonać się, jak jest, sama?

Jeśli przeczytaliście post w całości, dziękuję za wasze zaufanie i polecam się na przyszłość. Do poczytania! 🙂 

 

Leave a comment



Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Czytaj pierwszy!

Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia