O pięknie rzeczywistości dla laików

Carlo Rovelli stawia sobie za cel objaśnienie, czym jest rzeczywistość, poprzez przedstawienie czytelnikom fizycznych teorii w sposób zrozumiały dla każdego. Autor ukazuje piękno wszechświata, ale też piękno nauki, która pozwala nam zbliżyć się do zrozumienia, czym jest rzeczywistość.

Kobieta i kryminał – wiatr ze wschodu

W ciągu ostatnich paru lat, na rynku wydawniczym, jak grzyby po deszczu, zaczęły się pojawiać kryminały. Można chyba pokusić się o stwierdzenie, że gatunek ten przeżywa w tym momencie renesans. Wśród morza propozycji literackich zdarzają się perełki literackie, ale również bardzo sympatyczne czytadełka. Jednymi z ciekawszych zjawisk są powieści kryminalne pisane przez kobiety i o kobietach.

Fakt, że kryminały piszą panie, nie jest bardzo zaskakujący. W końcu gdybyśmy mieli pobawić się w Familiadę, to na pytanie o twórców tego gatunku najczęstszą odpowiedzią ankietowanych byłaby Agatha Christie. Kobieta i kryminał to ciekawe zjawisko w polskiej literaturze. W Polsce najbardziej znanym nazwiskiem w tej dziedzinie jest niewątpliwie Chmielewska. Nowe są postaci kobiet w policji i zarysowanie tła społecznego tej sytuacji.

Polskie „kryminalistki”

Na naszym rodzimym poletku głośno jest o książkach Katarzyny Bondy, Kai Malanowskiej czy też, ostatnio, Olgi Rudnickiej. Zwłaszcza Bonda ma wyraźnie zarysowaną w swoich powieściach linię fabularną w serii Cztery żywioły Saszy Załuskiej. Kobieta detektyw(ka)/psycholożka, o niesamowitych zdolnościach i równie niesamowitych problemach osobistych, dzięki sile swojego umysłu rozwiązuje mroczne zagadki. Sasza zmaga się ze swoim nałogiem oraz jego konsekwencjami w życiu osobistym, co jest dodatkową linią fabularną powieści. Przy okazji uczestniczy w śledztwach. W powieściach Bondy przewija się kwestia kobiety, która w policji jest traktowana z dystansem, a nawet z niechęcią. Uważana jest przez kolegów za osobę niekompetentną i na pewno słabszą. Oprócz tego, że praca w organach ścigania jest sama w sobie trudna, Sasza nieustannie musi udowadniać swoją wartość jako członek zespołu śledczego.

Podobnie u Malanowskiej w Mgle, bardzo enigmatyczna pani detektyw(ka) – Ada Rochniewicz – musi ciężko pracować na szacunek w pracy. Nie ułatwia jej tego trudny charakter i skrytość. Kobieta w policji budzi sprzeciw, powoduje drwiny i poniżenia ze strony kolegów. Mimo wszystko obie bohaterki, zarówno u Bondy jak i Malanowskiej, zyskują w końcu szacunek dla swoich umiejętności oraz należne miejsce w zespole.

Wiatr ze wschodu

Nagła popularność kryminałów o kobietach może się wiązać z postacią Nastii Kamieńskiej, bohaterki stworzonej przez rosyjską pisarkę – Aleksandrę Marininę. Anastazja pracuje na moskiewskiej Pietrowce – miejscu, które zna każdy Rosjanin. Dzięki swoim analitycznym zdolnościom rozwiązuje najtrudniejsze sprawy. Natomiast jej wygląd oraz talent aktorski pozwalają jej wcielać się w różne osoby. W książkach Marininy, oprócz smaczków literackich, odnajdujemy również obraz współczesnego świata milicyjno-przestępczego Rosji. Pisarka zaczęła pisać w 1991 roku, a jej książki zaczęły się ukazywać regularnie w 1992 roku – czyli tuż po upadku ZSRR. Dzięki Marininie poznajemy kulisy tego wydarzenia z perspektywy zmian, jakie zaszły w moskiewskich organach ścigania. Sprawy, które prowadzi Kamieńska, związane są z bezpośrednio z działalnością mafijną, która rozwinęła się po 1991 roku, oraz z wszechobecną korupcją. Książki rosyjskiej pisarki, która jest byłym funkcjonariuszem milicji w stopniu podpułkownika, świetnie oddają realia współczesnej Rosji i problemy, z jakimi spotykają się milicjanci oraz zwykli ludzie. Do tej pory w serii o major Kamieńskiej ukazało się 26 książek, niestety nie wszystkie książki zostały przetłumaczone na język polski. Jednak te już przetłumaczone stają się coraz bardziej popularne i łatwo dostępne. Na pewno warto do nich zajrzeć.

Kryminały pisane przez kobiety na pewno warto czytać. Czemu? Może są mniej mroczne i trochę dłuższe, za to niewątpliwie są bardziej wnikliwe i analityczne. Przedstawiają dużo szersze tło sytuacji, przez co oprócz rozrywki można z nich wyciągnąć wiele ciekawych obserwacji na temat świata, w jakim żyjemy. Tej części, o której na co dzień nie myślimy, a jednak warto czasem sobie o niej przypomnieć.

Jak malowany

Twój Vincent był długo wyczekiwaną koprodukcją brytyjsko-polską. Stał za nim wyjątkowy, mimo że nie zaskakujący pomysł przedstawienia historii artysty za pomocą obrazów. Autorzy filmu podjęli się niesamowitego wysiłku jakim było stworzenie animacji przy pomocy obrazów malowanych farbami olejnymi, a nie rysunków. Praca nad produkcją trwała ponad dziesięć lat i doprowadziła do ożywienia prawie setki dzieł Van Gogha. Efekt wizualny jest zniewalający – podczas pierwszych scen po prostu przeszły mnie ciarki. Obraz wibruje w duchu postimpresjonizmu.

Kanadyjski Nikifor

Niedawno do polskich kin weszła historia jednej z najwybitniejszych kanadyjskich malarek, Maud Lewis, która wbrew przeciwnościom losu postanowiła poświęcić się temu, co kochała najbardziej.

Tytuł: Maudie
Reżyseria: Aisling Walsh
Scenariusz: Sherry White

Na ekranie mamy przed sobą malutką istotę (Sally Hawkins), która uciskana jest z każdej strony – przez swoją niepełnosprawność, przez rodzinę i trudne doświadczenia życiowe, wykazuje się jednak nieszablonowym poczuciem humoru i uporem.

Film przedstawia zaskakujące losy Maud, która buntuje się przeciw rodzinie i niemalże podstępem wkrada się do życia swojego przyszłego męża (Ethan Hawke). Tam powoli zmienia swoje i jego życie, za pomocą farb, na bardziej kolorowe. Dzięki przypadkowi, a może niewzruszonemu uporowi, zostaje znaną i cenioną malarką folklorystyczną. Historia Maud Lewis odrobinę przypomina losy naszego rodzimego Nikifora. Oprócz opowieści o malarce, mamy tu też wzruszającą narrację o trudnej miłości, oschłego i gburowatego rybaka z delikatną, lecz charakterną kobietą – uczucie, które rodzi się powoli i jakby wbrew samym zakochanym, którzy odnajdują w tej relacji to, czego im całe życie odmawiano.

Maudie to nie tylko interesująca opowieść biograficzna, ale też bardzo ładnie zrealizowany film z pięknymi zdjęciami Nowej Szkocji. Pięknym plenerom towarzyszy delikatna i nienarzucająca się muzyka. Wszystko bardzo ładnie komponuje się z historią o urokach sztuki folklorystycznej.

Mimo wszystko film wydaje się zbyt cukierkowy. Mamy przed sobą kobietę, która cierpi z powodu strasznej choroby, która uniemożliwia jej w pełni sprawne funkcjonowanie, rodzinę, która gnębi ją w straszliwy sposób, traktując ją nie tylko jak niepełnosprawną fizycznie, ale też umysłowo, odbierając jej wszystko, co było dla niej ważne. Następnie trafia pod dach człowieka, który zdecydowanie ma problem z tym, jak traktować innych ludzi. Mimo wszystko film jest pogodny jak wielkanocny poranek. Myślę, że celem twórców było pokazanie, że z przeciwnościami można walczyć i nasze życie zależy od nas samych, jednak odrobinę w tym przesadzili.

Maudie to ładny film, ale odrobinę nudny. Można go obejrzeć, jeśli jest się zainteresowanym tematem. Jednak jeśli ktoś w ogóle nie czuje historii związanych z biografiami i artystami, nie znajdzie tam niczego ciekawego dla siebie.

Mieszczańska Polska w czterech ścianach

Od pewnego czasu w Teatrze Nowym w Poznaniu grają spektakl Prezydentki, intrygujący plakat z trzema kobietami wystrojonymi w „pawie pióra”. W sumie nie wiadomo czego się spodziewać. A spodziewać się można zdecydowanie wszystkiego!

Na scenie zasiadają trzy panie, już nie takie młode, raczej w takim momencie życia, w którym większość rzeczy już się powinno przeżyć. Rozmowę zaczynają od zwykłych codziennych trosk, o tym, że dzieci znów nie przyjechały, że chciałyby mieć wnuki, coś się zgubiło, gdzieś zaszczekał pies czy jakaś sukienka się podarła – prezentują swoje mieszczańskie problemy. Trochę się kłócą, sprzeczają, aż coś pęka – można powiedzieć, że coś się zesrało. Okazuje się, że pod maską kobiet, których już nic nie zdziwi, tkwią wrażliwe dziewczęta, które marzą. A marzą o tym, co zawsze tkwi gdzieś głęboko w każdej osobie.

Nie wiem, czy można się identyfikować z Maryjką, Ireną czy Renatą, jednak gdzieś tam tkwi bolesne ukłucie, że czy tego chcemy czy nie w każdym człowieku tkwi tęsknota za akceptacją. Renata i Irena mogą wieść swoje życiowe narracje o codzienności, Maryjka nie może, bo Maryjka nie przeżyła, pragnie jednak podzielić się ze swoimi przyjaciółkami swoją wielką pasją – kupą. Od tego drażliwego tematu nie da się uciec. Bohaterki trochę nas bawią, trochę wzruszają. Nie przebierają w słowach (uwaga! Spektakl dla widzów dorosłych), co wzbudza dodatkowe salwy śmiechu na widowni. Ale czy rzeczywiście to wszystko jest takie śmieszne, czy w ogóle jest zabawne? Możemy mieć pewne wątpliwości.

W warstwie artystycznej spektakl jest bardzo prosty, scenografia to pokój z kuchnią, muzyka pojawia się w ważnych momentach i faktycznie współgra z tym, co dzieje się na scenie, ale nie powiedziałabym, że buduje emocje. Jednak nie ten artystyczny szlif jest tu ważny. To treść oraz absolutna naturalność aktorek oraz ich otoczenia pozwala na stworzenie bardzo ciekawego spektaklu opowiadającego o tym, że ci najbardziej pokorni i spokojni mogą okazać się najbardziej niebezpiecznymi ludźmi, jakich znamy, jeśli tylko obudzą się w nich niespełnione marzenia.

Scenariusz: Werner Schwab
Reżyseria: Piotr Kruszczyński
Scenografia, kostiumy, światła: Krystyna Łagowska
Muzyka: Jacek Kita
Ruch sceniczny: Maćko Prusak
Konsultacje literackie: Michał Pabian
Inspicjent: Krzysztof Przybyłowicz

Aktorki:

Bożena Bobrowska-Kropielnicka – Irena
Małgorzada Łodej-Stachowiak – Maryjka
Daniela Popławska – Renata

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia