#StayAtHome – czytanie i pisanie; odsłona 1: Colleen Hoover

#StayAtHome – czytanie i pisanie; odsłona 1: Colleen Hoover

Drodzy i Kochani,

w obliczu sytuacji, którą napotkaliśmy w połowie marca, wszystko stanęło na głowie: zarówno gospodarka, jak i edukacja musiały się „przebranżowić”, aby nie stracić i aby przez nie nie stracili inni, Bogu ducha winni pracownicy i uczniowie.

Jestem w tej szczęśliwej sytuacji, że cały czas pracuję zdalnie. Jestem kierowniczką działu naukowego w jednej z najlepszych firm świadczących usługi redakcyjno-tłumaczeniowe i mam pełne ręce pracy zwłaszcza teraz, gdy wszyscy zasiedli przed komputerami i zaczęli nadrabiać stracony czas. To nie oznacza wcale, że i dla mnie akcja #StayAtHome oznacza błogi odpoczynek, maksymalnie dużo czasu na czytanie i pisanie (zwłaszcza to ostatnie). Niemniej dla Colleen Hoover zawsze znajduję czas, gdyż jest to jedna z tych autorek, których nigdy mi mało. 

Dziś pozwoliłam sobie przygotować wpis będący pakietem 2 w 1: „update’em” z życia mola książkowego (i recenzenta!), a ponadto pełnowartościową recenzją najnowszej książki Colleen na rynku, czyli Gdyby nie ty

Jestem też nauczycielką, choć jak inni nauczyciele, nie tracę czasu na narzekanie, tylko staram się odnaleźć w nowej sytuacji. Ostatnio uczyłam ósmoklasistę pisać recenzję. Dostał piątkę. To by chyba oznaczało, że lata spędzone na recenzowaniu książek dały mi coś jeszcze cenniejszego niż sam fakt, że mogę czytać ich całą masę. Dały mi swego rodzaju poczucie, że umiem to robić, robię to dobrze i z serca. 

Gdyby nie ty utwierdziło mnie w przekonaniu, że Colleen nie zwalnia tempa. Wręcz przeciwnie – cały kunszt literacki jej powieści ujawnia się i w tym przypadku. Tym razem poszła o krok dalej i stworzyła opowieść nie taką, jak można by się spodziewać po autorce New Adult (choć jej twórczości nie można w żadnym razie określić jako schematycznej). Opisała bowiem sferę, której nikt z nas właściwie nie tyka – bo nie chce, bo się boi, bo tak „nie wypada” – a zatem życie rodzinne. Owszem, jak w każdej książce NA, i tu znajdziemy tzw. oklepane tematy, jak miłość, rozterki, wzloty i upadki. Tutaj jednak ich hierarchia jest nieco inna. Na samym szczycie króluje relacja matki z córką, problem wychowania, kształtowania osobowości i… straty. 

Każdy z nas doznaje na co dzień swego rodzaju straty, a jednocześnie doświadcza głębokich uczuć, które a to miotają nami, tak że popadamy ze skrajności w skrajność, a to wprawiają nas w najlepszy nastrój pod słońcem. Bohaterki Gdyby nie ty zdecydowanie częściej miały do czynienia z tym pierwszym. Zarówno Morgan, jak i Clara przeszły na tyle dużo, że z jednej strony stały się niemal heroinami, a z drugiej – wciąż mają poczucie, że nie są gotowe na nowe wyzwania. Morgan jako matka chciała sprawdzić się w roli wychowawczyni, a córka – nie chciała być taka jak ona. Obie zostały wplątane w sieć, z której trudno się wydostać – zwłaszcza gdy na horyzoncie pojawia się miłość. Ta bowiem miesza w głowie jeszcze bardziej. 

Najistotniejszy jest w całej powieści jej tytuł, który zapisuje się w myślach czytelnika i pozostaje z nim podczas lektury: gdyby nie ty… gdyby nie on… gdyby nie ona. To „gdyby” niejako zmusza nas do refleksji dotyczącej samej egzystencji: naszej, ale i innych, dla których jesteśmy w pewnym sensie katalizatorem zmian. „Gdyby nie ty, mogłabym sobie nie poradzić”. „Gdyby nie on, nigdy nie poznałabym smaku miłości”. „Gdyby nie ona, ja bym nie istniała”… 

Życie jest pełne niedomówień i tajemniczych zwrotów akcji. Historia przedstawiona w Gdyby nie ty wydarza się w naszym życiu. Postacie wykreowane przez autorkę są nami, naszymi rodzicami, partnerami, dziećmi i przyjaciółmi. A my? Kim jesteśmy? Czy tylko kukiełkami, którymi można swobodnie poruszać w prawo i w lewo, które można przestawiać według własnej woli czy uznania. 

Jesteśmy ludźmi, którzy mają inne osobowości, inne doświadczenia życiowe, inne podejście do relacji międzyludzkich, ale przede wszystkim inną wrażliwość. I także o tym jest ta książka. O tym, że się różnimy – i to różnienie się jest dobre i potrzebne. Gdyby nie my, świat nie byłby tak kolorowy i piękny; gdyby nie my, inni ludzie nie mieliby wnuków, matek, ojców, dzieci, przyjaciół… W końcu: gdyby nie my, literatura nie byłaby potrzebna. 

A gdyby nie literatura – nie czytalibyśmy teraz kolejnych fantastycznych książek, recenzji i innych wpisów. 

Podsumowując, z czystym sumieniem polecam tę powieść wszystkim tym, którzy być może nie mają wymarzonego życia – aby mogli zobaczyć światełko w tunelu i znaleźć ukojenie w przedstawionej historii. Ale nie tylko tym osobom. Polecam twórczość Hoover każdemu – i młodym, i nieco starszym; tym, którzy dopiero uczą się, czym jest życie, i tym, którzy mają już pewne doświadczenia. Uczymy się bowiem codziennie, od urodzenia aż do końca życia. Popełniamy błędy. Bywamy złośliwi, niezrównoważeni, emocjonalni. Takie jest życie, tacy jesteśmy my. I to jest piękne.

 

Pisałam o:

Colleen Hoover, Gdyby nie ty, tłum. Matylda Biernacka, Kraków, wydaw. Otwarte 2020. Za możliwość przeczytania książki dziękuję księgarni Tania Książka.

Zajrzyjcie także do kategorii „bestsellery 2020”.

Leave a comment



Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Czytaj pierwszy!

Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia