Ach, ten mroczny Eros…

Ach, ten mroczny Eros…

Język polityki zaskakuje. Kiedy słuchamy wypowiedzi polityków w telewizji albo czytamy cytowane fragmenty w mediach społecznościowych albo w serwisach informacyjnych, nasuwa nam się pytanie o to, kto to [te wypowiedzi] tak naprawdę wymyślił. Bywają bowiem na tyle absurdalne, że aż trudno nam uwierzyć, że mogłyby być dziełem polityka – osoby reprezentatywnej dla całego kraju. No cóż…

Tytuł: Mroczny Eros
Autor: Michał Rusinek
Wydawnictwo: Agora

Literatura faktu

 

Tak to już z językiem jest – ewoluuje, pożycza, przekształca. Zmienia się nieustannie, zapożycza słowa od „kolegów” i przekształca zarówno znaczenia, jak i konotacje. Zdarza się, że to, co miało wydźwięk negatywny, niemal wulgarny, nagle staje się neutralne, albo wręcz przeciwnie. Michał Rusinek – choć językoznawcą nie jest, co wielokrotnie powtarza – od kilku lat bierze na warsztat różne „języki” polskie i poddaje je analizie na swój sposób: wskazuje, omawia, komentuje. Zawsze z ogromnym wyczuciem smaku i poczuciem humoru przebijającym przez kartki. 

Pierwsza książka Rusinka z cyklu, do którego należy i Mroczny ErosPypcie na języku – została opublikowana w 2017 roku. Od tamtego czasu autor sukcesywnie oddaje w ręce czytelników swoje nowe dokonania i pozwala im wejrzeć głębiej w strukturę języka: jako takiego, ale też języka poradników i piosenek disco polo (tędy droga do mojej recenzji Niedorajdy i Zera zahamowań). Jak można wywnioskować już z samego nakreślenia tematyki, są to zagadnienia interesujące nie tylko językoznawców, lecz także ludzi niezwiązanych zawodowo z językiem.

W Mrocznym Erosie Rusinek mierzy się z wszechobecnym językiem polityki, który pochłania cały otaczający nas świat i dominuje „zainteresowania” Polaków. Okazuje się, że znaczna większość z nas czerpie informacje „z kraju i ze świata” z Internetu i telewizji. Podlegamy zatem ciągłej manipulacji, a język polityki sam w sobie – modyfikacjom i reinterpretacjom. We wstępie do Mrocznego Erosa autor pisze: „Język ten [język polityki – przyp.] jednak ma pewną cechę wspólną z piosenkami disco-polo, którym w dużej części poświęciłem poprzednią książkę [chodzi o Zero zahamowań – przyp.]. Otóż ani jednego, ani drugiego nie da się nie słyszeć”. To, zdaje się, jeden z aspektów mających wpływ na powstanie Mrocznego Erosa – chęć przedstawienia z perspektywy lingwistycznej kolejnej sfery ludzkiego (publicznego) życia.

W jaki sposób autor uzyskuje zamierzony efekt prezentowania i omawianie słów i wyrażeń związanych z polityką? Otóż jak w poprzednich odsłonach cyklu, tak i tutaj, w Mrocznym Erosie, Rusinek pisze wszystkim snuje opowieść. Opowieść o tym, co napotykamy w zderzeniu z niejednoznacznością języka polityki: o naszych pragnieniach, niepokojach, troskach i mechanizmach radzenia sobie z manipulatorską warstwą politycznego przekazu.

Każdy rozdział to podróż po najskrytszych zakątkach polityki i jej językowego (u)kształtowania. Pomyślmy o choć jednym słowie albo wyrażeniu zaczerpniętym ze sfery politycznej. Trudne? A teraz, mimo to, wyobraźmy sobie to słowo i opiszmy: z czym nam się kojarzy, jakie wzbudza w nas emocje, o czym mówi (i w jaki sposób).

Felietony Rusinka są wzbogacone dość obszernym omówieniem ukazującym kontekst powstania i zaistnienia danego słowa/wyrażenia, a ponadto dopełnione konkretnymi przykładami, które ilustrują, jak te słowa i wyrażenia funkcjonują w polityce i poza nią, jak są zbudowane i jakie mają konotacje semantyczne. Nie bez kozery teksty te mają dość sporą objętość jak na prezentację pojedynczego słowa czy wyrażenia, zasygnalizowanych w spisie treści. (Swoją drogą, to często największe wyzwanie polonistów – jak napisać pracę roczną na mniej niż 15 stron? Hmm…). Tak dogłębnego przyjrzenia się poszczególnym elementom języka próżno szukać w literaturze językoznawczej. Z autorów-językoznawców, którzy „przed Rusinkiem” poczynili takie analizy, mogę właściwie wskazać tylko Jerzego Bralczyka z jego 500 zdań polskich czy 1000 słów

Co ważne, Rusinek poświęca swoje książki językowi w użyciu, nie w izolacji. To bardzo istotne spostrzeżenie, na wypadek gdyby padły komentarze co do zasadności komentowania słów, skoro „są w słowniku” i „można je znaleźć w Internecie”. Mroczny Eros – ale i pozostałe książki z cyklu – to nie słownik języka polityki, lecz zbiór felietonów, czyli luźnych tekstów publicystycznych, popularnonaukowych. Ich siłą jest to, że Rusinek w nich tak naprawdę opowiada, aniżeli tylko mówi. Mam nadzieję, że to zrozumiałe (i znaczące) porównanie.

Podsumowując, z czystym sumieniem i pełnym przekonaniem stwierdzam, że lektura Mrocznego Erosa była jedną z lepszych, jeśli wziąć pod uwagę moje doświadczenia czytelnicze z ostatnich miesięcy. Polecam tę książkę każdemu, kto interesuje się „byciem”, „bytowaniem” języka w różnych sferach naszego życia. Zainspirujcie się i spójrzcie nieco inaczej na słowa i wyrażenia, które nas na co dzień otaczają. Stawiam, że wasze postrzeganie tychże zmieni się natychmiast i diametralnie.

 

Leave a comment



Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Join 13 other subscribers

Czytaj pierwszy!

Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia