Niezbadane są ścieżki kawy

fot. Klaudia Raflik
Diego Galdino nie był mi znany do momentu,
w którym sięgnęłam po Pierwszą kawę o poranku. Autor jest rzymianinem i
podobnie jak bohater powieści – baristą,
zaskakującym swoich klientów coraz wymyślniejszymi rodzajami kawy. Czy pisanie
przychodzi mu równie łatwo i czy jest w tym równie dobry jak w serwowaniu owego
napoju?

Rzym. Piazza di
Santa Maria in Trastevere. Massimo Tiberi jako barista codziennie wstaje o 5
nad ranem, by otworzyć swój bar i wykonać tradycyjny rytuał parzenia i
wylewania kawy. Umiera pani Maria, którą Tiberi traktował jak swoją dobrą
duszę. Po jej śmierci dom dziedziczy pewna zielonooka dziewczyna zwana
Geneviève, która pojawia się w Rzymie ni stąd, ni zowąd, czarując wszystkich
swoją nieśmiałością. Pewnego razu przychodzi do baru, prosząc o… czarną
herbatę z różą. Wkrótce nasz barista ulega jej wdziękom i poświęca każdą wolną
chwilę na to, by móc ją lepiej poznać…

Jak potoczą się losy tych dwoje? 

Jakie
sekrety pozna Massimo? 
Kim
okaże się Mel, nieustannie dręczący Massima?  
W końcu: czy odrębność jest
przeszkodą dla miłości?
Pierwsza kawa o poranku to subtelna opowieść o miłości rozwijającej się krok po kroku. W żadnym wypadku nie można uznać tej książeczki za romansidło. To prosta historia, niekiedy wzruszająca, lekka o niezwykle swobodnej, a jednocześnie bogatej treści i przesłaniu. O delikatności Pierwszej kawy o poranku  nie świadczy jedynie kunszt pisarski autora, który niezwykle umiejętnie przeplata wątki, tworząc włoskie dzieło, ale przede wszystkim sama okładka. Jest wręcz urocza, za co ogromne brawa należą się samemu wydawcy. 

Czytelnik, stopniowo zagłębiając
się w historię, poznaje niekonwencjonalny styl samego autora. Trudno określić
go jednoznacznie. Przede wszystkim należy wspomnieć, że potrafi oczarować
przeciętną osobę, która zasiada w fotelu z tą książką w ręku. Sama historia
jest niezwykle urzekająca. Muszę przyznać, że czytając Romantyczna historia
pachnąca najlepszym włoskim espresso
, spodziewałam się nieco innego
rozwinięcia, co nie oznacza, że się rozczarowałam. Wręcz przeciwnie – gdy tylko dotarłam do ostatniego słowa, poczułam
lekki niedosyt, zaczęłam łaknąć tej historii coraz bardziej. 
źródło

Ogólnie rzecz
biorąc, głównych bohaterów jest trzech – Massimo, Geneviève oraz… Wieczne
Miasto, które z każdą kolejną stroną sukcesywnie poznajemy. Czytelnik staje się
nieodłącznym towarzyszem Massima – wraz z nim spaceruje uliczkami Rzymu,
zachwyca się jego bogactwem, przysłuchuje się rozmowom prowadzonym w barze,
kosztuje najlepiej przyrządzonej włoskiej kawy… I wraz z bohaterem poznaje
sekret Geneviève, dla której najlepszym przyjacielem jest pamiętnik, który
starannie prowadzi, uznając go za skarbnicę jej najskrytszych myśli. 
Bohaterowie
(mam na myśli dwóch pierwszych) są wykreowani à la perfection.
Każdy z nich stanowi swego rodzaju indywiduum, choć i w duecie sprawdzają
się nienagannie. Powiecie: nie byli w stanie prowadzić rozmów, gdyż on nie znał ani
słowa po francusku, z kolei jej znajomość włoskiego nie pozwalała na dogłębne
dyskusje… Otóż nie! Tych dwoje nawiązało własną nić porozumienia – uczucia odczytywali z mimiki twarzy i obyli się bez wielkich słów. Massimo opowiada dziewczynie historię własnego
życia, dzieli się z nią przemyśleniami, ta – choć momentami nieumiejętnie –
wspiera go i szczerze mu współczuje. Wrażliwość Geneviève dogłębnie go porusza,
co sprawia, że oboje stają się przyjaciółmi całkowicie przypadkowo. Początkowo
irytowała mnie niedostępność Francuzki, jednak z czasem przestała. Moim
skromnym zdaniem autor finezyjnie wyidealizował Geneviève, by wzbudzić zainteresowanie
czytelnika jej osobą; ten zabieg sprawił, że zaczęłam traktować ją z lekkim
dystansem, a bardziej skupiłam się na historii Massima. Gdy nastąpił punkt
kulminacyjny, miałam ochotę płakać nad smutnym losem dziewczyny i zaczęłam
rozumieć jej nieco odmienne, ostrożne zachowanie.

źródło

Pierwsza
kawa o poranku
jest stworzona dla
osób, które uwielbiają przenieść się choć na chwilę w inne miejsce i odpocząć
od szarej, melancholijnej rzeczywistości. To niezwykle klimatyczna opowieść
otulona zapachem wyśmienitej kawy. Rzym jest tutaj perłą, na której nie ma
żadnej rysy. Massimo uważa go za najcudowniejsze miejsce, zagłębia się w jego piękno
i urokliwość każdego zakątka; pozbywa się złych emocji, powierzając mu swoje
sekrety niczym najlepszemu przyjacielowi, towarzyszowi życia. 
Powieść została
wzbogacona o krótki przewodnik po świecie kawy – Powiedz mi, jaką kawę
pijesz, a powiem ci, kim jesteś
– w którym autor prezentuje podstawowe
rodzaje kawy, tłumacząc jednocześnie znaczenie każdego z nich, i łączy je z
charakterem człowieka. Dzięki temu dodatkowi mamy okazję poczuć magię Wiecznego
Miasta, w którym wszystko jest niezwykle harmonijne, nieskazitelne i urzekające.
Podsumowując, Pierwszą kawę o poranku zdecydowanie
polecam wszystkim, którzy uwielbiają unoszącą się nad nimi atmosferę czułości,
delikatności i łagodności. Tym, którzy poszukują bezkompromisowego romansu czy
dawki akcji, zdecydowanie ją odradzam – po co się rozczarowywać i żałować
sięgnięcia po nią. 

Co nieco o edytorstwie

źródło

Korekta wszystkim wydaje się niezwykle prosta. Tu przecinek, tam przecinek, tu kropka… Większość nie zdaje sobie jednak sprawy, że wcale tak nie jest. Praca w roli korektora to przede wszystkim pasja. Znajomość zasad to jedno, aspiracje – drugie.

Aby
zostać dobrym korektorem, musisz posiadać następujące CECHY:

– wrażliwość (rażące błędy może dostrzec tylko osoba, która posiada łatwość ich
odnalezienia w tekście)
– cierpliwość (wykonana przez ciebie korekta może zyskać dezaprobatę)
– dużo wolnego czasu (żeby korekta została wykonana jak najbardziej poprawnie)
– umiejętności humanistyczne (w ich skład wchodzi przede wszystkim wiedza z
języka polskiego, ale także informatyki, historii; dobry korektor musi znaleźć
powiązanie języka polskiego z historią, zdarzają się teksty oparte na ważnych
wydarzeniach historycznych, które wymagają od korektora wiedzy spoza Internetu)
– obiektywizm (nie możesz oceniać tekstu według własnych upodobań)
– racjonalizm (do każdego tekstu korektor musi podejść z odpowiednią dawką
wiedzy, ale i rozwagi; korektor nieposiadający wiedzy i niemyślący racjonalnie
o artykule to nie korektor!)
– dystans (dobry korektor musi znaleźć granicę między własną opinią a opinią
autora, nie może kierować się swoimi poglądami)
– odpowiedzialność (korektor jest odpowiedzialny za tekst, który ma poprawić;
najlepiej jest utworzyć na pulpicie folder KOREKTA, podzielić go na korektę
wykonaną i niewykonaną – wtedy prościej będzie i odnaleźć teksty, i zapamiętać,
które już poprawiłeś, a które nadal oczekują na korektę)
– samokrytyka (kiedy inny korektor dostrzega błędy w poprawionym przez ciebie
tekście, musisz zaakceptować poprawki – jeśli są słuszne – i podejść do tego
spontanicznie; nie przeliczaj każdej porażki, one zdarzają się nawet tym
najbardziej doświadczonym i nie wynikają z niewiedzy – no, przynajmniej rzadko;
gdy korektor nie zna podstaw, nie utrzyma tej pracy)
– uporządkowanie i zorganizowanie (dobry korektor to ten, na którego biurku panuje
ład, a organizacja pracy nie pozostawia sobie wiele do życzenia, ale nie
przesadzajmy – korektor też człowiek, nie mówimy o idealnym porządku, taki nie
panuje nigdzie)
– posiadanie zainteresowań (każdy ma inne zainteresowania, jedni lubią czytać, inni
kolekcjonować znaczki, jeszcze inni dla przyjemności malują, piszą itp.; to
nieprawda, że na pierwszym miejscu na liście zainteresowań korektora musi stać
korekta! Owszem, zainteresowanie korektą to priorytet, każdy chciałby spełniać się
w życiu, również w zawodzie; praca w zawodzie, który nas nie satysfakcjonuje,
to żadna praca. Korektor nie pracuje dla pieniędzy, tylko dla praktyki. Jest to
zawód, który pozwala ci spoglądać realnie na to, co cię otacza – wysoko
postawieni urzędnicy, media popełniają znacznie więcej błędów niż prości
ludzie! Wracając jednak do tematu – posiadanie zainteresowań – aby stać się
dobrym korektorem, powinieneś lubić czytanie książek, oglądanie filmów,
powinien cię również pasjonować język polski – sama wiedza nie jest kluczem do
sukcesu)
– zapał do pracy (każdy, kto marzy o zawodzie korektora, musi tę cechę posiadać;
korektor, który nie zapala się do poprawiania tekstów, najprawdopodobniej
niedokładnie przemyślał pracę w tym zawodzie; może też zdarzyć się, że praca
jako korektor okaże się inna, niż ją sobie wyobrażałeś, wówczas odradzam
kontynuację – lepiej jest zawczasu podjąć inny kierunek niż męczyć się).
_______
Myślę,
że tyle cech w zupełności wystarczy, istnieje jeszcze wiele, wiele innych, ale
wszystkie stawiają sobie za cel – zostać dobrym korektorem. Żeby jednak zostać dobrym korektorem, trzeba najpierw w
ogóle nim zostać – i tu liczy się właśnie wiedza i pasja – związana przede wszystkim z językiem polskim. Na początku każdy chętny do pracy jako korektor otrzymuje
próbny tekst – lub teksty – zostaje mu narzucony, musi go sprawdzić jak
najlepiej, by mieć szansę na zdobycie pracy. Teksty te najczęściej nie są zbyt
długie, później ich liczba oraz objętość zależy od rodzaju korekt – czy są to
korekty wydawnicze, czy prasowe. W przypadku korekt wydawniczych korektorowi
najczęściej przysługuje jeden arkusz wydawniczy na dzień, tj. ok. 40 000
znaków ze spacjami; w przypadku korekt prasowych – nie więcej niż 2-3 strony
A4; to jednak zależy z kolei od standardów narzuconych przez konkretną firmę. 
PRZEPIS NA SMACZNĄ KOREKTĘ
A
teraz o życzeniach szanownej korekty. Każdy tekst ma jednakowe wymagania,
należy do nich podejść obiektywnie. Posłużę się w tym miejscu osobistym
przepisem na dobrą korektę.
Składniki: wzrok, myśl,
słowo, znak, czerwony długopis.
Sposób
przygotowania:
ü    wzrok –
przeczytaj tekst
ü    myśl – w trakcie
czytania staraj się dostrzegać usterki, które podrzuca ci każde zdanie
ü   słowo – tekst
ubierz w słowa tak, by stał się spójny i logiczny (nie zmieniaj za dużo,
pamiętaj – nie możesz zepsuć wizji autora ani sensu jego słów, możesz jedynie
wzbogacić tekst o to, co sprawi, że czytelnik spojrzy na niego jak na dobry
film)
ü    znak – w
korekcie największą zmorą są znaki interpunkcyjne, przede wszystkim przecinki;
nie są one jednak najważniejsze – priorytetem jest to, by czytelnik rozumiał
tekst, a autor poznał go po korekcie. Znaki są dodatkiem do smaku. Jednak
jako korektor nie możesz pozostawić błędów interpunkcyjnych w tekście. O
zasadach interpunkcji przeczytasz w słowniku – chociażby z PWN
ü   czerwony
długopis – tzw. dopieszczenie tekstu – zaznacz poprawki kolorem, by osoba, która
po tobie  będzie sprawdzać tekst, wiedziała, na co zwrócić szczególną uwagę. 
RÓŻNICE
Oczywiście
korekta to proces – przechodzi przez wielu korektorów – zasada: ilu
korektorów, tyle korekt
jest jak najbardziej słuszna. Nie oznacza to, że jeśli
jedna korekta różni się od drugiej, któraś z nich jest zła.
Dla
przykładu:
jeden
korektor może uznać coś za dopowiedzenie – wtedy wstawi przecinki z obu stron;
drugi może to uznać za spójnik zdania – i nie wstawi przecinków wcale. Gdzie
tutaj złoty środek?
WSTAWKI,
DOPOWIEDZENIA
Dopowiedzenie
istnieje wtedy, gdy jedna część zdania łączy się z drugim mimo wstawki, dla
przykładu:
Usnął,
zmęczony kilkugodzinnym bieganiem, i śnił o wakacjach.
W
tym zdaniu dopowiedzeniem jest zmęczony kilkugodzinnym bieganiem. Jak
widzimy, zdanie to mogłoby istnieć i bez wstawki, wtedy wyglądałoby tak: Usnął
i śnił o wakacjach
. Słowem: aby przyjąć, że coś jest dopowiedzeniem, należy wyobrazić
sobie zdanie bez niego; jeżeli jest sensowne – dwa przecinki, jeżeli nie –
wcale. Nie należy przedobrzyć. Znaki interpunkcyjne (głównie przecinki) dodaje
się na wyczucie. Stawianie ich po ponadto, w związku z tym, poza tym i
wielu, wielu innych członach inicjalnych to anglicyzm. W języku angielskim
stawia się przecinek np. po moreover, what is more – są to wyrażenia, które w
nim wymagają przecinka, gdyż są wstawką, natomiast po co w języku polskim stawiać
przecinek po ponadto? Przecież nie ma tu czego oddzielać.
O ŚREDNIKU
SŁOWEM
Średnik
wstawiamy, gdy spotykamy się z nagromadzeniem przecinków w zdaniu, np. w zdaniu
obfitującym w wyliczenia z dopowiedzeniami – wówczas, aby czytelnik nie
pomyślał, że po przecinku następuje dalsza część jednej kwestii, stawiamy
średnik, oddzielając w ten sposób dane kwestie.
Średnik
jest znakiem mocniejszym od przecinka, lecz słabszym od kropki, występuje
najczęściej jako część wypowiedzenia, nie jako oddzielna kwestia.
Dla
przykładu:
Najszlachetniejszy kamień jest ten,
który kraje wszystkie inne, a siebie zarysować nie daje; najszlachetniejsze
serce jest to, które właśnie raczej da się skaleczyć, niż samo zadraśnie.[1]
BŁĘDY
Wyróżniamy
różne rodzaje błędów: stylistyczne, składniowe, językowe, fleksyjne,
ortograficzne, interpunkcyjne, frazeologiczne, logiczne, słownikowe,
słowotwórcze, rzeczowe itp.
Polecam
lekturę tablic języka polskiego, znajduje się tam wyjaśnienie wszystkich rodzajów
błędów wraz z przykładami ułatwiającymi zrozumienie każdej definicji.
POLSZCZYZNA
W
polszczyźnie istnieje szereg połączeń, które niekiedy wydają się dziwne, a
jednak poprawne. Gdy mamy problem z odmienieniem danego wyrazu czy sprawdzeniem
kolokacji – należy zajrzeć do słownika poprawnej polszczyzny – najlepiej PWN –
gdyż znajduje się tam multum wyrażeń i zwrotów, które gubią nas, Polaków,
jednak, by móc zabłysnąć wiedzą, należałoby znać chociaż małą ich część (nawet
polonista korzysta ze słowników, niemożliwe jest zapamiętanie wszystkiego, nikt
nie jest w stanie posiąść w całości słownikowej wiedzy – na dłuższą metę staje
się to również niekorzystne). Jeśli chodzi o jedną książkę, która zawiera
wszystko, co z polszczyzną związane, polecam Polszczyznę na co dzień pod
redakcją prof. Mirosława Bańko – jak ja to mówię – tysiąc w jednym.
OBOWIĄZEK
KOREKTORA
– przeczytać dokładnie tekst, pozaznaczać w nim rażące błędy, które
uniemożliwiają jego zrozumienie
– poprawić błędy (rodzaje błędów powyżej), by sprowadzić tekst na właściwą
drogę
; słowem: zadbać o poprawność językową tekstu
– operować kwiatkami, by urozmaicić tekst i uniknąć powtórzeń (pamiętaj:
czasami powtórzenia są niezbędne, gdyż nie da się zastąpić danego słowa innym,
wyrażającym identyczny przekaz); operacja ta nie może jednak być rozumiana jako zmiana tekstu – pamiętaj – i powtarzam to po raz n-ty – będąc korektorem, możesz zmienić to, co
niepoprawne, rażące, niejednoznaczne, niekompletne, niewłaściwe, nie możesz
jednak dopasować tekstu pod siebie – nie możesz zepsuć wizji autora; skoro
autor używa takich słów, jakich używa, masz obowiązek pozostawić je w takiej
formie, w jakiej występują w tekście (pod warunkiem, że nie zaburzają logiki i
poprawności językowej tekstu)
– poprawić błędy stylistyczne, nie styl, w jakim utrzymany został tekst.
PRAWO KOREKTORA
– poinformować autora o tym, że jego tekst jest słaby albo że korektor nie jest w stanie
poprawić tekstu, nie ingerując jednocześnie w niego zbyt mocno
– nakierować autora, udzielić mu rad, podać niezbędne wskazówki – to sprawi, że
tekst stanie się przyjemniejszy i tym samym poprawny
– skierować tekst do dodatkowej korekty (jeśli czujesz, że mogłeś przeoczyć coś
albo nie radzisz sobie z danym tekstem). 
PODSUMOWANIE
(czyli w skrócie o pięciu poprzednich stronach)
PAMIĘTAJ: jako korektor
jesteś ograniczony – twoim zadaniem jest udoskonalić pracę autora – nie możesz
ingerować zbytnio w tekst, krytykować (chyba że w duchu lub podczas rozmowy z
autorem). Styl tekstu jest własnością autora, dlatego NIE PODWAŻAJ GO.


[1] Wypowiedzenie zaczerpnięte
ze słownika ortograficznego PWN.

Po co są słowa?

fot. Klaudia Raflik
Twórczość Markusa Zusaka jest znana czytelnikom na całym świecie. Nic więc dziwnego, że z zapałem sięgają oni po każdą publikację wychodzącą spod jego pióra. Zaczęło się od Moje tak zwane życie… I tym razem nie było inaczej. Złodziejka książek stała się bestsellerem, a na jej podstawie stworzono film, który również spotkał się z ogromnym rozgłosem.

Poznajcie Liesel – małą dziewczynkę skazaną wyłącznie na siebie już od dzieciństwa. Zaczyna się od śmierci jej braciszka. Podczas pogrzebu Liesel odnajduje Podręcznik grabarza i postanawia zabrać go ze sobą. Po pewnym czasie, w wyniku trudności życiowych ludzi pod rządami Adolfa Hitlera, matka porzuca dziewczynkę, a ta trafia do rodziny zastępczej na Himmelstrasse. Początkowo Liesel traktuje Hubermannów z dystansem, podporządkowuje się im, jednak z czasem jej obojętność zamienia się w sympatię, a co za tym idzie – potrzebę miłości i bliskości. Liesel obdarza uczuciem ojca, który co noc sprawia, że ta pokonuje własny lęk. Bohaterka odkrywa tajemnice nowego domu; jedną z nich staje się przetrzymywanie w piwnicy Żyda…

To opowieść przepełniona walką o życie, nadzieją, miłością, przyjaźnią, a przede wszystkim… słowami. 

To nie jest skomplikowana historia. Składa się z:
– dziewczynki
– pewnej liczby słów
– akordeonisty
– niemieckich fanatyków
– żydowskiego boksera
– licznych kradzieży.
Najważniejszym aspektem, którego nie sposób poruszyć, mówiąc o Złodziejce książek, jest sposób prowadzenia przez autora narracji. Ku zaskoczeniu czytelników ta diametralnie różni się od pospolitej, stosowanej w każdej powieści – pierwszo- bądź trzecioosobowej. Narratorem jest bowiem Śmierć w całej okazałości. To ona wprowadza nas w świat hitleryzmu, życia podczas II wojny światowej, ciągłej walki, w końcu nadziei na lepsze jutro. Choć ta ostatnia wcale nie jest taka oczywista, gdyż, jak na samym początku uprzedza: na pewno umrzemy. Śmierć została wykreowana tak, aby z jednej strony zachwycała, a z drugiej budziła strach. Przychodzi ona po to, by opowiedzieć nam tę historię z jej perspektywy, aby wskazać nam drogę. To ona staje się zbawicielką ludzi, którzy giną z rąk hitlerowców, tuli ofiary do wiecznego snu…
Złodziejka książek nie jest książką tylko o śmierci; wskazuje przede wszystkim destrukcyjną siłę wojny i jej wpływ na życie ludzi. Pokazuje, czym jest reżim polityczny zwany totalitaryzmem i na czym polega jego wprowadzanie. Wreszcie – to opowieść o słowie, które potrafi niekiedy zdziałać cuda. Liesel wkracza w niezrozumiały świat słów wraz ze swoim przybranym tatą – akordeonistą. Krok po kroku poznaje go z każdej strony i stara się pojąć jego skomplikowaną budowę. Dzięki temu wszystko w jej oczach staje się o wiele prostsze. Liesel uczy się życia, które zaskakuje, jest niepojęte, ale piękne… Pomimo wszystko. 
Bohaterowie wykreowani przez autora są niezwykle wyraziści; poznajemy ich od podszewki. Zusak skupił się na pogłębieniu psychologizacji Liesel, która poszukuje swojej życiowej drogi. Przedstawił świat oczami dziecka, które wkracza w rzeczywistość i dowiaduje się, czym ono jest. Taki zabieg wzmacnia wiarygodność całej opowieści. Świat dziecka jest  przerażająco prawdziwy, w żaden sposób nie zakłamany. Dlatego też uczynienie dziewczynki główną bohaterką ma na celu skłonienie nas do refleksji nad otaczającym nas światem, do dogłębnego poznania tego, co nim rządzi, w końcu – do odnalezienia w sobie cząstki nadziei, tej, która umiera ostatnia… 
Świat przedstawiony jest skupiony wokół czasów II wojny światowej, które poznajemy w zupełnie inny sposób niż przez podręczniki do historii. Została ona ukazana w sposób niezwykły, dogłębnie, bez retuszu. Czytelnik staje się nie tylko obserwatorem, ale również uczestnikiem tych zdarzeń i pragnie poznać Liesel w rzeczywistości. To wspaniałe uczucie zjednoczenia z bohaterem, darzenie go współczuciem, swego rodzaju zaprzyjaźnienie się z nim – poznanie wszystkich jego rozterek, smutków, radości… 
Złodziejkę książek polecam przede wszystkim czytelnikom wrażliwym na cierpienie człowieka. Takie osoby zapewne doskonale odnajdą się w tej lekturze i uronią niejedną łzę – dopełniając tym samym ponadczasowość tej historii. Pozostałym również sięgnięcie po tę książkę nie zaszkodzi. Zdecydowanie radzę zapoznać się z nią tym, którzy nie lubią historii i nigdy jej nie zrozumieli – tutaj staje się zrozumiała, może dlatego, że nie pokazuje nam się w datach, pojęciach i suchych faktach. Wojna jest tłem, determinuje życie ludzi, tworzy obraz życia z wszechobecnym okrucieństwem i brutalnością – obraz niezwykle naturalistyczny, ale zachwycający, bo wiarygodny. 
Podsumowując, Zusak ma niesamowity talent. Nie dziwię się, że zyskał tak wielką sławę. Pozostaje mi tylko życzyć wam przyjemnej lektury (jeśli ktoś z was zdecyduje się sięgnąć po Złodziejkę). 
Pamiętajcie: świat bez słów byłby niczym; bez słów wszędzie panowałaby pustka. Słowa to wszystko, dosłownie wszystko, co możemy ludziom dać oraz co możemy od nich brać. To niesamowity dar, który nic nie kosztuje. Lecz wypowiedziane z ust nieodpowiedniej osoby stają się bolesnym piętnem odciśniętym na naszej psychice, na wieki…
Wyrwała stronę z książki i przedarła ją na pół.
Potem cały rozdział.
Po niedługim czasie otaczały ją strzępy podartych na małe kawałeczki
stron i słów. Słowa. Po co są słowa? Świat bez słów wyglądałby inaczej.
Bez słów Führer byłby niczym. Nie byłoby kulejących więźniów, nie byłoby
potrzeby pocieszania się oszukańczymi słowami.
No więc na co są właściwie słowa?
Liesel powtórzyła to jeszcze raz na głos, mówiąc do ścian oświetlonej na pomarańczowo biblioteki:
– Po co są słowa?

Lokator do wynajęcia w stuletniej gospodzie…

Miśki (tak dla odmiany), 
zakończył się kolejny konkurs (spokojnie, już szykujemy nowe niespodzianki). 
Nie ma co owijać w bawełnę, dlatego też informujemy, że… 

Lokator do wynajęcia w najbliższym czasie trafi do rąk Izy, 
a Stuletnia Gospoda stanie się własnością Basi. 
Za momencik napiszemy do Was odpowiednie maile.
Laureatkom serdecznie gratulujemy, a pozostałym uczestnikom dziękujemy za udział w konkursie. 
Zapraszamy do odwiedzania naszej strony 🙂

Ściskamy gorąco!

Wszystkie drogi prowadzą do Paryża

źródło
Ewa Grocholska, choć z zawodu jest plastykiem, uwielbia pisać. Jest osobą niezwykle szczerą, a wszystko, co przynosi jej los, przyjmuje z godnością. Nie boi się wyzwań, wręcz przeciwnie – wychodzi im naprzeciw.
Paryska podróż to trzecia część niezwykłej paryskiej trylogii. Jej poprzedniczkami są Paryska pokojówka oraz Paryski spadek.

Agnieszka zna Paryż jak własną kieszeń. Kiedy powraca do peerelowskiej rzeczywistości, jej życie znów dominuje rutyna. Pewnego dnia, za prośbą braci i bez głębszego zastanowienia, zgadza się na przyspieszenie ślubu ze swoim narzeczonym. Wszystko dzieje się tak szybko, że nim kobieta się spostrzega, klamka zapada – suknia gotowa, na uroczystość pozostaje tylko czekać, w dodatku obmyślony zostaje plan podróży poślubnej… Kierunek: Paryż. Tak zaczyna się historia Agnieszki, jej męża, braci oraz bratowej. Jak potoczą się losy całej piątki? I czy Agnieszka nie pożałuje impulsywnie podjętej decyzji? 

Gdy tylko zaczęłam czytać tę książkę, emocje zaczęły opadać. Pomyślałam: spodziewałam się czegoś zgoła innego, nie o to mi chodziło. Jednak po czasie przestałam żałować, że sięgnęłam po nią. Zaczęłam poznawać życie Agnieszki, śledzić jej losy, i doszłam do wniosku, że jest to niezwykle prawdziwa powieść ukazująca historię każdego z nas. Z każdą stroną stawałam się bogatsza o nowe doświadczenia i przemyślenia. Słowem: zaczęłam odkrywać sens Paryskiej podróży i rozumieć jej genezę. 
Autorka posługuje się językiem prostym, pozbawionym zbędnych wyróżników, ale pod żadnym pozorem nie można rzec, że prostackim. Grocholska ma własny, niekonwencjonalny styl; zapewne jest to wynik tego, że trylogia ma na celu udokumentowanie jej wspomnień z czasów studenckich. To nie biografia, nie poznamy historii samej autorki, możemy się jedynie domyślać, że w powieści wykorzystała własne doświadczenia. Jakie? O to należy pytać tylko panią Ewę. 
Cała opowieść nieco mnie zaskoczyła. Kobieta układa sobie życie z mężczyzną, z którym staje się szczęśliwa, tymczasem ni stąd, ni zowąd wraca i decyduje się na poślubienie narzeczonego, do którego nie żywi uczucia. Toż to absurd – powie przeciętny czytelnik. Jednak ta historia ma swoje drugie dno. Podczas przewracania kolejnych kart książki śledzimy losy Agnieszki od początku do końca i czujemy się jak jej przyjaciele, którym ta może zwierzyć się z każdego przemyślenia, z każdej decyzji, ze smutków i radości. Moim zdaniem autorka wykreowała główną bohaterkę z wielką dbałością o szczegóły, dzięki czemu czytelnik może bezpośrednio ją poznać i na swój sposób polubić. 
Czytając Paryską podróż wciąż dręczyła mnie myśl, co takiego wydarzyło się w poprzednich częściach tej trylogii. Zapoznanie się z krótkimi opisami na portalach nie usatysfakcjonowały mnie, poczułam, że koniecznie muszę powrócić do nich, by poznać całą historię i być może lepiej zrozumieć motywy postępowania bohaterów. Nie radzę sięgać po tę książkę czytelnikom, którzy nie zapoznali się z Paryskim spadkiem i Paryską pokojówką. Nie powielajcie mojego błędu, bo możecie się rozczarować. Mimo że jeszcze nie przeczytałam poprzedniczek Paryskiej podróży, nie żałuję, że ta powieść trafiła do moich rąk. Nie mam w zwyczaju odrzucać książek, nawet jeśli początkowo wydają się nużące. Każda publikacja powstała po coś i każda niesie za sobą pewne historie, a co za tym idzie – wzbogaca czytelnika o nowe życiowe doświadczenia. Pomimo że jest to opowieść książkowa, nie opuszcza nas wrażenie, że życie stawia nas przed wieloma wyborami, nawet takimi jak ten dokonany przez bohaterkę. 
Ewa Grocholska przeniosła swoje artystyczne dokonania na papier – doskonale namalowała całą historię i sprawiła, że nie tylko czytałam, ale także widziałam to, co przedstawiła. Tak to już jest, że talenty się przeplatają. Wizja autorki okazała się niezwykle trafna i bardzo jej dziękuję za możliwość wyruszenia w podróż do Paryża wraz z bohaterami. 
Podstawową wadą jest oczywiście sam wstęp. Być może moje znużenie jest skutkiem sięgnięcia po tę książkę bez znajomości poprzednich części, a może celowy zabieg autorki, która wyszła z założenia, że należy rozpocząć nijak, by rozwinąć historię z czasem… Nie mam pojęcia, jak na to spojrzeć, w każdym razie początek mnie zniechęcił. Całe szczęście, że nie należę do tych, którzy w tym miejscu odłożyliby ją na półkę i zapomnieli o niej raz na zawsze. 
Podsumowując, jest to lekka powieść zarówno na zimowe, jak i letnie wieczory. Nie przewidzicie tego, co się wydarzy, dopóki nie dotrzecie do ostatniego słowa zawartego w książce. Ponadto poznacie historię życiową i być może po przeczytaniu Paryskiej podróży również stwierdzicie, że warto było przetrwać ten ciężki początek, by uzyskać nieco prostsze zakończenie.

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia