Zakazany owoc smakuje najlepiej

Zakazany owoc smakuje najlepiej

Zakazany owoc dumnie krąży mi nad głową
Zakazany owoc marzeń ciemnych tabu
Zakazany owoc znowu szansa przeszła obok
Choć już czułem ten smak…

– Zakazany owoc, Krzysztof Antkowiak (fragm.)

Tytuł: Zakazany owoc
Autor: Jojo Moyes
Wydawnictwo: Znak

Książki dla kobiet

Doskonale wiemy, że zakazany owoc smakuje najlepiej. W każdych okolicznościach. Wie o tym sama Jojo Moyes, która postanowiła właśnie tak – Zakazany owoc – zatytułować swoją powieść. 

Jak to u Moyes bywa – musiał pojawić się temat na kolejną niekonwencjonalną historię. Hoover lubi emocjonalność, a Moyes – choć z emocjami również jest na ty – doskonale odnajduje się w tematach, które kryją w sobie coś tajemniczego, nietypowego, zakazanego…? 

Zakazany owoc to powieść bardzo dobra pod kilkoma względami. Przede wszystkim przypomina mi Zawrocie Kowalewskiej – a to u mnie najwyższy poziom docenienia książki, wierzcie mi. Dlaczego? Nie wiem… Zawrocie pojawiło mi się w myślach i przed oczami, zaraz gdy przeczytałam opis z tylnej okładki. I tak już zostało. Śledziłam historię Daisy ze świadomością, że Daisy jest dla mnie tak naprawdę Matyldą. I nie mam pojęcia, czy to kwestia tej willi (choć dom w Zawrociu willą nie był – może znowu zadziałała tu moja bujna wyobraźnia?)… A może to, co owa willa w sobie kryła? Niemniej – Zakazany owoc stał się dla mnie Zawrociem. I tyle.

Czytałam tę powieść z zapartym tchem, niejako błądząc czytelniczo po stronach, odbiegając od fabuły, tracąc wątki. I uważam, że to dobrze. Gdybym czytała od deski do deski, w pełni spokojna i skupiona, pewnie tak nie przeżyłabym tej opowieści. A jest to opowieść wartościowa i warta przeżycia (!). Zawsze Jojo Moyes bardzo lubiłam i ceniłam, ale teraz to już przesadziła(m). Okazało się, że znalazłyśmy kolejną cieniutką łączącą nas nić porozumienia. Doskonale rozumiałam rozterki i błądzące myśli Matyldy… yyy… Daisy. I tak jak „Daisy nie jest w stanie przejechać przez ten most” – tak ja nie jestem w stanie przejść obojętnie obok tej powieści, choć raczej czytam książki tylko raz. 

I jak to u Moyes jeszcze bywa – maksimum przekazu, minimum (choć to nadal 500 stron!) treści. Współcześnie często zdarza się, że proporcje te są zaburzone na niekorzyść przekazu. Tu zachowano je idealnie, dając czytelnikowi poczucie, że nieważna jest ilość, tylko jakość. Za tę jakość ogromnie cenię Moyes. Czytam książki Jojo od… zawsze, a nadal nie mogę się też nadziwić, jak NORMALNE są u niej dialogi. Cały czas to wiem, a mimo to za każdym razem zwraca to moją uwagę. Autorzy kochani, bierzcie przykład z niejakiej JM; nie piszcie dialogów na siłę – ich się nie czyta, je się w głowie przetwarza, je się słyszy, muszą być wia-ry-god-ne i na-tu-ral-ne. 

Ostatnie niech będzie po prostu polecenie. Dajcie się ponieść emocjom i tej historii. Jeśli jest tu ktoś, kto czytał Zakazany owoc, a ponadto zna Zawrocie, niech się do mnie odezwie – jestem ciekawa, czy to tylko ja poczyniłam w przypadku tych powieści „analizę porównawczą”…

 

Leave a comment



Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Join 13 other subscribers

Czytaj pierwszy!

Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia