źródło
Zamknięci na statku dryfującym pośród miliona gwiazd. Ludzie pozbawieni nadziei na ujrzenie Nowej Ziemi. Skazani na życie w ciągłym strachu. A może jednak nie?

Kiedy obalono dyktatora, na statku zapanowała radość i chwilowy pokój. Ale nie na długo, bo wszystko znowu zaczyna się komplikować, a myśl o dotarciu na Centauri-Ziemia staje się coraz bardziej nieprawdopodobna. Starszy, jako przywódca, nie ma łatwych początków. Musi zmagać się z narastającym buntem wśród pasażerów i licznymi morderstwami. Na dodatek okazuje się, że załoga statku skrywa tajemnicę, która może przesądzić o losach pasażerów Błogosławionego. Starszy musi stawić czoła tym wszystkim wyzwaniom i za wszelką cenę dotrzeć do Nowej Ziemi. Nawet jeśli ceną ma być życie.
Amy czuje się coraz bardziej samotna. Ciąży jej świadomość, że może już nigdy nie zobaczyć swoich rodziców żywych; że zanim dotrą na Ziemię, będzie już martwa. O ile tam dotrą. Gdy znajduje tajemniczą wskazówkę pozostawioną przez Oriona, postanawia spróbować rozwiązać zagadkę dotyczącą Błogosławionego. Bo to ona będzie musiała podjąć ostateczną decyzję. Czy dobrze wybierze? 
Milion słońc to druga część trylogii W otchłani, napisanej przez Beth Revis. Wydarzenia z pierwszej części okazały się tylko początkiem walki o dotarcie na nowa planetę. Ten tom znów wypełniony jest tajemnicami. W sumie, to niektórych się domyśliłam, ale głownie dlatego, że wiedziałam, jaki tytuł ma ostatnia część. A to jeden wielki spoiler. 
Zacznijmy od bohaterów: pojawiło się kilka nowych postaci, ale ich wątki były poboczne. Natomiast bardziej poznaliśmy narratorów powieści: Amy i Starszego. Mogę o nich powiedzieć tyle, że się zmienili. Starszy musiał objąć rolę dowódcy, chociaż nie do końca był do tego przygotowany. I to sprawiło, że stał się bardziej odpowiedzialny. Natomiast Amy dorosła do miłości i zrozumiała, że to uczucie nie jest tylko wyborem serca, ale czymś więcej. Doświadczyła na własnej skórze, jak trudno wybrać pomiędzy rozsądkiem a pragnieniem powrotu do starego życia. 
Oczywiście nie obyło się bez czarnych charakterów, takich jak Luthor czy Doktorek. I dobrze. Dzięki temu książka nie była nudna. Dobrym pomysłem okazało się przedstawienie świata z dwóch różnych perspektyw. Dzięki temu można było lepiej poznać postacie, a i książka została urozmaicona. Język autorki jest dość trudny do zrozumienia, przynajmniej na początku. W powieści pojawiają się słowa typu gzyf, wi-kom i kilka innych, niezrozumiałych dla zwykłego czytelnika. Pierwszą część czytałam dość dawno i musiałam sobie nieco poprzypominać, ponieważ momentami nie rozumiałam, o czym dokładnie mówią bohaterowie. 
Był wątek romantyczny, a raczej jego kontynuacja. I to z gatunku takich, które mi się podobają – nie stał się głównym tematem, prędzej tłem wydarzeń. Autorka świetnie wplotła go w akcję – tak, że jej nie przytłaczał. 
Podsumowując to wszystko, Milion słońc to godna kontynuacja pierwszego tomu. Mogę nawet powiedzieć, że bardziej mi się spodobała. Może i podróże kosmiczne to nie bardzo moja tematyka, ale ta książka wyjątkowo przypadła mi do gustu. To jak połączenie science-fiction i młodzieżówki w jednej powieści. Ale uważam, że nadaje się też dla starszych czytelników. Każdy może znaleźć w niej coś dla siebie. Już nie mogę się doczekać momentu, kiedy przeczytam ostatnią część, ale jednocześnie nie chcę, by ta seria się skończyła. Jednak mam nadzieję, że ostatni tom będzie jeszcze lepszy od Miliona słońc.