Kiedy rzeczywistość okazuje się ciężarem

źródło
Dorota Terakowska znana jest czytelnikom jako pisarka i dziennikarka. Jej powieści niejednokrotnie wstrząsnęły społecznymi przekonaniami, łamiąc stereotypy i prezentując niebanalne historie, które wymagają prawa głosu. Mimo że latem powinno się czytać książki lekkie i przyjemne, ja zdecydowałam się na Poczwarkę, pragnąc poznać historię, którą niegdyś świadomie porzuciłam.

Ewa i Adam prowadzą uporządkowane życie. W ich domu wszystko musi
zajmować odpowiednie miejsce (książki muszą pasować do wnętrza, a ich
ustawienie musi współgrać ze sobą, krzesło nie może stać tyłem do drzwi
itd.), w przeciwnym razie harmonia zostanie zaburzona. Ich idyllę
rujnuje pojawienie się na świecie dziecka, które w zamyśle miało być
doskonałe, takie, jakie sobie wymarzyli. Tymczasem na świat przychodzi muminek – dziewczynka z zespołem Downa. Cały porządek panujący dotąd w
świecie małżeństwa zostaje przełamany. Ewa i Adam muszą zdecydować, czy
są w stanie poświęcić swój czas temu czemuś. Anna, kobieta
wychowująca córkę z DS, przekonuje Ewę, że ta nie może porzucić
bezbronnej dziewczynki, gdyż ta jest Darem Pana. Gdy Adam sporządza
dokumenty dotyczące oddania małej pod opiekę specjalistycznego oddziału,
Ewa drze je i postanawia zatrzymać Myszkę. 

Jaką postawę przyjmie Adam?
Co odkryje Myszka? 
Jak zmieni się życie małżeństwa i czy zdołają oni przyzwyczaić się do niego?
Na tytuł książki natknęłam się, przygotowując się do konkursu w trzeciej klasie gimnazjum. Wówczas nie miałam zbyt dużo czasu na to, by móc przeczytać ową pozycję, dlatego jedyne, co mi pozostało, to internetowe streszczenie całości. Dało to niewiele, ale wystarczyło do zrozumienia ogólnego kontekstu powieści. Teraz, już po przeczytaniu Poczwarki, mogę z całą pewnością przyznać, jak bardzo się myliłam. Owszem, zarys fabuły był dla mnie dosyć jasny, jednak to nie wszystko. Powieść Terakowskiej wymaga kontemplacji, dogłębnej interpretacji każdego zawartego na poszczególnych kartach słowa.

Poczwarka jest książką niezwykle podobną do Biblii. Historia Myszki rozpoczyna się dnia pierwszego, kiedy to poznaje Księgę, niegdyś porzuconą na strychu, wśród kurzu i zbędnych gratów. Ewa sukcesywnie czyta ją dziewczynce, a ta zagłębia się we własny świat, inny, być może lepszy od tego z dołu.

Księga to Biblia. Opis stworzenia świata od początku do końca. Taką też konstrukcję przybiera Poczwarka. Kolejne rozdziały to przedstawienie procesu stwarzania przez Boga wszystkiego, co nas otacza, aż w końcu nas samych, ludzi.

Poczwarka to swoista powieść-parabola, która posiada dwa znaczenia – dosłowne i metaforyczne. W rozumieniu dosłownym jest to historia Adama, Ewy i Myszki, czyli przedstawienie trzech odrębnych światów: zagubionej matki, odizolowanego od rodziny ojca oraz poczwarki, dziecka innego, żeby nie powiedzieć gorszego.

Znaczenie tytułu w interpretacji powieści jest niezwykle istotne, ponieważ mieści się w nim najważniejsze przesłanie, to, które odkrywamy sukcesywnie, po to, by wraz z końcem złożyć wszystkie myśli w jedną całość. Poczwarka to stadium rozwoju motyla. To ten okres, w którym motyl przygotowuje się do życia, dojrzewa. Motyl jest wówczas ograniczony przez kokon, czyli otoczkę, która zamyka przed nim realny świat. W przypadku Myszki owym kokonem jest ciało, dusza stanowi drugie życie dziewczynki – to, które dostępne jest wyłącznie jej i które tylko ona jest w stanie poznać. Domem Myszki jest stych, czyli strych domu, który kryje się na samej górze. Interpretując powieść wnikliwie, zwracamy uwagę na opozycję góra–dół i kontrast tych dwóch światów: prawdziwego oraz wyidealizowanego, nieco sztucznego, wykreowanego w wyobraźni.

Podobieństwo do Biblii dostrzegalne jest już na samym początku, imiona rodziców Myszki nawiązują bowiem bezpośrednio do imion pierwszych ludzi – Adama i Ewy. Następnie świat biblijny skorelowany jest ze światem realnym, życiem Ewy z Myszką oraz życiem Adama. Ewa całkowicie oddaje się dziewczynce, wprowadza ją w świat, z którym musi się zmierzyć, obserwuje uśmiech na twarzy Myszki, który niekiedy wydaje się największym darem i podziękowaniem za to, co daje córce. Dzieci z zespołem Downa czują inaczej, ale czują, jak zwyczajni ludzie. Kochają bezgranicznie, obdarzają najbliższych uczuciem niezastąpionym i wielce prawdziwym. Ewą targają sprzeczne emocje – raz zyskuje energię i pragnie odbudować to, co zostało zaprzepaszczone, innym razem pała nienawiścią do Myszki, staje się bezsilna wobec zesłanej na nią brutalnej rzeczywistości. Adam skupia się na pracy, zapewniając Ewie i Marysi jedynie byt. Zamyka się w gabinecie i tam prowadzi własne życie. Za wszelką cenę dąży do udowodnienia żonie winy za narodzenie niepełnosprawnego dziecka. Zagłębia się w świat genetyki, po śladach odkrywa niegdyś zatajoną przed nim przeszłość. Wyrzuty sumienia doprowadzają go do obsesyjnego śledzenia rozwoju dziewczynki i poznawania każdego szczegółu choroby, na którą cierpi.

W każdym człowieku powinno być coś, o czym wie tylko on sam.
Człowiek bez choćby jednej tajemnicy jest jak orzech, z którego po rozłupaniu
zostaje sama skorupa. Ludzie za często dbają tylko o skorupę.
Świat Marysi jest inny – to Raj, który odkrywa przez zasłony na strychu. Poznaje Głos, który prowadzi ją do Początku. W jej obecności Bóg stwarza świat na podstawie myśli dziewczynki, która współtworzy to, co jest dobre. Jabłko, które w Biblii staje się źródłem grzechu pierworodnego, dla Myszki jest przepustką do lepszej rzeczywistości – w której z ociężałej, upośledzonej istoty przemienia się w zwinną i delikatną tancerkę. Taniec, który na dole przybiera formę średniowiecznego danse macabre, na górze umożliwia dziewczynce porzucenie kokonu i rozwinięcie wielobarwnych motylich skrzydełek. Wąż, biblijny kusiciel, w Poczwarce przestrzega Myszkę przed konsekwencjami związanymi ze zjedzeniem jabłka z zakazanego drzewa. Wątek biblijny został dopracowany pod każdym względem. Dzięki niemu autorka doskonale i wnikliwie przedstawiła życie wewnętrzne osoby niepełnosprawnej i ujawniła, że niepełnosprawność nie dotyczy jedynie upośledzenia fizycznego. Niepełnosprawne jest tak naprawdę społeczeństwo, którym rządzi zgnilizna, znieczulica i egoizm.

Poczwarka to powieść niezwykle głęboka, która skrywa w sobie podstawy moralności, której niekiedy brakuje każdemu z nas. To lektura wyjątkowa, oryginalna i ponadczasowa, nie tylko ze względu na wykorzystane w niej motywy biblijne. Uważam, że powinien ją poznać każdy i tym samym przekonać się, jak wielki wpływ na nasze postrzeganie świata może mieć przeszłość. 

(…) bo dar to prezent, który otrzymuje się od kogoś szczelnie
zapakowany, z nieznaną zawartością. Zawartość stanowi tajemnicę

i
niespodziankę. Niespodzianki niekoniecznie są miłe.

Każdy powinien wynieść z tej powieści coś dla siebie, ponieważ interpretacji jest tyle, ilu czytelników. Jedno jest pewne: przyszłości nie da się przewidzieć, ale każdy wybór wywiera na nią ogromny wpływ. Dlatego warto zastanowić się, czy decyzji, które podejmujemy impulsywnie, obawiając się konsekwencji, nie będziemy kiedyś bezwzględnie żałować.

Pamiętajcie: życie staje się piękne, gdy odkryje się piękno wewnątrz siebie. 

Poznaj tajniki edytorstwa

źródło
Temat edytorstwa został przeze mnie poruszony już jakiś czas temu. W artykule wskazywałam cechy, którymi powinien odznaczać się kandydat na edytora, oraz podkreślałam, jak ważne jest staranne czytanie tekstu sporządzonego przez autora i szanowanie jego stylu. Tym razem skupię się na samym zagadnieniu i zwrócę szczególną uwagę na to, co przekazał Łukasz Garbal w swojej publikacji Edytorstwo. Jak wydawać współczesne teksty literackie.
Na samym początku należy zwrócić uwagę na niekonwencjonalną formę owej książki. Garbal postanowił wyłożyć edytorstwo najlepiej, jak można to uczynić. Nie przedstawił suchych faktów dotyczących tego, czym ono jest i na czym polega praca edytora. Postawił na interpretację, dlatego na każdej stronie książki napotkamy wiele wskazówek dotyczących poprawiania tekstów literackich oraz starannie skomponowane przykłady zastosowania środków edytorskich, a także zestawienia korekt w celu ukazania różnic między nimi. Autor niezwykle umiejętnie przekazuje czytelnikom wiedzę dotyczącą edytorstwa oraz udowadnia tezę, że korekta korekcie nierówna. Jak zatem określić, czy jest ona dobra, czy zła? 
Autor podkreśla, że odrębność korekt nie oznacza, że któraś z nich jest zła. I w tym przekazie należy upatrywać klucza do zrozumienia pracy edytora. Tak popularne wśród licealistów (w szczególności maturzystów) pytanie: co autor miał na myśli jedynie potwierdza fakt dokonywania różnorodnych interpretacji tego samego utworu. Jeden będzie zagłębiał się w treść, inny w formę, a kolejny w sam przekaz. Zwróćmy uwagę chociażby na użycie znaków interpunkcyjnych w tekstach lirycznych. Niektórzy poeci (na przykład Czechowicz) świadomie rezygnowali z ich używania, pozostając wiernymi modzie graficznej dominującej w okresie ich tworzenia. Jak doskonale wiemy, język polski ulegał mniejszym czy większym zmianom, zgodnie z panującym zwyczajem językowym, dlatego pewne kwestie wciąż pozostają nierozstrzygnięte. Właśnie takie podejście Garbala wskazuje na to, jak ważny jest szacunek do stylu autora utworu.

Publikacja została podzielona na czternaście autonomicznych rozdziałów. W każdym z nich autor umieścił szereg podtytułów w celu dokładnego omówienia tematu kluczowego.

Przykładowo: w rozdziale I omówione są różnice między edytorstwem a redagowaniem tekstów oraz określone są zakres pracy edytora i jego rola. Każdy podrozdział porusza inną kwestię, tak aby tworzyć logiczny i spójny poradnik. Autor, przechodząc od jednego tematu do drugiego, unika typowych błędów, jak np. pominięcia niektórych, równie istotnych zagadnień. Każda kwestia została dogłębnie wyjaśniona i przeanalizowana, co czyni publikację niezwykle wartościową i oryginalną. 

Muszę przyznać, że nie spodziewałam się po Edytorstwie… tak wspaniałego przedstawienia tematu edytorstwa, tymczasem z czystym sumieniem mogę oznajmić, że nigdy wcześniej nie trzymałam w rękach pozycji dokładniejszej niż ta. Ponadto została ona wzbogacona o ramki i tabele zawierające wyjaśnienie kłopotliwych definicji czy szereg wskazówek dotyczących używania znaków edytorskich.

Niezwykle pomocne wydaje się sukcesywne porównywanie przez autora maszynopisów utworów z ich pierwodrukami. Jak uczynił choćby w przypadku Bankietu W. Gombrowicza. Zapewne celem Garbala było ukazanie błędów, które popełnia edytor podczas poprawiania tekstów: zbyt wnikliwa interpretacja, ingerencja w styl odautorski, chaos interpunkcyjny wynikający z punktu widzenia edytora. (Czy pominięcie przecinka w miejscu, w którym powinien on się znaleźć, jest prawidłową poprawką edytora? Polemizowałabym, jednak moje zdanie w tym miejscu jest zbędne, ponieważ nie do mnie należy ocenianie ewentualnych niedopatrzeń edytora, który poprawiał utwór Gombrowicza).

Dogłębna analiza poszczególnych utworów dokonana przez Łukasza Garbala sprawia, że mój zachwyt osiąga szczyt, co oznacza jedno: jestem zachwycona zarówno wiedzą, jak i sposobem jej wyłożenia przez autora. Poruszył on tak ważne zagadnienia, jak wola autorska, wola dzieła czy intencja autorska, które bezpośrednio wpływają na całokształt pracy edytora z tekstem autorskim.

Podsumowując, uważam Edytorstwo… za publikację niezwykle potrzebną. Temat edytorstwa został w niej może nie wyczerpany (zastanówmy się, czy jakikolwiek temat może zostać kiedykolwiek wyczerpany, skoro język polski wciąż ulega modernizacjom, a nie znaleziono dotąd dzieła idealnego?), ale przedstawiony bardzo wnikliwie, dzięki czemu zapewne przysłuży się każdemu, kto zmierza w kierunku edytorstwa oraz kto wiąże z nim swoją przyszłość. W swoich recenzjach i artykułach nigdy nie zatajam faktu, że wciąż dążę do tego, by w przyszłości spełnić się jako edytor tekstów, odbywam praktyki, które umożliwiają mi podnoszenie swojego warsztatu, oraz czytam i analizuję niemal każdą publikację powiązaną tematycznie z językiem polskim. Nie ukrywam, że czytając zwykłe powieści, również zdarza mi się pomyśleć: o matko, kto to sprawdzał!?, w momencie gdy jestem w stu procentach pewna, że zawiera ona błędy, których ja nigdy bym nie popełniła.

I gdzie tu szukać idealnego edytora? Pozostaje nam przyzwyczaić się do literówek, chaosu interpunkcyjnego oraz błędów ortograficznych zawartych w książkach… Nie unikniemy ich w żaden sposób. A własną interpretację zostawmy dla siebie, bo jej nikt nie jest w stanie nam odebrać.

NOWOŚĆ w Essentii

Kochani, 
rozszerzyliśmy naszą działalność, wprowadzając do oferty redakcyjnej możliwość objęcia wszelkich inicjatyw patronatem medialnym. 
Wszelkie szczegóły dotyczące owej działalności dostępne są w zakładce Patronat medialny na stronie Redakcji. 
Osoby zainteresowane nawiązanie z nami współpracy na danych zasadach są proszone o kontakt z Klaudią Raflik. 

Pozdrawiamy 
zarząd Redakcji Essentia

Zadbaj o własną przyszłość

źródło
Przyszłość każdemu z nas wydaje się zbyt odległa, by móc w jakiś sposób ją przewidzieć. Doskonale wiemy, że plany najczęściej spełzają na niczym, a mimo wszystko wciąż myślimy o tym, co będzie… Prawda jest taka, że możemy, a wręcz musimy zadbać o własną przyszłość, wystarczy tylko dążyć do jasno określonego celu. 
Poniżej zaprezentuję kilka podstawowych wskazówek dla tych, którzy nie wiedzą, w jaki sposób mogą zobaczyć siebie za kilka, kilkanaście czy kilkadziesiąt lat.

Przezwyciężaj własny lęk przed przyszłością

źródło
Każdy z nas boi się przyszłości. Nie wiemy, co takiego wydarzy się w naszym życiu, kim będziemy, kogo spotkamy na swojej drodze – to wszystko stoi pod znakiem zapytania i stanowi zagadkę, którą odgadywać będziemy z każdym dniem, sukcesywnie. Momentem podsumowania będzie nasza śmierć; wówczas będziemy mogli prześledzić swoje życie od początku do końca i stwierdzić, co w nim potoczyło się tak, jak zamierzaliśmy, a co wymknęło się spod kontroli i uciekło innym torem. Ale… chyba nie chcemy żyć cały czas w niepewności i dopiero na łożu śmierci móc analizować to, co się wydarzyło – wtedy klamka zapadnie i niczego nie będziemy mogli już zmienić. Dlatego warto zaplanować sobie to, co chcielibyśmy, aby się spełniło, nie obawiając się jednocześnie, że tak się nie stanie. Strach przed nadchodzącą przyszłością jest najgorszym, co możemy odczuwać. Warto spojrzeć w nią z optymizmem i przede wszystkim ocenić ją obiektywnie: stanie się, to świetnie, nie – spróbuję innym razem. Nie można się poddawać, wówczas stracimy motywację do kierowania własnym życiem. 
Pamiętaj: przypadki są tylko w gramatyce, w życiu wszystko dzieje się po coś – więc wykonajmy pełną analizę sukcesów i porażek i ruszajmy podbijać świat. 

Zacznij spełniać własne marzenia

źródło
Chciałbyś, aby twoje marzenie się spełniło, ale jedynie oczekujesz na to, by ktoś dążył do tego za ciebie? W ten sposób celu nie osiągniesz, ponieważ twoje pragnienia zależą od ciebie, nie od przypadkowych ludzi, których spotykasz na ulicy. Owszem – mogą one być powiązane z innymi osobami. Przykładowo: to, czy rozpoczniesz pracę w danym miejscu, zależy przede wszystkim od przełożonego. Wówczas nie jesteś w stanie w żaden sposób podjąć decyzji za niego, ale możesz na nią bezpośrednio wpłynąć. Odpowiednie zachowanie podczas rozmowy kwalifikacyjnej to klucz do sukcesu. Pracodawca zacznie uważać cię za osobę godną zaufania, sumienną i co najważniejsze – odpowiedzialną. Dlatego należy się do niej przygotować, i to jest właśnie twój czas; to od ciebie będzie zależało, czy w oczach pracodawcy będziesz wartościowym człowiekiem czy takim, któremu zależy wyłącznie na godziwych zarobkach. 
Możesz również wpłynąć na własną przyszłość, starając się zrealizować plany, które sobie wyznaczyłeś. Powiedz sobie: pójdę na kurs językowy i
dąż do tego, by go odbyć. W ten sposób osiągniesz cel i
spełnisz marzenie, które zależy wyłącznie od twojego podejścia i motywacji.
Pomyśl, co możesz, a czego nie jesteś w stanie osiągnąć

źródło
Oczywiście bywa i tak, że nasze marzenia są wyimaginowane i nijak nie jesteśmy w stanie ich spełnić sami. Każdy z nas jako dziecko marzył o tym, by móc latać jak ptak. Pytaliśmy, dlaczego on może, a my nie. Odpowiedzi były dość błahe – bo ptakowi natura dała skrzydełka, a nam nie. Mimo to wierzyliśmy, że nam się uda. Niestety – wszelkie próby oderwania się od ziemi kończyły się upadkiem. Wówczas nie mogliśmy zrobić nic, by jakimś cudem polecieć (chyba że samolotem) aż do nieba. Podobnie jest z marzeniami typu: pokój na całym świecie czy brak deszczu w czasie wakacji – te są zupełnie niezależne od nas. Dlatego powinniśmy dążyć do spełniania realnych marzeń, te pozostałe odłożyć na zaś (może kiedyś się spełnią?).

Wyznaczaj sobie realne cele

źródło
Dążąc do realizacji zamierzeń, powinniśmy zdawać sobie sprawę z tego, że niektórych rzeczy nie jesteśmy w stanie sobie wyczarować. Np.: od pięciu lat marzymy o zamieszkaniu w domku z ogrodem, za który trzeba zapłacić miliony. Marzenie – wydawałoby się – realne. Wystarczy wygrać w totka i pieniądze przeznaczyć na ów domek z ogródkiem. Tymczasem co zrobić, gdy pieniądze na grę uciekają, a wygrana wciąż wydaje się nierealna? Zarobić milion – przy dobrych zarobkach to kwestia czasu, ale za coś trzeba żyć. Może warto zadowolić się mieszkaniem w bloku, a pieniądze sukcesywnie odkładać? Niewykluczone, że kiedyś jeszcze nasi znajomi usłyszą: kupiliśmy willę za granicą i wakacje spędzamy właśnie tam?

Ucz się na błędach i staraj się nie popełniać ich ponownie

  

źródło
Wiesz już, że zrobiłeś krok do przodu w kierunku spełnienia własnych marzeń, ale żałujesz go? Masz wyrzuty sumienia, że w zamian mogłeś skupić uwagę na czymś innym, ważniejszym? A może po prostu dążenie do celu wydaje ci się syzyfową pracą? Błędów, które popełniłeś, nie możesz wymazać z pamięci, ale możesz obiecać sobie, że więcej takich nie popełnisz. Kupiłeś nowego laptopa za zgromadzone przez siebie pieniądze, ale okazało się, że podobny mogłeś mieć za cenę o połowę niższą. Masz ochotę zakopać się pod ziemię, gdyż za tę samą kwotę mogłeś kupić identycznego laptopa i jeszcze nowy telefon. Tymczasem na telefon już nie wystarczyło. Następnym razem szukaj ofert, czekaj na okazje, bądź cierpliwy, a wyjdzie ci to na dobre. Najważniejsze to nie wchodzić dwa razy do tej samej rzeki, ale starać się iść troszkę innymi ścieżkami. Może twoje pragnienia są na wyciągnięcie ręki i wystarczy spojrzeć w dobrą stronę? Często to, o czym marzymy, czyha na nas za rogiem, ale my boimy się zrobić ten jeden krok w ich kierunku. W tym tkwi nasz problem: chcemy, ale oczekujemy. 
Wystarczy, że wbijesz sobie do głowy słowa: chcieć to móc i zaczniesz robić co w twojej mocy, by zrealizować swoje marzenia, a staniesz się człowiekiem spełnionym i pewnym siebie. 
Pamiętaj: twoje podejście to połowa sukcesu.
Nic nie musisz, wszystko możesz!  

W pogoni za intrygującą fabułą

źródło
Podobno lato to nie jest dobry
czas dla literatury sensacyjnej. A przynajmniej dla tej prawdziwej – krwistej i mrocznej. Kryminały czyta się wybornie
podczas chmurnej pogody, w nocnej porze, z niewielką lampką oświetlającą
kolejne stronice. Ja postanowiłam jednak wziąć lejący się z nieba żar na
własną stronę i spędzić przyjemny czas przy prostym, słonecznym sensacyjniaku.

Lukas Scarlett ma za sobą
burzliwą przeszłość, teraz jednak jako uczciwy obywatel prowadzi dobrze
prosperującą agencję detektywistyczną Falcon. W trakcje wykonywania jednego zlecenia jego
najlepszy przyjaciel zostaje postrzelony. Cudem unika śmierci dzięki szybkiej
pomocy przypadkowo napotkanej Chelsea. Poznając ją, Scarlett wplątuje się w
niebywałą aferę, w której sekretny pokój w domu kobiety to tylko niewinny początek.

Nie spodziewałam się po tej
książce zbyt wiele, niestety otrzymałam jeszcze mniej. Intryga jest tu prosta i
łatwa do przewidzenia, jednak nie stanowi to większego problemu. Akcja powieści
toczy się dość szybko, w krótkim czasie przeskakuje z małego amerykańskiego miasteczka
do egzotycznego Puerto Vallarta, jednak nic szczególnego z tego nie wynika. Odniosłam
wrażenie, jakby autorka nie przygotowała w głowie żadnego planu – rzuca
postaciami z kąta w kąt jak marionetkami, bez większego sensu. Bohaterowie
podróżują a to ze szpitala, a to do kryjówki głównego czarnego charakteru itd.
Punktem kulminacyjnym tej beztroski jest wątek pobytu na bezludnej wyspie. Nie
wnosi nic do fabuły i stanowi tylko zapełniacz pustych kartek.

Puerto Vallarta
Nie ma jednak niczego gorszego od
zakończenia. Stężenie cukru przekracza w nim wartości przyswajalne dla
organizmu, a happy end staje się happy happy endem.

Największą bolączką książki Marty
Bilewicz pozostaje konstrukcja postaci. Główna para jest do bólu nudna i
schematyczna; autorka zupełnie nie zachęca do śledzenia ich losów. On – młody,
przystojny, o tragicznej przeszłości. Ona – młoda, seksowna, o tragicznej
przeszłości. Ten Zły – pozbawiony skrupułów, sumienia i jakichkolwiek zalet.
Drugoplanowi Przyjaciele – mający mało ważne, niewielkie problemy, ale lojalni
i oddani. Skonstruowani na najprostszych schematach, regularnie i niebezpiecznie
przypominających te z harlequinów. Bohaterowie Bilewicz to papierowe postacie
bez krwi i kości.
Język autorki jest prosty i
przyjemny w odbiorze, jednak czasami boli łopatologiczność pisarki. Bilewicz
niekiedy traktuje czytelników jak dzieci, jak na początku książki, gdy wyjaśnia
po kolei, od akapitów, sylwetki już i tak nieskomplikowanych postaci.
Co mi się podoba? Stylowa okładka
powieści (choć niemająca zbyt wiele wspólnego z jej treścią) i (tylko) jedna scena – odbywająca się na
cmentarzu. Jest mocna, nieco wzruszająca i ciekawie sprowadza motyw zemsty na
właściwe tory.
Mimo wszystko czasu spędzonego z
Goniąc cienie nie wspominam źle.
Niewyszukany, ale przejrzysty styl autorki oraz nieskomplikowana fabuła
wystarczą do dość miłego przebrnięcia przez te nieco ponad 300 stron,
szczególnie jeśli czyni się to, sącząc owocowy soczek pod letnim parasolem.

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Czytaj pierwszy!

Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia