Ludziom, których się kocha, można wybaczyć wszystko

źródło
Kochać to także umieć się rozstać. Umieć pozwolić komuś odejść, nawet jeśli darzy się go wielkim uczuciem. Miłość jest zaprzeczeniem egoizmu, zaborczości, jest skierowaniem się ku drugiej osobie, jest pragnieniem przede wszystkim jej szczęścia, czasem wbrew własnemu. 
Vincent van Gogh

Sabina jest
osobą niezwykle wrażliwą, co skłania ją ku podjęciu pracy jako przyjaciółki do
wynajęcia. Żyje samotnie, rozmawiając z ludźmi jedynie o ich problemach.
Pewnego razu w parku na drodze staje jej mała Marysia, prosząc, aby ta
namalowała jej słońce… Życie kobiety zaczyna nabierać sensu. Spotkania z
dziewczynką znajdują się na porządku dziennym, aż do momentu, w którym
niespodziewanie pojawia się Maks…
Co
sprawi, że los połączy tych dwoje?
Kim
tak naprawdę jest Marysia?
Na te i inne
pytania odpowiada Namaluj mi słońce Gabrieli Gargaś.
Z przyjemnością
i czystym sumieniem przyznaję, że ta publikacja zachwyciła mnie już od
pierwszych stron. Niezwykły wstęp sprawia, że czytelnik łaknie tej historii i
zagłębia się w nią tak, że odłożenie książki choć na moment może grozić
popadnięciem w skrajną niechęć do zajęcia się czymkolwiek innym jak nie
czytaniem kolejnych rozdziałów. Autorka tak doskonale wprowadza nas w, bądź co
bądź nietypowy, świat miłości, przyjaźni i poznawania samego siebie. Od
początku buduje napięcie, które odczuwamy, przewracając kolejno kartki książki.
Spotkanie Marysi to dla Sabiny dopiero początek wrażeń, jest ich znacznie
więcej… A najwspanialsze jest to, że czytelnik nie może przewidzieć tego, co
się wydarzy; kroczy tymi samymi ścieżkami co główna bohaterka i wraz z nią
poznaje wszystko, co na nią czeka. Historia jest pełna humoru, swobody,
ekscytacji, ale nie brak w niej lęku, rozczarowań, smutku. 

Główni bohaterowie, Sabina i Aleks, zostali zestawieni ze sobą na zasadzie
kontrastu. Ona – wrażliwa i samotna kobieta, on – sprawiający wrażenie
donżuana, egoisty i prostaka. Ale w głębi kryje się coś, co jest w stanie
odkryć tylko Sabina, bo tylko ta kobieta potrafi wniknąć do wnętrza, nie
zważając na pozory. 
W Namaluj mi
słońce
urzekła mnie lekkość, z jaką wyraża się autorka, prowadząc
czytelnika przez powieść. Historia, którą przedstawia, jest prawdziwa i
niezakłamana, a co najważniejsze – bohaterowie nie zostali wyidealizowani, mają
swoje zarówno dobre, jak i złe cechy, i pokazują je na każdym kroku. Gabriela
Gargaś umiejętnie buduje swoją powieścią wyobrażenie o prawdziwym życiu
– nie zawsze kolorowym, nieco skażonym brutalnością, w którym ludzie kryją się
za maskami, nie pokazując nikomu właściwego oblicza. 
Język, którym
posługuje się autorka, jest niezwykle prosty, przystępny dla czytelnika. Pomimo
tego, że powieść została wzbogacona o wiele wątków splecionych ze sobą, całość
nie została zaburzona, a poszczególne historie tworzą logiczną i składną opowieść
o życiu. Autorka udowadnia, że los płata nam figle i nie zawsze jesteśmy w
stanie poradzić sobie z problemami, ale jeśli mamy w sobie choć odrobinę
entuzjazmu i energii, możemy zdziałać cuda. Przekazuje również, że w życiu
najważniejsze jest dawanie, a nie tylko branie. I że człowiekowi można
podarować drugą szansę, jeśli naprawdę się tego pragnie…
Wybaczyć
można wszystko, ale to nie znaczy, że należy wszystko zapomnieć.
Gabriela
Gargaś, za pomocą swojej powieści, uczy nas także, że najważniejsza jest rodzina,
i to o nią należy walczyć za wszelką cenę. W momencie gdy wszystko
przemija, najbliżsi są zawsze przy nas, bez względu na przeciwności losu i to,
jacy jesteśmy. 

Oczywiście powieść można również na swój sposób interpretować. Niezwykłe jest
to, że Sabina i Marysia poznają się w parku, że to właśnie mała dziewczynka
odmieniła życie kobiety… Poeci od zarania dziejów wskazują bowiem, że
ukazanie świata z perspektywy dziecka jest niepowtarzalne i niezwykle
prawdziwe. Dziecko potrafi dostrzec małe, często dla nas nieistotne
rzeczy i stworzyć z nich własny, idealny świat. Być może autorka miała
właśnie na celu przekazanie nam takiej metafory, a być może pojawienie się
Marysi nie nabiera żadnego przenośnego znaczenia. A park? Analogicznie: może to
odniesienie do życia człowieka w harmonii z naturą, a jeśli nie – po prostu
miejsce, jedno z wielu, jak każde inne. To, co autor miał na myśli, jest
wyłącznie jego sekretem. A my, czytelnicy, możemy jedynie snuć domysły. Jedno
jest pewne – historii zawartej w powieści nikt nie zrozumie opacznie. 

Namaluj mi słońce polecam przede wszystkim osobom, które uwielbiają
czasami usiąść i pomarzyć. Ale stop! Powieść nie jest żadnym romansem, który
ukazuje nam przed oczami obraz wyimaginowanej miłości dwojga ludzi. Owszem – i
o miłości w niej przeczytamy, ale przede wszystkim o życiu, o tym, że
szczęście często czeka na nas za rogiem – i to od nas zależy, czy zechcemy po
nie sięgnąć.

English Matters

źródło
W dzisiejszych
czasach coraz trudniej znaleźć magazyny przeznaczone dla osób, które chcą uczyć
się języków obcych. Wydawnictwo Colorful Media wychodzi im naprzeciw,
udostępniając własne, mające ułatwić poznawanie kultury innych krajów oraz
języka.

Na stronę
internetową Wydawnictwa trafiłam przypadkowo, gdy od pewnej blogerki
dowiedziałam się o magazynie językowym „English Matters”.  Postanowiłam zapoznać się z
jego treścią i sama ocenić jego przekaz. Moje pierwsze wrażenie było nieodparte
i niezwykle imponujące. Już pierwsze strony magazynu poruszają swoim bogactwem
i przejrzystością treści. Niemal na każdej z nich znajdziemy ciekawe artykuły dotyczące stylu życia ludzi, kultury, nauki
oraz podróżowania. Są one wzbogacone o kolorowe fotografie oraz spis słówek,
które mogą sprawiać trudność w zrozumieniu tekstu. Nie trzeba więc za każdym
razem sięgać po słownik angielsko-polski i przerywać czytania.
Magazyn zawiera
również wskazówki dotyczące komunikacji w języku angielskim opatrzone tytułem Conversation Matters, dzięki którym
czytelnik może zapoznać się ze zwrotami przydatnymi w konkretnych sytuacjach.
Porusza również kwestie sporne oraz przykłady niewłaściwego zachowania. 
 

Dzięki tabelom i
wyróżnieniom kłopotliwych słów czytelnik może łatwiej i szybciej przyswoić i
zapamiętać treść artykułów. Magazyn obfituje w wielość ciekawostek, które
umożliwiają poznanie tajników kultury oraz tradycji kraju. 
Mnie najbardziej
spodobał się artykuł z działu People and
Lifestyle,
który opowiada o dziwacznych budynkach występujących na całym
świecie. Byłam pod wrażeniem, gdy przeczytałam o bibliotece w Kansas, wybudowanej
na kształt wielkiej półki na książki. Zaciekawił mnie również artykuł o Lorde –
Queen Bee – muzycznej gwieździe – oraz szereg tekstów z działu Culture. Najdłużej zatrzymałam się
jednak przy pracach o tematyce podróżniczej. Skorzystałam również z okazji wysłuchania ich w
Internecie – to była wspaniała przygoda! Zachwyciła mnie przede wszystkim ich różnorodność oraz sposób przedstawienia w gazetce. Są one wzbogacone o przepiękne fotografie oraz opisy wielu miejsc, które szczególnie warto zwiedzić.
 
Magazyn „English Matters” polecam wszystkim
pasjonatom kultury oraz języka angielskiego. Mogą po niego sięgnąć zarówno osoby
uczące się, jak i znające go – może to być świetna okazja do wzbogacenia
własnego słownictwa. Potrafię z czystym sumieniem przyznać, że sięgnę po ten magazyn
ponownie – i to niejednokrotnie. Gratuluję Wydawnictwu pomysłu na stworzenie takiego czasopisma językowego.

Pisałem z potrzeby serca

fot. Klaudia Raflik

Kamienie na szaniec to lektura
szkolna, więc każdy z nas powinien mieć ją już za sobą. Nie wszyscy
jednak wspominają ją miło. Dla niektórych to zwykła opowieść, dla innych
świadectwo życia. Dla mnie jest to przede wszystkim poruszająca
historia, która pozostawia po sobie smutek i żal – i łzy spływające po
policzkach niczym krople deszczu po szybie w czasie ulewy…

Aleksander Kamiński
Aleksander
Kamiński
był pedagogiem,
profesorem wydziału pedagogiki społecznej Uniwersytetu Łódzkiego i pisarzem.
Podczas wojny zasłużył się jako komendant Waweru oraz redaktor naczelny
Biuletynu Informacyjnego – największego pisma podziemnej Europy. Był twórcą
zuchów i stał się patronem m.in. Chorągwi Łódzkiej Związku Harcerstwa
Polskiego.

 

Co się stało,
już się nie odstanie. Rudy, Alek i Zośka to młodzieńcy uczący się w szkole i
żyjący jak każdy nastolatek. Jedynym faktem różniącym ich od współczesnej
młodzieży jest to, że żyli w innych czasach – w czasach wojny. Widmo
okrucieństwa nie zgasiło w nich jednak zapału do obrony ojczyzny. Śmiało
walczyli, pokonując wszelkie przeszkody, przy tym niejednokrotnie narażając się
na niebezpieczeństwa. Ich niezłomna więź sprawiała, że bronili własnych
sekretów i nie zdradzili się nawet w momentach największych katuszy. Wojna
oszczędza jednak nielicznych… Życie trójki przyjaciół zostało wystawione na
wielką próbę.
Kamienie na
szaniec
to opowieść o życiu, o
walce, o przyjaźni i miłości, a przede wszystkim o człowieku, który jest
w stanie poświęcić wszystko dla wolności.
Moje pierwsze
spotkanie z historią Rudego, Alka i Zośki nastąpiło w pierwszej klasie
gimnazjum. Wówczas byłam nieświadomą dziewczynką, która dopiero uczyła się,
czym tak naprawdę jest życie. W końcu człowiek uczy się aż do śmierci. Sięgając
po tę książkę, sądziłam, że jest to nudna historia, taka jak większość lektur
szkolnych (mówię większość, ponieważ z doświadczenia wiem, że nie
wszystkie lektury są nudne, ze swoich ulubionych nigdy nie zrezygnuję). To
uczucie nie towarzyszyło mi jednak długo. Po przeczytaniu pierwszego rozdziału
zaczęłam łaknąć coraz więcej i więcej. Nie mogłam oderwać się od śledzenia
losów bohaterów. Stopniowo zagłębiałam się w nie, a sami chłopcy stawali się
moimi przyjaciółmi. 
 Krok
pierwszy – zachwyt. 
Po pewnym
czasie poczułam, że coś się we mnie zmieniało. Wciąż byłam tą samą osobą, a
jednak inną… Wzbogaconą o nowe doświadczenia, spoglądającą na świat z
zupełnie innej perspektywy, poznającą inne czasy, które dotąd były dla mnie
czarną magią. Powoli zaczynałam rozumieć historię – to nie nudna nauka o
datach, wydarzeniach i postaciach; to przede wszystkim nauka o nas… Łzy
zaczynały wypływać mi z oczu strumieniamitrzymałam bohaterów za ręce
i głaskałam po ramionach.
Krok
drugi – współczucie.
Im dalej w las,
tym więcej drzew… Bohaterowie walczyli, pokonywali przeszkody, a ja czytałam
coraz szybciej i szybciej, szukając rozwiązania, obawiając się o losy postaci, które przecież już zginęły, ale które pozostawały obecne w moich
myślach.
Krok
trzeci – napięcie.

Aż w końcu wydarzyło się najgorsze…
Upadek, klęska klęska fizyczna, ale nie moralna. Śmierć… Czyli
jednocześnie koniec i początek. Ich losy stawały się moimi losami – czułam
to…

Krok
czwarty – rozczarowanie.

I nastąpił finał:

Kończy
się w tym miejscu opowieść, choć walka toczy się dalej. 
 

Właśnie: walka toczy się dalej. Ale
jaka walka? Z wrogiem czy z samym sobą? 

źródło

Jest to
opowieść, która wzruszyła mnie do cna. Nie byłam w stanie wrócić do
rzeczywistości, wciąż pozostawałam myślami w świecie wojny, brakowało mi Rudego,
Alka i Zośki. Pamiętam ten moment, w którym odłożyłam książkę na półkę, na
drugi dzień w szkole wysłuchiwałam: Jakie to było nudne. Po co to czytałam.
Miałam ochotę powiedzieć wszystkim, co o tym sądzę, ale postanowiłam się
powstrzymać. W głębi duszy czułam coś innego niż wszyscy, i to uczucie
pozostało do dziś. 

Język, którym
napisana jest powieść, jest niezwykle prosty, bez zbędnych ozdobników, dzięki
czemu czyta się ją szybko i nie trzeba zastanawiać się nad tym, co autor
miał na myśli
. Kamienie na szaniec utrzymane zostały w konwencji sprawozdania.
Historia przybiera formę biografii (ale nią nie jest), w której
spisano każdy szczegół z życia chłopców na tle okrutnej wojny. 
Niedawno
powstał film na podstawie książki, który moim zdaniem powinien obejrzeć każdy,
kto poznał historię Rudego, Alka i Zośki. Ilu ludzi, tyle opinii. 
A tych, którzy
dotąd nie sięgnęli po tę niezwykłą powieść, serdecznie zapraszam do lektury, na
pewno się nie zawiedziecie. Wręcz przeciwniebędziecie z siebie dumni.
To historia, która sprawi, że nie będziecie już tymi samymi ludźmi. Oczywiście
każdy wyniesie z niej co innego, ale wrażenia zapewne pozostaną te same.
Jest to
historia z przesłaniem. Uczy, że należy walczyć o to, co nam się należy, nawet
jeśli ceną jest życie. 
Na koniec
chciałabym prosić was o zastanowienie się nad metaforycznym znaczeniem tytułu
czym są kamienie, a czym szaniec… W końcu: jak owa interpretacja odnosi
się do przedstawionej historii. 
Lecz zaklinam niech żywi nie
tracą nadziei
I przed narodem niosą oświaty kaganiec;
A kiedy trzeba
na śmierć idą po kolei,
Jak kamienie przez Boga rzucane na szaniec!… 
Juliusz Słowacki, Testament mój

Tak się po prostu mówi!

źródło
W latach 1996-2000 Telewizja Polonia emitowała program  zatytułowany Mówi się… Na jego podstawie stworzono poradnik poruszający często sporne kwestie i wątpliwości językowe.

 

Jerzy Bralczyk jest językoznawcą, specjalistą w zakresie języka mediów, polityki i reklamy. Aktualnie wykłada w Instytucie Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego oraz w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej. * Jak sam pisze o sobie, oprócz językoznawstwa interesuje się… życiem. 

Poradnik Mówi się zredagowała i opracowała Irena Sroczyńska-Niwicz w porozumieniu z profesor Hanną Jadacką oraz doktorem Mirosławem Bańko. Zawiera on niektóre pytania i odpowiedzi, które pojawiły się w programie. Pani Sroczyńska-Niwicz tłumaczy, że nie zamieściła w książce większości pytań czysto gramatycznych oraz dotyczących pisowni, gdyż odpowiedź na nie można znaleźć w każdym słowniku poprawnej polszczyzny czy ortograficznym. Skupiła się jednak na zagadnieniach stylistycznych, etykietach językowych, przesunięciach znaczeniowych i innych, z racji tego, że omówienie tych tematów – zwłaszcza w przystępny, dowcipny sposób, charakterystyczny dla profesora Bralczyka – trudno znaleźć w jakimkolwiek słowniku.
Profesor Bralczyk ma swój styl – całkowicie nie do podrobienia. I dzięki temu stał się tak popularny wśród językoznawców. Do dziś wiele osób łaknących wyczerpujących odpowiedzi pisze do niego z pytaniami dotyczącymi różnych zagadnień z dziedziny języka polskiego. W Przedmowie pani Irena Sroczyńska-Niwicz wskazuje, że autorytet profesora Bralczyka sprawił, że warto było dzwonić i pisać do Polski nawet z Kanady czy Izraela. Teraz również tak jest. Profesor prowadzi własny blog Co na języku to w głowie, na którym publikuje tzw. WGAD-y, czyli krótkie nagrania, w których rozwiewa wątpliwości dotyczące języka polskiego.
Poradnik został zredagowany niezwykle dokładnie. Jest on przystępny dla każdego. Profesor Bralczyk zadbał o to, by czytelnicy zrozumieli, co chce im przekazać, dlatego też każda porada została napisana językiem prostym, z odpowiednimi wyróżnieniami, które ułatwiają czytelnikowi dokonanie indywidualnej analizy poruszanej kwestii językowej. W odpowiedziach zawarto konkretne przykłady, dzięki którym rozstrzygnięcie wątpliwości staje się prostsze. 
Porady zawarte w tej publikacji nie są w żaden sposób lakoniczne. Wręcz przeciwnie – profesor wskazuje konteksty, w których należy rozpatrywać daną kwestię, wyjaśnia wątpliwości, posługując się tym, w jaki sposób on sam wypowiada się w niektórych sytuacjach. Trudno się dziwić – w końcu czytelnicy chcą poznać jego spojrzenie na język polski. 
Warto dodać, że językoznawca językoznawcy nierówny – i to można wywnioskować również z tego poradnika. Profesor Bralczyk jest niezwykle tolerancyjny. Zdarza się, że niektórzy nie dopuszczają pewnych kwestii, uznając je za niepoprawne, tymczasem Profesor stara się znaleźć argumenty za i bardziej otworzyć się na ludzi. Dla niego język polski nie jest kompozycją zamkniętą, ograniczoną. Jak go nie rozumieć, skoro wyrażenie tylko i wyłącznie  kiedyś było uważane za pleonazm, a teraz jest już poprawne… Cenię sobie profesora Jerzego Bralczyka właśnie z tego powodu, że nie zamyka Polaków w klatce. Owszem, niektóre stwierdzenia wyraźnie neguje (jakim byłby językoznawcą, gdyby dopuszczał chociażby w każdym bądź razie), ale nie jest językowym terrorystą. Niektórzy twierdzą, że odpowiada na pytania ironicznie. Nic bardziej mylnego. Należy przeczytać jego poradniki bardzo dokładnie, by móc zrozumieć cel, do którego dąży. Ja zrozumiałam i na swój sposób pokochałam ów styl. 
Uważam, że Mówi się to publikacja przydatna dla wszystkich. Polecam ją uczniom, którzy pragną poznać język polski lepiej niż na lekcjach w szkole, ale także osobom, które chcą po prostu poczytać coś mądrego i przy okazji dokształcić się. 
Nie bójcie się poradników – one nie gryzą! 

Szczęścia nie można odłożyć na później…

źródło

Czym jest szczęście? 
Czym jest miłość?
Czym jest przyjaźń? 
I w końcu – jak połączyć wszystko w jedną całość?

Niki i Alex wciąż wspólnie cieszą się każdą małą rzeczą w swoim życiu. Dziewczyna rozpoczyna studia humanistyczne, a mężczyzna kontynuuje swoją pracę jako dyrektor kreatywny. W końcu przychodzi dzień, który zmienia ich życie o całe 180 stopni. Najpierw prywatny helikopter i łzy szczęścia, następnie kręgielnia, wreszcie list… i sielanka zmienia się w monotonię.

Moccia po raz kolejny dał popis swojej fantazji i stworzył powieść niemal idealną. Niestety chyba aż za bardzo idealną, gdyż nie sądzę, by opisana przez niego historia miała szansę wydarzyć się w normalnych, rzeczywistych warunkach, chociaż mogę się mylić. Pomimo wszystko fabuła przykuwa uwagę, a dalsze losy nie są przewidywalne, co stanowi niezwykłą wartość książki.

Styl autora, jak wspomniałam w recenzji pierwszej części, Wybacz, ale będę ci mówiła skarbie, jest lekki, dlatego też powieść czyta się swobodnie, i właśnie jej prostota tak naprawdę urzeka czytelnika, który zagłębia się w opisywaną historię z niezwykłą ciekawością, łaknąc kolejnych wspaniałych wrażeń, które autor gwarantuje każdemu, kto przekłada poszczególne kartki książki i poznaje losy bohaterów.

Autor posługuje się językiem prostym, bez zbędnych wyróżników. Cytaty zostały umiejętnie wplecione w treść powieści, dzięki czemu wzbogacają ją, a przede wszystkim świadczą o doświadczeniu pisarza. Ponadto książka ukazuje wartości, które warto pielęgnować we własnym życiu. Niezłomna przyjaźń (Fale ponad wszystko), miłość, która łamie wszelkie stereotypy, oraz rodzina, dzięki istnieniu której można osiągnąć pełnię szczęścia oraz wsparcie zarówno w trudnych, jak i przyjemnych chwilach w życiu.

Kocham Cię, kiedy się śmiejesz. Kocham Cię, kiedy się wzruszasz. Kocham
Cię, kiedy jesz. Kocham Cię w soboty wieczorem, kiedy idziemy do pubu.
Kocham Cię w poniedziałki rano, kiedy jesteś jeszcze śpiąca. Kocham Cię,
kiedy śpiewasz do zdarcia gardła na koncertach. Kocham Cię rankiem,
kiedy po wspólnie przespanej nocy nie możesz znaleźć swoich kapci, żeby
iść do łazienki. Kocham Cię pod prysznicem. Kocham Cię nad morzem.
Kocham Cię w nocy. Kocham Cię o zachodzie słońca. Kocham Cię w południe.
Kocham Cię teraz…
Na poszczególnych kartach powieści nie śledzimy jedynie losów Niki i Alexa, ale również przyjaciółek kobiety Fal znajomych z pracy oraz przyjaciół mężczyzny oraz rodzin tych dwojga. Zachowanie Niki czyni sentencję Kobieta zmienną jest jak najbardziej prawdziwą i aktualną. Czytelnik może utożsamić się z konkretnym bohaterem i wraz z nim przeżywać chwile smutku i radości. 

Powieść przesycona jest różnorodnymi emocjami od radości, przez namiętność, aż po lęk i  rozczarowanie. Federico Moccia ubiera rzeczywistość w niecodzienny kostium. Fabuła nie obfituje jedynie w opisy pięknej miłości dwojga ludziautor prezentuje przede wszystkim typowe zachowania ludzi XXI w.: zdrady, romanse, przygody, które napotykamy na każdym kroku. Dopełnieniem jest oczywiście humor, który stosuje pisarz dla urozmaicenia treści, ale w książce nie brakuje chwil smutku, które przeżywają bohaterowie.

Niesamowite jest przeplatanie wątków raz autor opisuje spotkanie Niki z Alexem, w kolejnym rozdziale przyglądamy się już losom przyjaciół Alexa czy przyjaciółek Niki. Taki zabieg zdecydowanie sprawia, że czytelnik nie nudzi się, czytając powieść, i przygląda się bohaterom bardzo dokładnie, poznając ich sytuacje i zachowania.

Okładka książki przykuwa uwagę. Barwy kontrastują ze sobą, sprawiając, że całość zwraca uwagę czytelników.

Ogromnym minusem powieści jest podobnie jak w przypadku pierwszej części – ciągłe przeplatanie zwykłych spotkań bohaterów chwilami miłosnych uniesień. Mogę się jedynie domyślać, że miało to służyć wyjaskrawieniu codzienności i miłosnych potyczek, ale moim zdaniem pojawiały się one zbyt często i stawały się finałem każdego wątku miłosnego.

Muszę przyznać, że powieść ta była dla mnie jedną wielką tajemnicą. Raz zaskakiwała, a raz sprawiała, że miałam ochotę ominąć kilkanaście stron, by dowiedzieć się, jak potoczy się historia, jednak dopiero po przeczytaniu jej zrozumiałam, że popełniłabym ogromny błąd.

Może i cała opowieść jest nierealna i słodka, wręcz cukierkowa, ale nie mam tego za złe autorowi. Książka doskonale odstresuje. Ponadto zawiera wyraźny przekaz, który trafi do każdego czytelnika, nawet tego najmniej zorientowanego. Nie jest to książka przeznaczona jedynie dla młodzieży, choć uważam, że właśnie ona zrozumie ją najlepiej. Nie ukrywam, że Wybacz, ale chcę się z tobą ożenić momentami trzyma w napięciu, mimo że jest to lekka powieść, idealna na długie upalne popołudnia

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 11 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia