Tak bardzo skromny

Skromność… Cóż za dziwna sprawa! Mówią o niej rodzice, księża, nauczyciele. Czym ona jest? Uczuciem? Cechą charakteru? Wrodzoną czy wyuczoną? Nikt tak naprawdę nie wie. Jedno wydaje się pewne – wszyscy twierdzą, że człowiek powinien być skromny. Jak bardzo skromne jest jednak mówienie o swojej skromności, wychwalanie jej, stawianie na piedestale, gloryfikowanie?

Podróż na Operiona

Sława niczym łaska pańska na pstrym koniu jeździ. Jednemu sypnie tyle chwały, że trudno mu unieść. Drugiemu zaś nie podaruje niczego, pomimo wysiłków i żmudnej pracy, pozostawiając jedynie miażdżące uczucie pustki.

Czy wybitną indywidualnością można stać się, nie mając żadnego talentu, samą jedynie ciężką pracą? I odwrotnie – czy sam talent wystarczy? Między innymi na te pytania stara się odpowiedzieć Aneta Skarżyński w książce Podróż na Operiona. Jest to powieść, dzięki której czytelnicy mogą przyjrzeć się z bliska wybitnym twórcom Opery nie tylko przez pryzmat ich twórczości, ale także ich życia prywatnego. To bardzo ciekawe doświadczenie, bo któż mógłby pomyśleć, że znani kompozytorzy uwikłani są w różne skandale, a ich życie nie jest śnieżnobiałe? I nade wszystko – jak to jest możliwe, że w zgranych zespołach pojawiają się zgrzyty i złość?
 
Matematyka dąży do tego, by stać się muzyką, tak? A jeśli muzyka od zarania jest matematyką?
 
Pierwszym, co rzuciło mi się w oczy, jest to, że Aneta Skarżyński pisze w bardzo charakterystyczny i intrygujący sposób. Swoją wiedzę mogła przecież przelać na papier jako suche informacje. Tymczasem zaprasza czytelników w podróż przez historię Opery dawkowaną tak, żeby nie zanudzić czytelnika. Wycieczkę tę usprawiedliwia obecnością Eustachiusza, który jest niejako dobrym duchem muzyki.
 
To właśnie Eustachiusz jest przewodnikiem na wycieczce, w którą razem z czytelnikami zabiera piętnastoletnią Annę, córkę Aleksandra Andrejewicza Romanowa, rosyjskiego dyrygenta. Dziewczyna po jednym z przedstawień przepełniona emocjami wypowiada słowa, które przywołują Eustachiusza, który ukazuje jej świat muzyki inaczej. Zwraca również uwagę na to, jak istotna w tym świecie jest harmonia, a więc i matematyka. 
 
Arystoteles twierdzi, iż nie ma geniuszu bez ziarna szaleństwa. […] A zatem nasuwa się pytanie: absolutnie doskonała muzyka jest wytworem umysłu genialnego czy też chorobowo zmienionego?
 
Bardzo podobały mi się ilustracje, które znajdują się w książce. Są pełne ekspresji, niesamowicie oddziałują na wyobraźnię i łapią za serce. Dzięki nim można przenieść się do innego świata, ale także spróbować zrozumieć, że sztuka nie rozgranicza muzyki, literatury czy malarstwa. Wręcz przeciwnie, te gałęzie się łączą, jedna zawsze wpływa na drugą.


Mawia się, że w sprawach miłości Ziemianki potrafią wykazać się większą bezwzględnością od Ziemian. Racja! Nie ma też istot bardziej barbarzyńskich w kwestiach zemsty. Racja do kwadratu! Żaden przedstawiciel płci szkaradnej nie utka zręczniej intrygi.

Jestem muzykiem, ale wiele rzeczy w tej książce mnie zaskoczyło. Często mam do czynienia choćby z metrum, ale nigdy się nie zastanawiałam, skąd wzięły się te cyfry. Wyjaśnienie okazało się zaskakujące i przypuszczam, że w przyszłości mi się przyda. Podobnie zresztą jak wiele innych informacji, które w niesamowicie intrygujący sposób przedstawiła autorka.
 
Ciekawość nie zawsze popłaca! Chociaż z drugiej strony bez niej wszelkie poznanie nie istnieje!
 
Powieść bardzo mi się spodobała, jednak pojawiło się w niej jedno sformułowanie, które mnie oburzyło: (…) Utożsamiać talent ze świętością? Bzdura! Te rzadko kiedy się parują, jeśli w ogóle. Zna ktoś świętego kompozytora? Bo ja nie! (…) Jestem chrześcijanką i wierzę, że człowiek jest powołany do świętości. A przecież bycie geniuszem wcale nie wyklucza bycia dobrym człowiekiem! Znam wiele wybitnych ludzi, których mogę z czystym sercem nazwać świętymi. Wcale to nie ogranicza ich talentu, geniuszu, indywidualności!
 
Nawet największe talenty potrzebują uznania i gotowi się ścigać z Belzebubem dla pochwał i oklasków. Ach ci artyści, wieczne dzieci!
 
Poza tym jednym szczególikiem książka jest doskonała. Pierwszy raz zetknęłam się z czymś takim, ale na pewno sięgnę po więcej. Wydaje mi się, że każdy powinien przeczytać tę książkę, nie tylko muzycy i fani opery, ale także ci, którym do niej bardzo daleko, którzy nie widzą radości płynącej z niej. Powieść ta otwiera oczy i sprawia, że można na nią spojrzeć inaczej. 

Zespół Downa… trudniejsze życie, piękniejszy świat

Życie sprawdza wartość poszczególnych ludzi, wystawia na próby, których my sami nie jesteśmy w stanie przewidzieć.

Tytuł: Zespół Downa… trudniejsze życie, piękniejszy świat
Autor: Maja Chmiel 
Wydawnictwo: Psychoskok

W Polsce 1 na 800-1000 dzieci rodzi się z trisomią 21, czyli z dodatkowym chromosomem, najmniejszym w ciele człowieka autosomem. Słowa te zapewne brzmią obco dla wielu z nas. Ktoś powie: „Jakieś naukowe brednie, nic dla mnie nie znaczą”. Kiedy jednak rzucę hasło „zespół Downa”, od razu w głowie się rozjaśni, a przed oczami stanie nieforemne, niezgrabne dziecko z fałdkami na powiekach, krótkimi rączkami, nadwagą, wiotkimi mięśniami, otwartymi ustami i wysuniętym  językiem. A jakie uczucia się w nas pojawiają?

Tylko cierpiący zrozumie cierpienie drugiej osoby.

Tak wiele dzieci i ich rodziców zmaga się z zespołem Downa i tym, co on przynosi – z bólem, cierpieniem fizycznym, ale także – a może przede wszystkim – z ignorancją, chamstwem, złośliwością, nieprzyjaźnią, a wręcz wrogością ze strony innych ludzi, czasem nawet najbliższych. A przecież one mają prawo do życia, szczęścia i miłości tak samo, jak osoby zdrowe. Powiedziałabym nawet, że większe, bo ludzie cierpiący z powodu tej zmiany genetycznej – której nie są winni – odczuwają i okazują emocje o wiele bardziej niż większość. Oni właśnie kochają najmocniej, podczas gdy w dzisiejszym świecie panuje niesamowita znieczulica.

Ludzie są okrutni i pełni nienawiści wobec inności.

Między innymi ten problem porusza Maja Chmiel w swojej książce Zespół Downa… trudniejsze życie, piękniejszy świat. Narratorką jest matka, której dziecko urodziło się z dodatkowym chromosomem. Książka jest jej pamiętnikiem, w którym opowiada o tym, jak zaczęła się najtrudniejsza, a zarazem najpiękniejsza misja w jej życiu. Jest to historia przepełniona miłością, bólem, cierpieniem, żalem, wyrzutami, ale przede wszystkim nadzieją i wiarą. Emocje, które z niej płyną, nie pozwalają przeczytać jej szybko, beznamiętnie, jak każdej innej książki. Zmuszają do wczucia się w sytuację narratorki. Momentami było tego za dużo. Ale trzeba sobie uzmysłowić, że to jest codzienność takich ludzi.

Niestety, życie to nie bajka, tutaj nie ma miejsca na zamek i śpiącą królewnę. W razie niebezpieczeństwa nie uratuje nas odważny rycerz na białym koniu. Żaba nie zamieni się w księcia i nie zawsze wszystko ma szczęśliwe zakończenie.

Pierwszym, co rzuciło mi się w oczy, był stosunek matki dziecka z zespołem Downa do Boga. Choć w chwili usłyszenia „wyroku” buntuje się, zastanawia się dlaczego ją tak ukarał, jest na Niego zła, czyni mu wyrzut, to z czasem zaczyna rozumieć, jak wielki dar jej ofiarował i jak wspaniałą misję jej zlecił. Próbuje przebaczyć – Jemu, ludziom, samej sobie – a ciężar opieki nad chorym dzieckiem ją przytłacza. Mimo to nie poddaje się i walczy, bo chce zapewnić szczęście swemu największemu skarbowi, Pawełkowi. 

Bez nadziei człowiek usycha jak niepodlewany długo kwiat, tylko wolniej i mniej zauważalnie.

Rodzice dzieci z zespołem Downa to superbohaterowie, choć sami często nie zdają sobie z tego sprawy. Takimi superbohaterami są rodzice Pawełka. Oddają synowi wszystko, wyrzekają się siebie, byle tylko dziecku było jak najlepiej. Książka ta zwraca uwagę na fakt, że wśród nas jest wielu takich bohaterów, ale są oni mijani z obojętnością, czasem nawet pogardą. Nikt tak naprawdę nie zdaje sobie sprawy z tego, jak wiele poświęcają dla „dzieci innego Boga”. Innego. Bardziej kochającego. Bo życie, które jest lekkie, łatwe i przyjemne nie może dać prawdziwego szczęścia. Ale może dać je miłość, która – posługując się słowami autorki – wszystko wynagrodzi, każdy ból dziecka i jego cierpienie. 

Książka to swego rodzaju apel, manifest do wszystkich, nie tylko do rodziców chorych dzieci czy ludzi pracujących z nimi, ale także, a może przede wszystkim, do nas – obojętnych na losy drugiego człowieka, nieczułych, którzy uczuciowo jesteśmy na o wiele niższym poziomie niż ci, od których często uważamy się za lepszych. Warto więc po nią sięgnąć i uzmysłowić sobie, że są na świecie tacy, którzy potrzebują przede wszystkim miłości. A naszym zadaniem jest im ją dać.

Psychodzieci

Psychodzieci to młodzież w wieku gimnazjalnym, która przejawia skłonności do zachowań na poziomie pięciolatków.
 
Ewolucja spowodowała, że psychodzieci są gatunkiem na wymarciu, gdyż zastępują je tzw. pseudodorośli. Osobniki tego gatunku to gimbusy, które za wszelką cenę zgrywają dorosłych, stosując używki, takie jak: papierosy, alkohol czy gumki. Strzeżmy więc ten zagrożony gatunek.
A MOŻE W TWOIM OTOCZENIU SĄ PSYCHODZIECI?
Jak rozpoznać psychodziecko?
 

  1. Osobnik przejawia tendencję do zabaw na lekcjach. Są to zabawy różnorodne, począwszy od robienia dziurek w gumkach, na wymyślnych figurach ze szkolnych przyrządów (najczęściej geometrycznych, długopisów, ołówków, gumek i ogólnie wszystkiego, co jest pod ręką) skończywszy.
  2. Nadpobudliwość na przerwach i lekcjach, przejawiająca się wierceniem, huśtaniem na krzesłach, kopaniem innych ludzi oraz wyrzucaniem zeszytu do matematyki w postaci papierowych samolocików przez okno.
  3. Zjadanie papieru. Osobniki tego gatunku w skrajnych formach usiłują uczyć się poprzez spożywanie podręczników, zeszytów ćwiczeń tudzież zeszytów przedmiotowych.
  4. Psychodzieci mają tendencję do wykonywania bardzo dziwnych odruchów mimicznych typu bardzo dziwne wgapianie się w osoby, które cieszą wzrok psychodziecka, przez większą część lekcji, co wprawia dojrzałe osobniki w głupawkę.
  5. Osobniki te na przerwach uznają wyłącznie leżenie na ziemi pod gazetką, na ławce lub pod ławką, ewentualnie siedzenie po turecku na ziemi.
  6. Dziwne dźwięki wydawane przez te osobniki, od pisków po naśladowanie odgłosów dziewczęcych i zwierzęcych, są wczesnymi objawami psychodziecięctwa. 
  7. Psychodzieci w każdym przedmiocie widzą potencjalną zabawkę. UWAGA! Unikać kontaktu z ostrymi przedmiotami, typu nożyczki, cyrkiel czy nawet linijka!
  8. Wykrzykiwanie wyrażeń w gwarze staropolskiej jest u nich przejawem mądrości i chwalenia się nowo poznanym językiem obcym. Najczęstszymi tekstami są u nich: pikny dzioj, umyj sie!, motór, chcioł, chałpo etc.
  9. Osobniki te wymagają całodobowego nadzoru profesjonalnej opiekunki. W przeciwnym wypadku grozić może to wyginięciem gatunku. Uwaga! Opiekunka musi być wyszkolona, gdyż może upodobnić się do swojego podopiecznego. Aby stać się profesjonalną, najłatwiej jest przejść przez kurs przedmałżeński, a następnie związać się z nim węzłem małżeńskim (oficjalna procedura adopcyjna psychodziecka).
JEŚLI SPEŁNIASZ CHOĆ TRZY Z WYMIENIONYCH WYŻEJ PUNKTÓW, TO GRATULACJE!!! – JESTEŚ JEDNYM Z TYCH TAK RZADKO SPOTYKANYCH OSOBNIKÓW!
Jeśli w twoim otoczeniu są takie osobniki, to chroń je i pamiętaj, że póki one istnieją, świat nie jest jeszcze taki zły! 😉

 

Szewczyk – Bolesław Leśmian – analiza i interpretacja

Autorem wiersza Szewczyk jest Bolesław Leśmian. Utwór pochodzi z 1820 roku. Opublikowany został w tomie Łąka.

Szewczyk zbudowany jest z sześciu strof. 1, 3 i 5 są ośmiowersowe, natomiast 2, 4 i 6 – czterowersowe. Można powiedzieć, że są one refrenem, gdyż brzmią jednakowo. Utwór jest rytmiczny, rymowany. Skonstruowany został na modłę pieśni ludowej.

W tekście można dopatrzyć się wielu środków stylistycznych podnoszących wartość merytoryczną wiersza, jak np. zdrobnienie szewczyk. Jego cel to podkreślenie maleńkości człowieka, ludzkiej skromności i dziecięcej prostoty.

Pojawiają się również zgrubienia, np. czub komina, których zadaniem jest wprowadzenie baśniowego nastroju w utworze. Rolę tę spełniają również epitety srebrnej nocy, twórczej mocy, przenośnia latarnia się na palcach wspina i neologizm poetycki naści.

Atmosfera powagi, piękna, niezwykłości i ludowości tworzy również uosobienie Boga, nadaje mu ludzkich cech, problemów (brak odpowiedniego obuwia). Ten stwórca bliższy jest ludowemu wyobrażeniu świata niż przekazowi biblijnemu. Poprzez wyliczenie rzeczy, na które zwraca uwagę człowiek, a o których sądzi, że Bóg nimi włada, wypowiedziana jest jego wielkość i boskość.

Utwór ten może być modlitwą człowieka prostego, zdającego sobie sprawę ze swych ułomności, ale wdzięcznego za wszystko, co od Pana otrzymał. Choć sam jest nikim, Boga uważa za stwórcę, kogoś wielkiego. Dziękuję mu i chce mu dać coś od siebie.

Sam tytuł ukazuje kruchość ludzkiego życia. Podkreśla to zdrobnienie. Dodaje ono szewczykowi dziecięcości, zwraca uwagę na jego przynależność do Boga, na to, że jest on dla Najwyższego jak maleńkie dziecię.

Pierwsza zwrotka to wprowadzenie w świat szewczyka. Słownictwo i środki stylistyczne zastosowane tutaj wprowadzają nastrój baśniowości, nierealności, magii. Zobiektywizowany, bliżej nieokreślony podmiot liryczny przedstawia również postać głównego bohatera, dalekiego szewczyka, który chce uszyć coś doskonałego – buty dla Nieobjętego Boga. Swoją pracę wykonuje z zapałem, pasją, ale i pewną melancholią. Wierzy, że jego praca ma sens, jest ważna.

Druga strofa to pochwała trudu szewczyka, będącego jednocześnie treścią jego życia. Szycie zostało tutaj podniesione do rangi sztuki. Ciężka praca nazwana jest błogosławioną. Piękno całego procesu podkreśla określenie srebrna noc. Jest to apoteoza świata i twórczego życia.

W kolejnej strofie objawia się podmiot liryczny w osobie szewczyka. Zwraca się on do Stwórcy w apostrofie Boże obłoków, Boże rosy… Chce mu dać coś od siebie, swoją ciężką pracę i owoc tej pracy. Szewczyk kocha Boga, martwi się o niego, swoją pracę uważa za potrzebną Stwórcy, ma nadzieję, że zostanie ona dostrzeżona i nagrodzona dobrym słowem.

W zwrotce piątej szewczyk zwraca uwagę na małość swojego życia, jego marność i ograniczenia. Nie narzeka jednak, przeciwnie – wierzy, że dostał od Boga wiele, i martwi się, że nie może się mu odwdzięczyć. Prosi go o przebaczenie, bo nie może mu dać nic poza swoją pracą. Dąży do doskonałości, robi to, co umie najlepiej, będąc przy tym osobą niesamowicie skromną. Nie doszukuje się niczego wielkiego w tym, co robi. Jest pełen optymizmu. Chce nadal szyć. Odnosi to także do życia. Wie, że trzeba je przeżyć jak najlepiej, bez względu na wszystko.

Utwór ten niesie dla nas bardzo ważne przesłanie, a mianowicie: że praca, zwłaszcza ciężka, nie jest pozbawiona sensu, ale jest twórcza, bezinteresowna i wypełniana radością ma wielką wagę.

Warto spojrzeć jeszcze na różnice między tym tekstem a wierszem Leśmiana pt. Dusiołek. Podmiot liryczny, niejaki Bajdała, skarży się w nim, robi Bogu wyrzuty:

 
Rzekł Bajdała do Boga:
O, rety — olaboga!
Nie dość ci, żeś potworzył mnie, szkapę i wołka,
Jeszcześ musiał takiego zmajstrować Dusiołka?
 

Ten utwór jest zgoła inny. W momencie kiedy szewczyk podkreśla skromność i małość, Bajdała arogancko i krótkowzrocznie wypomina Bogu, że ten stworzył coś, co według niego można uznać za złe. Uważa, że wie więcej niż Nieomylny. Płynie stąd nauka dla ludzi: praca i trud są potrzebne, należy żyć pełnią siebie, przy czym powinno się negować pychę.

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 12 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia