Lokator do wynajęcia w stuletniej gospodzie…

Miśki (tak dla odmiany), 
zakończył się kolejny konkurs (spokojnie, już szykujemy nowe niespodzianki). 
Nie ma co owijać w bawełnę, dlatego też informujemy, że… 

Lokator do wynajęcia w najbliższym czasie trafi do rąk Izy, 
a Stuletnia Gospoda stanie się własnością Basi. 
Za momencik napiszemy do Was odpowiednie maile.
Laureatkom serdecznie gratulujemy, a pozostałym uczestnikom dziękujemy za udział w konkursie. 
Zapraszamy do odwiedzania naszej strony 🙂

Ściskamy gorąco!

Wszystkie drogi prowadzą do Paryża

źródło
Ewa Grocholska, choć z zawodu jest plastykiem, uwielbia pisać. Jest osobą niezwykle szczerą, a wszystko, co przynosi jej los, przyjmuje z godnością. Nie boi się wyzwań, wręcz przeciwnie – wychodzi im naprzeciw.
Paryska podróż to trzecia część niezwykłej paryskiej trylogii. Jej poprzedniczkami są Paryska pokojówka oraz Paryski spadek.

Agnieszka zna Paryż jak własną kieszeń. Kiedy powraca do peerelowskiej rzeczywistości, jej życie znów dominuje rutyna. Pewnego dnia, za prośbą braci i bez głębszego zastanowienia, zgadza się na przyspieszenie ślubu ze swoim narzeczonym. Wszystko dzieje się tak szybko, że nim kobieta się spostrzega, klamka zapada – suknia gotowa, na uroczystość pozostaje tylko czekać, w dodatku obmyślony zostaje plan podróży poślubnej… Kierunek: Paryż. Tak zaczyna się historia Agnieszki, jej męża, braci oraz bratowej. Jak potoczą się losy całej piątki? I czy Agnieszka nie pożałuje impulsywnie podjętej decyzji? 

Gdy tylko zaczęłam czytać tę książkę, emocje zaczęły opadać. Pomyślałam: spodziewałam się czegoś zgoła innego, nie o to mi chodziło. Jednak po czasie przestałam żałować, że sięgnęłam po nią. Zaczęłam poznawać życie Agnieszki, śledzić jej losy, i doszłam do wniosku, że jest to niezwykle prawdziwa powieść ukazująca historię każdego z nas. Z każdą stroną stawałam się bogatsza o nowe doświadczenia i przemyślenia. Słowem: zaczęłam odkrywać sens Paryskiej podróży i rozumieć jej genezę. 
Autorka posługuje się językiem prostym, pozbawionym zbędnych wyróżników, ale pod żadnym pozorem nie można rzec, że prostackim. Grocholska ma własny, niekonwencjonalny styl; zapewne jest to wynik tego, że trylogia ma na celu udokumentowanie jej wspomnień z czasów studenckich. To nie biografia, nie poznamy historii samej autorki, możemy się jedynie domyślać, że w powieści wykorzystała własne doświadczenia. Jakie? O to należy pytać tylko panią Ewę. 
Cała opowieść nieco mnie zaskoczyła. Kobieta układa sobie życie z mężczyzną, z którym staje się szczęśliwa, tymczasem ni stąd, ni zowąd wraca i decyduje się na poślubienie narzeczonego, do którego nie żywi uczucia. Toż to absurd – powie przeciętny czytelnik. Jednak ta historia ma swoje drugie dno. Podczas przewracania kolejnych kart książki śledzimy losy Agnieszki od początku do końca i czujemy się jak jej przyjaciele, którym ta może zwierzyć się z każdego przemyślenia, z każdej decyzji, ze smutków i radości. Moim zdaniem autorka wykreowała główną bohaterkę z wielką dbałością o szczegóły, dzięki czemu czytelnik może bezpośrednio ją poznać i na swój sposób polubić. 
Czytając Paryską podróż wciąż dręczyła mnie myśl, co takiego wydarzyło się w poprzednich częściach tej trylogii. Zapoznanie się z krótkimi opisami na portalach nie usatysfakcjonowały mnie, poczułam, że koniecznie muszę powrócić do nich, by poznać całą historię i być może lepiej zrozumieć motywy postępowania bohaterów. Nie radzę sięgać po tę książkę czytelnikom, którzy nie zapoznali się z Paryskim spadkiem i Paryską pokojówką. Nie powielajcie mojego błędu, bo możecie się rozczarować. Mimo że jeszcze nie przeczytałam poprzedniczek Paryskiej podróży, nie żałuję, że ta powieść trafiła do moich rąk. Nie mam w zwyczaju odrzucać książek, nawet jeśli początkowo wydają się nużące. Każda publikacja powstała po coś i każda niesie za sobą pewne historie, a co za tym idzie – wzbogaca czytelnika o nowe życiowe doświadczenia. Pomimo że jest to opowieść książkowa, nie opuszcza nas wrażenie, że życie stawia nas przed wieloma wyborami, nawet takimi jak ten dokonany przez bohaterkę. 
Ewa Grocholska przeniosła swoje artystyczne dokonania na papier – doskonale namalowała całą historię i sprawiła, że nie tylko czytałam, ale także widziałam to, co przedstawiła. Tak to już jest, że talenty się przeplatają. Wizja autorki okazała się niezwykle trafna i bardzo jej dziękuję za możliwość wyruszenia w podróż do Paryża wraz z bohaterami. 
Podstawową wadą jest oczywiście sam wstęp. Być może moje znużenie jest skutkiem sięgnięcia po tę książkę bez znajomości poprzednich części, a może celowy zabieg autorki, która wyszła z założenia, że należy rozpocząć nijak, by rozwinąć historię z czasem… Nie mam pojęcia, jak na to spojrzeć, w każdym razie początek mnie zniechęcił. Całe szczęście, że nie należę do tych, którzy w tym miejscu odłożyliby ją na półkę i zapomnieli o niej raz na zawsze. 
Podsumowując, jest to lekka powieść zarówno na zimowe, jak i letnie wieczory. Nie przewidzicie tego, co się wydarzy, dopóki nie dotrzecie do ostatniego słowa zawartego w książce. Ponadto poznacie historię życiową i być może po przeczytaniu Paryskiej podróży również stwierdzicie, że warto było przetrwać ten ciężki początek, by uzyskać nieco prostsze zakończenie.

Znajdź w sobie siłę

źródło
Drzewo migdałowe dotarło do Polski zaledwie dwa lata po swojej premierze, gdy zdążyło już stać się światowym bestsellerem. Jest to dosyć późny debiut Michelle Cohen Corasanti, ale z czystym sumieniem można rzec, że niezwykle urzekający. Czytelnikom z całego świata polały się łzy, a ich wzruszenie sięgnęło zenitu. Nie jest to publikacja przeznaczona do komercji. Jak podkreśla sama autorka, jej zamiarem było stworzenie opowieści prostej, ale jednocześnie treściwej, trafiającej do odbiorców. Istotny jest również fakt, że Corasanti była świadkiem konfliktu palestyńsko-izraelskiego, co pchnęło ją ku spisaniu własnych przemyśleń. I tak powstało Drzewo migdałowe

Życie Ahmada zmienia się diametralnie w dniu jego dwunastych urodzin, kiedy to staje twarzą twarz z okrutną rzeczywistością; jego siostra umiera, a ojciec trafia do więzienia. Ponadto jego brat pragnie zemścić się na wojskach izraelskich, które niespodziewanie wkraczają do ich rodzinnego domu. Ahmad musi dokonać wyboru i postawić wszystko na jedną kartę; słowem: zawalczyć o wolność i szczęście rodziny. Pewnego dnia poznaje profesora Szarona, który sprawia, że chłopiec spogląda w przyszłość z nadzieją…

Początkowo nie wiedziałam, czym jest Drzewo migdałowe. Nie rozumiałam, dlaczego tak wielu ludzi się tą książką zachwycało (i zachwyca nadal). O powieści dowiedziałam się całkowicie przypadkowo, od koleżanki. Zaintrygował mnie sam tytuł, i postanowiłam przeczytać streszczenie fabuły. Po jego przeczytaniu zapoznałam się jeszcze z kilkoma recenzjami czytelników – i to wystarczyło. W momencie poczułam, że muszę poznać historię Ahmada. 
Autorka posługuje się niezwykle prostym językiem, dzięki czemu skupia się na przekazaniu treści, nie na samej formie. Przedstawia konflikt z dwóch perspektyw – z jednej strony jako przepełnioną strachem walkę o życie, z drugiej – pretekst do uzewnętrznienia najskrytszych, choć skrajnych, uczuć: miłości i nienawiści.
Powieść przybiera formę pamiętnika, głównie ze względu na sposób narracji ukształtowanej przez autorkę. Narrator przedstawia historię z perspektywy Ahmada, co wzmacnia jej subiektywizm i sprawia, że czytelnik poznaje świat jego oczami, śledzi jego losy. Ogromnym walorem Drzewa migdałowego jest zastosowanie przez Corasanti psychologizacji bohatera. Jego zachowania są poddawane głębszej analizie, dzięki czemu postać dzieli się z czytelnikiem własnymi doznaniami, przemyśleniami i sekretami. Świat Ahmada staje się jednocześnie naszym światem, co sprawia, że jesteśmy nie tylko obserwatorami, ale również uczestnikami przedstawionych wydarzeń. Poruszająca jest kwestia wyalienowania bohatera. Jego pochodzenie sprawia, że staje się on kimś gorszym, bo innym… Bycie Arabem staje się powodem do nienawiści. Bohater zostaje więc wystawiony na ogromną i ciężką próbę, próbę przetrwania i bycia sobą mimo wielu przeszkód napotykanych na własnej życiowej drodze.
Autorka nie oszczędziła powieści również swego rodzaju brutalności. Nie ukryła przed czytelnikiem obrazów głodu, nienawiści, śmierci… Zabieg ten ma na celu uświadomienie nam, z jakimi problemami zmagali się ludzie tacy sami jak my, ale żyjący w kraju, w którym wolność jest jedynie marzeniem. 
Fabuła powieści jest niezwykle złożona, staje się wielowymiarowym obrazem palestyńskiej rzeczywistości. Postacie nie wydają się jednolite, wręcz przeciwnie – autorka zestawiła je na zasadzie kontrastu, mając na celu uwypuklenie ich cech. Przyjrzyjmy się Ahmadowi i jego bratu – Abbasowi. Pierwszy chce zapewnić rodzinie lepszą przyszłość dzięki stypendium, które udaje mu się uzyskać, ten drugi z kolei pała żądzą zemsty do Izraelczyków. 
Akcja nabiera tempa wraz z pierwszą stroną powieści. Ta rozpoczyna się bowiem od dramatycznego zdarzenia, które znacznie wpływa na stan psychiczny bohatera – śmierci jego siostry. To wydarzenie staje się punktem wyjścia do kolejnych. Od tego momentu Ahmad z chłopca staje się mężczyzną. 
Wojna zmusza do dorosłości. Taka jest wszechobecna prawda zawarta w tej opowieści. Dzieciństwo Ahmada zostaje zrujnowane, wkracza w nie okrucieństwo wojny, śmierć, konieczność poczucia odpowiedzialności za życie nie tylko własne, ale i całej rodziny. Rozpoczyna się walka o byt. Całe życie Ahmada i jego rodziny zostaje postawione na szali. 
Wreszcie niesamowicie urzekająca jest symbolika powieści. Tytułowe drzewo migdałowe to nie tylko obiekt, można rzec – bohater, jak każdy inny. Wokół niego obraca się całe życie chłopca. To ono staje się jego schronieniem, przyjacielem, któremu może powierzyć największe sekrety, a jego owoce – pożywieniem w sytuacji wszechogarniającego głodu i kryzysu. Owoc migdałowca to symbol cierpliwości w pokonywaniu trudów codzienności.
Podsumowując, Drzewo migdałowe to publikacja skłaniająca do refleksji nad własnym życiem. Ta prosta historia potrafi zmienić spojrzenie każdego człowieka na życie. Pozostawia po sobie przesłanie trafiające w serca czytelników: życie to największy dar i należy o nie walczyć za wszelką cenę. Powieść ta ukazuje również ogromną wagę miłości i przyjaźni – wartości, które należy pielęgnować, gdyż są ponadczasowe i nie przemijają, bez względu na panującą sytuację. Pozostają po prostu wieczne.
Cieszmy się z tego, że żyjemy w czasach pokoju. Cieszmy się wolnością. Niestety nie wszyscy mogą jej zaznać tak jak my.

Nie możesz cofnąć czasu i zacząć wszystkiego od nowa, ale możesz od tej chwili tworzyć nowe zakończenie.

Poczujcie zapach kawy…

Nadszedł czas ogłoszenia wyników konkursu kawowego, dlatego wyczulcie zmysły i poczujcie zapach pierwszej kawy o poranku!

Miło nam poinformować, że zwycięzcami konkursu (i tym samym szczęśliwymi posiadaczami niezwykłej książki) są…

Zakochana Księżniczka

Anastazja B.


oraz

Wiktoria Makowska.
Gratulujemy!

Zwyciężczynie niedługo otrzymają od nas maile potwierdzające wygraną w konkursie. 

Dziękujemy wszystkim uczestnikom. Mamy nadzieję, że podobają Wam się nasze inicjatywy i będziecie nas odwiedzać z przyjemnością 🙂

Ściskamy gorąco!

Językowe obserwacje cz. II

źródło
Witamy w kolejnym artykule z serii Językowe obserwacje. Dzisiaj przyjrzymy się dokładniej konkretnym błędom językowym czyhającym na nas z różnych zakątków. Jak dobrze wiemy, jest ich sporo; większość z nich wynika ze stereotypów (jak mówią inni, tak mówię ja). Wśród najpospolitszych błędów znajdują się pleonazmy i tautologie. Czym są i czym się różnią?

Zapraszamy do lektury! 

 Pleonazm a tautologia – rozróżnienie

Zacznijmy od pleonazmu.
Pod tą niecodzienną nazwą kryje się swojskie masło maślane, czyli po prostu
wyrażenie, którego pierwsza część wyraża dokładnie to samo co
druga. Słowo pochodzi od greckiego pleonasmos
(nadmiar) i oznacza właśnie niepotrzebny naddatek informacji.
Zasadę działania pleonazmów łatwo
zrozumieć, przykładowo:
–  cofać się do tyłu – cofanie samo w sobie oznacza posuwanie się do
tyłu
–  fakt autentyczny – fakt nieautentyczny nie byłby faktem
–  błędna pomyłka – pomyłka z zasady jest błędna.
Nietrudno usłyszeć pleonazmy w
życiu codziennym, ale co jest tego przyczyną? Jak w przypadku większości błędów
językowych, działa tu zasada: przecież inni
tak mówią
, czyli ustawiczne powtarzanie zasłyszanych informacji. Czasami
przeszkadza po prostu niewiedza – sporo osób nie ma zielonego pojęcia, że akwen to zbiornik z wodą i nie trzeba
dodawać do niego epitetu wodny
Przejdźmy do tautologii, której podobieństwo do pleonazmu jest rażące. Zwrócimy jednak uwagę na kwestię, która pozwala odróżnić te dwa rodzaje błędów. 
Tautologia to taka konstrukcja językowa, w której poszczególne części powtarzają swoje znaczenie. 
Pospolitymi przykładami tautologii pozostają niezmiennie:
– poprawa i polepszenie – poprawa oznacza to samo co polepszenie
– geneza i pochodzenie – geneza sama w sobie obrazuje pochodzenie czegoś
(UWAGA) – ale jednak – zarówno ale, jak i jednak wprowadzają zdanie przeciwstawne
– i jeszcze w dodatku – i jeszcze oraz w dodatku mają to samo znaczenie, są to jedynie konstrukcje inaczej wyrażone.
Porównajmy:
w przypadku pleonazmu wyróżniamy część nadrzędną i podrzędną (jedna określa drugą), natomiast w przypadku tautologii obie części pozostają współrzędne. Ponadto tautologia może zawierać całe zdania lub dłuższe wypowiedzi (jest to tzw. powtarzanie się).

Inwencja twórcza a pleonazm
Często zdarza się i tak, że ktoś celowo używa pleonazmu, by podkreślić znaczenie pewnej kwestii. Wówczas pleonazm służy podkreśleniu funkcji artystycznej czy użyciu ironii. 
Przykład? 
Wsłuchajmy się w reklamę środka na komary Raid. Jaki jest jej finał?
(…) zabija komary na śmierć.
Popełnienie błędu w tej reklamie jest całkowicie uzasadnione. Ma ona podkreślać działanie owego środka i tym samym skłonić ludzi do kupna. 
Złoty środek
Warto również wspomnieć o zjawisku, w którym dwa wyrażenia (lub więcej) łączą się. Nazywamy je kontaminacją
Ile razy zdarzyło wam się użyć tak pospolitego już w każdym bądź razie? Zapewne sporo. A czy zdawaliście sobie sprawę z tego, że jest to błąd? Nie, bo każdy tak mówi. Otóż nie każdy. Tymi wyjątkami są językoznawcy, poloniści i osoby, które interesują się gramatyką języka polskiego. Jak dobrze wiemy, wyjątek potwierdza regułę, toteż w każdym bądź razie należy uznawać za wyrażenie niepoprawne. Zderzyły się dwie formy: w każdym razie oraz bądź co bądź, i powstała ww. kontaminacja.
Przykładem kontaminacji jest również wywrzeć piętno – wynikające z braku rozróżnienia form odcisnąć piętno i wywrzeć nacisk.
Kontaminacja może dotyczyć całych zdań, np. Gdzie kucharek sześć, tam trzeci korzysta a Gdzie dwóch się bije, tam nie ma co jeść, oraz grup głoskowych czy sylab: guje żumę. 
Kontaminacja, podobnie jak pleonazm, może posłużyć jako celowe popełnienie błędu – wówczas wzbogaca zdanie o podteksty i niuanse. 
Podsumowując, istnieje wiele wyjaśnień, które umożliwiają nam zrozumienie, dlaczego w naszym ojczystym języku aż roi się od pleonazmów i tautologii. Często nie zdajemy sobie sprawy, że popełniamy błąd, np. w pośpiechu. Osobami, z ust których najczęściej słyszymy takie kwiatki, są dziennikarze, dla których przekazanie komunikatu jest ważniejsze od poprawności językowej. I mamy odpowiedź na pytanie, dlaczego właśnie w mediach roi się od błędów. 
W kolejnym artykule z cyklu Językowe obserwacje skupimy się na porównaniu gwary i dialektu. Zapowiada się ciekawie? Odwiedźcie nas więc za dwa tygodnie!

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Czytaj pierwszy!

Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia