Świat widziany przez Rusinkowe okulary – Michał Rusinek i jego miscellanea

Świat widziany przez Rusinkowe okulary

Michał Rusinek rozkochuje w sobie filologów! Po Pypciach na języku, które miałam okazję przeczytać (a właściwie pochłonąć) jakiś czas temu, nadeszła pora na dwie kolejne: Niedorajda i Zero zahamowań! Oczywiście, jak przystało na redaktora, zabrakło mi czasu na to, żeby zapoznać się z tymi książkami po kolei, dlatego też tym razem czytacie recenzję w wydaniu „dwa w jednym”. Takie książki trzeba połykać naraz, a nie partiami!

Tytuł: Niedorajda / Zero zahamowań
Autor: Michał Rusinek
Wydawnictwo: Agora

Bestseller / Polecane

Tak się składa, że na polonistyce skupiałam się bardziej na pragmatyce, retoryce i erystyce. Doskonale się więc z autorem zrozumieliśmy! Trudno mi było utrzymać głowę w bezruchu, bo wciąż tylko przytakiwałam i sama się do siebie śmiałam. Michał Rusinek jest jednym z tych badaczy, których niezwykle sobie cenię. Zarówno za pokorę, jak i za dogłębność analiz. Pokorę – gdyż w Zero zahamowań sam przyznał, że pisanie Pypciów było dla niego najbardziej ryzykowne, bo są one poświęcone zagadnieniom czysto językowym, a on dyplomowanym językoznawcą nie jest. Niezwykle szanuję jego postawę. Niewielu autorów potrafi podejść do sprawy w ten sposób. A co z dogłębnością analiz? Otóż jedyne książki, które czytałam i ceniłam za podejście analityczne to chyba te Bralczyka. Pod tym względem mogę śmiało przyznać, że choć Rusinek językoznawcą dyplomowanym nie jest, językoznawczo sprawdza się doskonale. Trudno w językoznawstwie o podejście nieanalityczne!

Nie mogę także nie zwrócić uwagi na intelektualny humor, którym Rusinek się z nami dzieli na kartach każdej z książek. Nieśmiało przemycam w tym miejscu główny aspekt Pypciów, na wypadek gdyby ktoś ich nie znał i nie wiedział, że Rusinkowa seria to właściwie trylogia (jak zresztą sam autor pisze w Zero zahamowań).

Mam nadzieję, że autor wybaczy mi ten uroczy przymiotnik („Rusinkowe”). Wątpię, żeby trafił na tę recenzję, ale świat jest naprawdę mały! Nie umiem się po prostu powstrzymać przed swego rodzaju „porządkowaniem” twórczości pod względem stylu i cech pisarskich. W kategorii filologicznych „rozkminek” (jak to mawia młodzież, do której już niestety nie należę) Rusinek zdecydowanie zajmuje pierwsze miejsce! Jego umiejętność takiego budowania zdań, aby czytelnik miał wrażenie „płynięcia” przez tekst, jest znakomita i – jak sądzę – niepowtarzalna w takim wydaniu. No chyba że u Bralczyka – wiem, że sama się teraz powtarzam!.

Tak zwani klasyczni filologowie – zwłaszcza ci, dla których strukturalizm jest jedyną właściwą metodologią – skupiają się na powielaniu schematów. Praca roczna z literatury polega na powtarzaniu tego, co już napisano. Eseje z leksykografii wcale nie pomagają w rozszerzaniu zasobu badawczego… Zapomina się też o nowościach – zarówno w literaturo-, jak i językoznawstwie. Do tej grupy szczęśliwie nie należę. Zawsze było mi bliżej do pogranicza językoznawstwa, które śmiało spychano na drugi plan.

Dziękuję Rusinkowi za to, że podjął tematy, które „zmuszają” do myślenia, zamiast pisać kolejne książki o tym, w jak szybkim tempie się w świecie poruszamy. Oczywiście trudno o tym nie wspomnieć – ważne jednak, by zagadnienie to nie zdominowało całego przekazu. Zarówno w Pypciach, Niedorajdzie, jak i Zero zahamowań mamy do czynienia z intelektualnym przekształcaniem lupy, przez którą na język spoglądamy.

Pypcie dają nam wgląd w strukturę języka, przy okazji prezentując szereg kwestii związanych z pragmatyką, a nawet lingwistyką kulturową! W Niedorajdzie przyglądamy się retorycznym aspektom polszczyzny. Dzięki temu, że niczym wróżbici przewidujemy też rzeczywisty efekt omówionych „porad”, można uznać, że Rusinek jest świetnym psychoanalitykiem. W Zero zahamowań wkraczamy do show-biznesu i szeroko pojętej kultury popularnej. Od środka spoglądamy na zmiany zachodzące w społeczeństwie. Czyż wszystkie te aspekty nie należą do mojego ukochanego pogranicza? Zatem, drogi Panie Profesorze – może i nie jest Pan dyplomowanym językoznawcą, ale czy nie bardziej wartościowe są właśnie pograniczne rozmyślania i praktyczne analizy?

Podsumowując, polecam wszystkim i każdemu z osobna lekturę Rusinkowych przemyśleń i anegdotek. Gwarantuję, że nie pożałujecie. Aha! I najlepiej czytajcie tę trylogię w domowym zaciszu, gdzie nikt nie będzie drwił z was ryczących ze śmiechu!

 

Leave a comment



Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Join 13 other subscribers

Czytaj pierwszy!

Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia