Poczujcie zapach kawy…

Nadszedł czas ogłoszenia wyników konkursu kawowego, dlatego wyczulcie zmysły i poczujcie zapach pierwszej kawy o poranku!

Miło nam poinformować, że zwycięzcami konkursu (i tym samym szczęśliwymi posiadaczami niezwykłej książki) są…

Zakochana Księżniczka

Anastazja B.


oraz

Wiktoria Makowska.
Gratulujemy!

Zwyciężczynie niedługo otrzymają od nas maile potwierdzające wygraną w konkursie. 

Dziękujemy wszystkim uczestnikom. Mamy nadzieję, że podobają Wam się nasze inicjatywy i będziecie nas odwiedzać z przyjemnością 🙂

Ściskamy gorąco!

Językowe obserwacje cz. II

źródło
Witamy w kolejnym artykule z serii Językowe obserwacje. Dzisiaj przyjrzymy się dokładniej konkretnym błędom językowym czyhającym na nas z różnych zakątków. Jak dobrze wiemy, jest ich sporo; większość z nich wynika ze stereotypów (jak mówią inni, tak mówię ja). Wśród najpospolitszych błędów znajdują się pleonazmy i tautologie. Czym są i czym się różnią?

Zapraszamy do lektury! 

 Pleonazm a tautologia – rozróżnienie

Zacznijmy od pleonazmu.
Pod tą niecodzienną nazwą kryje się swojskie masło maślane, czyli po prostu
wyrażenie, którego pierwsza część wyraża dokładnie to samo co
druga. Słowo pochodzi od greckiego pleonasmos
(nadmiar) i oznacza właśnie niepotrzebny naddatek informacji.
Zasadę działania pleonazmów łatwo
zrozumieć, przykładowo:
–  cofać się do tyłu – cofanie samo w sobie oznacza posuwanie się do
tyłu
–  fakt autentyczny – fakt nieautentyczny nie byłby faktem
–  błędna pomyłka – pomyłka z zasady jest błędna.
Nietrudno usłyszeć pleonazmy w
życiu codziennym, ale co jest tego przyczyną? Jak w przypadku większości błędów
językowych, działa tu zasada: przecież inni
tak mówią
, czyli ustawiczne powtarzanie zasłyszanych informacji. Czasami
przeszkadza po prostu niewiedza – sporo osób nie ma zielonego pojęcia, że akwen to zbiornik z wodą i nie trzeba
dodawać do niego epitetu wodny
Przejdźmy do tautologii, której podobieństwo do pleonazmu jest rażące. Zwrócimy jednak uwagę na kwestię, która pozwala odróżnić te dwa rodzaje błędów. 
Tautologia to taka konstrukcja językowa, w której poszczególne części powtarzają swoje znaczenie. 
Pospolitymi przykładami tautologii pozostają niezmiennie:
– poprawa i polepszenie – poprawa oznacza to samo co polepszenie
– geneza i pochodzenie – geneza sama w sobie obrazuje pochodzenie czegoś
(UWAGA) – ale jednak – zarówno ale, jak i jednak wprowadzają zdanie przeciwstawne
– i jeszcze w dodatku – i jeszcze oraz w dodatku mają to samo znaczenie, są to jedynie konstrukcje inaczej wyrażone.
Porównajmy:
w przypadku pleonazmu wyróżniamy część nadrzędną i podrzędną (jedna określa drugą), natomiast w przypadku tautologii obie części pozostają współrzędne. Ponadto tautologia może zawierać całe zdania lub dłuższe wypowiedzi (jest to tzw. powtarzanie się).

Inwencja twórcza a pleonazm
Często zdarza się i tak, że ktoś celowo używa pleonazmu, by podkreślić znaczenie pewnej kwestii. Wówczas pleonazm służy podkreśleniu funkcji artystycznej czy użyciu ironii. 
Przykład? 
Wsłuchajmy się w reklamę środka na komary Raid. Jaki jest jej finał?
(…) zabija komary na śmierć.
Popełnienie błędu w tej reklamie jest całkowicie uzasadnione. Ma ona podkreślać działanie owego środka i tym samym skłonić ludzi do kupna. 
Złoty środek
Warto również wspomnieć o zjawisku, w którym dwa wyrażenia (lub więcej) łączą się. Nazywamy je kontaminacją
Ile razy zdarzyło wam się użyć tak pospolitego już w każdym bądź razie? Zapewne sporo. A czy zdawaliście sobie sprawę z tego, że jest to błąd? Nie, bo każdy tak mówi. Otóż nie każdy. Tymi wyjątkami są językoznawcy, poloniści i osoby, które interesują się gramatyką języka polskiego. Jak dobrze wiemy, wyjątek potwierdza regułę, toteż w każdym bądź razie należy uznawać za wyrażenie niepoprawne. Zderzyły się dwie formy: w każdym razie oraz bądź co bądź, i powstała ww. kontaminacja.
Przykładem kontaminacji jest również wywrzeć piętno – wynikające z braku rozróżnienia form odcisnąć piętno i wywrzeć nacisk.
Kontaminacja może dotyczyć całych zdań, np. Gdzie kucharek sześć, tam trzeci korzysta a Gdzie dwóch się bije, tam nie ma co jeść, oraz grup głoskowych czy sylab: guje żumę. 
Kontaminacja, podobnie jak pleonazm, może posłużyć jako celowe popełnienie błędu – wówczas wzbogaca zdanie o podteksty i niuanse. 
Podsumowując, istnieje wiele wyjaśnień, które umożliwiają nam zrozumienie, dlaczego w naszym ojczystym języku aż roi się od pleonazmów i tautologii. Często nie zdajemy sobie sprawy, że popełniamy błąd, np. w pośpiechu. Osobami, z ust których najczęściej słyszymy takie kwiatki, są dziennikarze, dla których przekazanie komunikatu jest ważniejsze od poprawności językowej. I mamy odpowiedź na pytanie, dlaczego właśnie w mediach roi się od błędów. 
W kolejnym artykule z cyklu Językowe obserwacje skupimy się na porównaniu gwary i dialektu. Zapowiada się ciekawie? Odwiedźcie nas więc za dwa tygodnie!

¿Español? Sí, gracias

źródło
Co nowego w Hiszpanii? 
Chcielibyście znać odpowiedź na to proste pytanie, ale niestety nie potraficie?
Wakacje trwają w pełni, ale Hiszpania wielu z nas wydaje się zbyt odległa… Możecie poznać ją, siedząc na kanapie we własnym domu!

Obiecałam wam, że niedługo zrecenzuję kolejny magazyn wydawnictwa Colorful Media. Właśnie dotrzymuję słowa! Przed wami „¿Español? Sí, gracias”!
Na wstępie chciałabym podkreślić, że jestem niezwykle zachwycona tą publikacją i cieszę się, że mogę trzymać ją w swoich rękach, przeglądać oraz czuć zapach jej świeżo wydrukowanych kartek.
Jak wspomniałam przy okazji recenzowania „English Matters”, wydawnictwo Colorful Media poznałam stosunkowo niedawno i chciałabym z tego miejsca serdecznie podziękować bloggerce, dzięki której nastąpiło moje spotkanie z magazynami wydanymi przez nie. Gdyby nie ona, zapewne nie byłabym świadoma, że takowe istnieją. Ale nie ma co gdybać! Jestem wręcz oczarowana tymi, bądź co bądź niezbyt obszernymi, czasopismami.
„¿Español? Sí, gracias” nie jest publikacją przeznaczoną dla każdego; żeby móc zrozumieć treść zawartą w magazynie, należy znać język hiszpański w stopniu przynajmniej średnio zaawansowanym. Pod każdym artykułem znajduje się lista niektórych słówek użytych w nim, które zostały przetłumaczone na polski. Zabieg ten ma na celu wspomaganie nauki. Mimo wszystko osoby, które dopiero zaczynają swoją przygodę z hiszpańskim, muszą niestety poczekać na zamierzone efekty, a wtedy będą mogły z przyjemnością i bez wyrzutów sumienia sięgnąć po ten magazyn.
Ogromnym atutem czasopisma jest bogactwo tematyczne. Podział na konkretne dziedziny sprawia, że czytelnik może poznać wiele zagadnień dotyczących życia w Hiszpanii. Autorzy poruszyli takie tematy, jak historia, kultura, społeczeństwo czy literatura. W gazetce znajdziemy również ciekawostki, opatrzone tytułem Tema especial. W tym numerze kwartalnika zawarto informację dotyczącą hiszpańskiej pisarki i dziennikarki Irene Villi, która napisała swoją kolejną książkę, zatytułowaną Nunca es demasiado tarde, princesa (przykładowe tłumaczenie: Nigdy nie jest za późno, księżniczko). W artykule poruszono różne kwestie związane z jej życiem prywatnym oraz karierą.
Autorzy zawarli w magazynie również wskazówki (wyróżnione kolorem), jak zachować się w banku, które mogą przydać się każdemu, kto planuje wyjazd do Hiszpanii. Korzystając z tych rad, na pewno nie popełni tzw. faux pas
Uważam, że warto również wspomnieć o artykule Frases hechas y refranes para este verano (tłum. Gotowe zwroty i przysłowia na lato). Opisano w nim różnorodne sytuacje, w których znajomość utartych zwrotów jest niezbędna. Dodatkiem do artykułu jest quiz, który każdy czytelnik może wykonać, by sprawdzić efekty swojej nauki języka hiszpańskiego. 
Ponadto w magazynie znajdziemy dodatek podróżniczy (Viajes), dzięki któremu poznamy Park Narodowy Torres del Paine – znajdujący się w Chile. Przede wszystkim dowiemy się, dlaczego jedna ze stron dedykowanych turystyce określiła go jako ósmy cud świata.

Tym optymistycznym akcentem kończę dzisiejszy przegląd „¿Español? Sí, gracias”.

Prywatnie po polsku

źródło
Jerzy Bralczyk jest z całą pewnością jednym z najbardziej znanych językoznawców. Nie jeden raz zachwycił nas swoimi publikacjami; dzięki niemu język polski nie jest już nam obcy. To on potrafi wyłożyć go tak zrozumiale, że wszelkie wątpliwości znikają szybciej, niż się pojawiły… Poznajcie jego język prywatny, równie poprawny jak ten oficjalny.


Cieszę się, że jestem językoznawcą. O czymkolwiek jest rzecz, językoznawca zawsze ma tam miejsce, bo rzecz ta zwykle jest wyrażana słowami (…). Język polski jest moim pierwszym i zapewne będzie ostatnim, a naprawdę jest właściwie moim jedynym językiem. 
Profesor Bralczyk niejednokrotnie uczył nas, jak powinniśmy mówić i pisać poprawnie. Wskazywał najczęstsze błędy przez nas popełniane i sprowadzał nas na drogę do poprawnej polszczyzny – takiej, która powinna wyróżniać nas z tłumu i budować naszą tożsamość. Ludzie z całego świata piszą do niego i pytają, jakich form należy używać, a od jakich stronić.
Nie jest to pierwsza publikacja Profesora, po którą sięgnęłam. Los chciał, że jestem osobą żywo zainteresowaną językiem polskim i wszystkim, co z nim związane. Nie umknie mi żaden błąd – choć nie uważam, że jestem nieomylna. Zresztą, to chyba logiczne dla tych, którzy mnie znają. Bezwzględna polonistka – mówią. I mają rację! Mimo wszystko wolę, żeby mówili bezwzględna korektorka, bo właśnie edytorstwo jest mi pisane, z nim się związałam i będę dążyła do osiągnięcia celu, bez względu na przeciwności losu, które napotkam na swojej drodze. Dlaczego o tym mówię? Właśnie dlatego, żeby wyjaśnić, że gdybym nie wiązała swojej przyszłości z językiem polskim, przeszłabym obok tej książki obojętnie – jak większość. Jednak zatrzymałam się i dopóki nie zagłębiłam się w nią bez pamięci, nie odłożyłam jej na półkę. Teraz może na niej spocząć, ale na pewno nie będzie zbierała kurzu. Od teraz już zawsze będzie zajmowała czołowe miejsce w moim życiu, później – również w moim zawodzie.

Jerzy Bralczyk posługuje się niekonwencjonalnym językiem, a cała jego publikacja nie jest bynajmniej utrzymana w stylu oficjalnym. Jak sam tytuł wskazuje – Profesor prezentuje nam swój język prywatny – taki, którego używa na co dzień, nieważne gdzie. Mój język prywatny jest naprawdę doskonałą publikacją. Można by rzec – biografią. Zresztą sam Profesor nazwał ją słownikiem autobiograficznym, dlatego nie powinno nas dziwić tak niezwykłe podobieństwo form.
Dodatkowym atutem publikacji jest wstęp, w którym zawarta jest typowa biografia profesora Jerzego Bralczyka. Pisze o sobie, o tym, jakim człowiekiem był, a jakim jest teraz. Przedstawia nam samego siebie, tak abyśmy mogli go poznać, zanim wyruszymy w podróż ze słowami. 
Ta książka ma układ słownikowy, alfabetyczny. Każde słowo jest tam, gdzie jego miejsce. A do słów dodaję kilka rzeczy. Jakąś myśl osobistą, wspomnienie własne, cytat czy coś innego – to po pierwsze. Po drugie – coś w rodzaju felietonu.
Słownik autobiograficzny jest swobodny i niezwykle przyjazny dla czytelnika, który sukcesywnie poznaje słowa analizowane przez Profesora. Jerzy Bralczyk wykazał się ogromną starannością i rzetelnością w tworzeniu tego słownika. Nie brakuje w nim humorystycznych życiowych historyjek oraz dokładnych wyjaśnień, dzięki którym bez problemu możemy zrozumieć, co autor zamierza nam przekazać. Droga przez słowa jest wyjątkowa i oryginalna. Do tej pory nie trzymałam w rękach takiej publikacji – prostej, ale rzeczowej, przeznaczonej dla każdego – zarówno dla zaangażowanego językowo, jak i tego mniej oczytanego. Jestem pewna, że zdecydowana większość tych, którzy zdecydują się sięgnąć po Mój język prywatny, przyzna mi rację. Ci, którzy wciąż nie czują się zachęceni i przekonani do tej książki, być może w przyszłości wrócą do niej, a jeśli nie – nic nie szkodzi – nauka o języku polskim nie jest dla wszystkich. 
Doskonale wiemy, że są ludzie, którzy jedynie mówią w naszym ojczystym języku, nie dociekając, czy wyrażają się poprawnie, czy też nie. W każdym bądź razie i Tu pisze na pewno nie zniknie z naszej polszczyzny. W pewien sposób będziemy się cofać do tyłu, ale przynajmniej osiągniemy satysfakcję, że staramy się to zmieniać – a profesor Bralczyk (oraz inni językoznawcy, pokłon w ich stronę) nam w tym pomoże!
Cenię sobie profesora Bralczyka właśnie dlatego, że wykazuje się tolerancją wobec zmian w polszczyźnie. Nie skreśla tych, którzy popełniają błędy, wychodząc z założenia, że nie każdy jest językoznawcą – jak on – a poza tym – na błędach każdy z nas się uczy. Dlaczego więc mamy rezygnować z tak przydatnej nauki?
Jak już wspomniałam, ta publikacja na zawsze pozostanie bliska mojemu sercu, chociażby dlatego, że jest otwarta, przejrzysta i porusza zagadnienia, które większości wydają się oczywiste, podczas gdy bynajmniej takie nie są.

Stuletnia gospoda z lokatorem do wynajęcia w parze

Kochani, 

nie próżnujemy. Oprócz redagowania artykułów z cykli redakcyjnych pragniemy również zapewniać wam rozrywkę i sprawiać, by podczas przeglądania naszej strony na waszych twarzach coraz częściej pojawiał się uśmiech!

We współpracy z Wydawnictwem Nasza Księgarnia organizujemy konkurs, w którym do wygrania są nowości takie jak Lokator do wynajęcia oraz Stuletnia Gospoda.
Co zrobić, aby mieć szansę wygrania którejś z tych dwóch książeczek? 
Wystarczy w komentarzu 
  • wpisać tytuł, który was interesuje
  • podać swój adres e-mail 
  • odpowiedzieć na krótkie pytanie

Dlaczego chciałbyś/ chciałabyś otrzymać tę książkę? 

Najciekawsze odpowiedzi zostaną opublikowane po zakończeniu konkursu. 
UWAGA!  
Do wygrania jest jeden egzemplarz Lokatora do wynajęcia oraz jeden egzemplarz Stuletniej Gospody.
Czekamy na wasze zgłoszenia od dziś do 12 sierpnia.

Trzymamy kciuki i ściskamy gorąco!
Fundatorem nagród jest Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Dziękujemy!

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Czytaj pierwszy!

Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia