¿Español? Sí, gracias

źródło
Co nowego w Hiszpanii? 
Chcielibyście znać odpowiedź na to proste pytanie, ale niestety nie potraficie?
Wakacje trwają w pełni, ale Hiszpania wielu z nas wydaje się zbyt odległa… Możecie poznać ją, siedząc na kanapie we własnym domu!

Obiecałam wam, że niedługo zrecenzuję kolejny magazyn wydawnictwa Colorful Media. Właśnie dotrzymuję słowa! Przed wami „¿Español? Sí, gracias”!
Na wstępie chciałabym podkreślić, że jestem niezwykle zachwycona tą publikacją i cieszę się, że mogę trzymać ją w swoich rękach, przeglądać oraz czuć zapach jej świeżo wydrukowanych kartek.
Jak wspomniałam przy okazji recenzowania „English Matters”, wydawnictwo Colorful Media poznałam stosunkowo niedawno i chciałabym z tego miejsca serdecznie podziękować bloggerce, dzięki której nastąpiło moje spotkanie z magazynami wydanymi przez nie. Gdyby nie ona, zapewne nie byłabym świadoma, że takowe istnieją. Ale nie ma co gdybać! Jestem wręcz oczarowana tymi, bądź co bądź niezbyt obszernymi, czasopismami.
„¿Español? Sí, gracias” nie jest publikacją przeznaczoną dla każdego; żeby móc zrozumieć treść zawartą w magazynie, należy znać język hiszpański w stopniu przynajmniej średnio zaawansowanym. Pod każdym artykułem znajduje się lista niektórych słówek użytych w nim, które zostały przetłumaczone na polski. Zabieg ten ma na celu wspomaganie nauki. Mimo wszystko osoby, które dopiero zaczynają swoją przygodę z hiszpańskim, muszą niestety poczekać na zamierzone efekty, a wtedy będą mogły z przyjemnością i bez wyrzutów sumienia sięgnąć po ten magazyn.
Ogromnym atutem czasopisma jest bogactwo tematyczne. Podział na konkretne dziedziny sprawia, że czytelnik może poznać wiele zagadnień dotyczących życia w Hiszpanii. Autorzy poruszyli takie tematy, jak historia, kultura, społeczeństwo czy literatura. W gazetce znajdziemy również ciekawostki, opatrzone tytułem Tema especial. W tym numerze kwartalnika zawarto informację dotyczącą hiszpańskiej pisarki i dziennikarki Irene Villi, która napisała swoją kolejną książkę, zatytułowaną Nunca es demasiado tarde, princesa (przykładowe tłumaczenie: Nigdy nie jest za późno, księżniczko). W artykule poruszono różne kwestie związane z jej życiem prywatnym oraz karierą.
Autorzy zawarli w magazynie również wskazówki (wyróżnione kolorem), jak zachować się w banku, które mogą przydać się każdemu, kto planuje wyjazd do Hiszpanii. Korzystając z tych rad, na pewno nie popełni tzw. faux pas
Uważam, że warto również wspomnieć o artykule Frases hechas y refranes para este verano (tłum. Gotowe zwroty i przysłowia na lato). Opisano w nim różnorodne sytuacje, w których znajomość utartych zwrotów jest niezbędna. Dodatkiem do artykułu jest quiz, który każdy czytelnik może wykonać, by sprawdzić efekty swojej nauki języka hiszpańskiego. 
Ponadto w magazynie znajdziemy dodatek podróżniczy (Viajes), dzięki któremu poznamy Park Narodowy Torres del Paine – znajdujący się w Chile. Przede wszystkim dowiemy się, dlaczego jedna ze stron dedykowanych turystyce określiła go jako ósmy cud świata.

Tym optymistycznym akcentem kończę dzisiejszy przegląd „¿Español? Sí, gracias”.

Prywatnie po polsku

źródło
Jerzy Bralczyk jest z całą pewnością jednym z najbardziej znanych językoznawców. Nie jeden raz zachwycił nas swoimi publikacjami; dzięki niemu język polski nie jest już nam obcy. To on potrafi wyłożyć go tak zrozumiale, że wszelkie wątpliwości znikają szybciej, niż się pojawiły… Poznajcie jego język prywatny, równie poprawny jak ten oficjalny.


Cieszę się, że jestem językoznawcą. O czymkolwiek jest rzecz, językoznawca zawsze ma tam miejsce, bo rzecz ta zwykle jest wyrażana słowami (…). Język polski jest moim pierwszym i zapewne będzie ostatnim, a naprawdę jest właściwie moim jedynym językiem. 
Profesor Bralczyk niejednokrotnie uczył nas, jak powinniśmy mówić i pisać poprawnie. Wskazywał najczęstsze błędy przez nas popełniane i sprowadzał nas na drogę do poprawnej polszczyzny – takiej, która powinna wyróżniać nas z tłumu i budować naszą tożsamość. Ludzie z całego świata piszą do niego i pytają, jakich form należy używać, a od jakich stronić.
Nie jest to pierwsza publikacja Profesora, po którą sięgnęłam. Los chciał, że jestem osobą żywo zainteresowaną językiem polskim i wszystkim, co z nim związane. Nie umknie mi żaden błąd – choć nie uważam, że jestem nieomylna. Zresztą, to chyba logiczne dla tych, którzy mnie znają. Bezwzględna polonistka – mówią. I mają rację! Mimo wszystko wolę, żeby mówili bezwzględna korektorka, bo właśnie edytorstwo jest mi pisane, z nim się związałam i będę dążyła do osiągnięcia celu, bez względu na przeciwności losu, które napotkam na swojej drodze. Dlaczego o tym mówię? Właśnie dlatego, żeby wyjaśnić, że gdybym nie wiązała swojej przyszłości z językiem polskim, przeszłabym obok tej książki obojętnie – jak większość. Jednak zatrzymałam się i dopóki nie zagłębiłam się w nią bez pamięci, nie odłożyłam jej na półkę. Teraz może na niej spocząć, ale na pewno nie będzie zbierała kurzu. Od teraz już zawsze będzie zajmowała czołowe miejsce w moim życiu, później – również w moim zawodzie.

Jerzy Bralczyk posługuje się niekonwencjonalnym językiem, a cała jego publikacja nie jest bynajmniej utrzymana w stylu oficjalnym. Jak sam tytuł wskazuje – Profesor prezentuje nam swój język prywatny – taki, którego używa na co dzień, nieważne gdzie. Mój język prywatny jest naprawdę doskonałą publikacją. Można by rzec – biografią. Zresztą sam Profesor nazwał ją słownikiem autobiograficznym, dlatego nie powinno nas dziwić tak niezwykłe podobieństwo form.
Dodatkowym atutem publikacji jest wstęp, w którym zawarta jest typowa biografia profesora Jerzego Bralczyka. Pisze o sobie, o tym, jakim człowiekiem był, a jakim jest teraz. Przedstawia nam samego siebie, tak abyśmy mogli go poznać, zanim wyruszymy w podróż ze słowami. 
Ta książka ma układ słownikowy, alfabetyczny. Każde słowo jest tam, gdzie jego miejsce. A do słów dodaję kilka rzeczy. Jakąś myśl osobistą, wspomnienie własne, cytat czy coś innego – to po pierwsze. Po drugie – coś w rodzaju felietonu.
Słownik autobiograficzny jest swobodny i niezwykle przyjazny dla czytelnika, który sukcesywnie poznaje słowa analizowane przez Profesora. Jerzy Bralczyk wykazał się ogromną starannością i rzetelnością w tworzeniu tego słownika. Nie brakuje w nim humorystycznych życiowych historyjek oraz dokładnych wyjaśnień, dzięki którym bez problemu możemy zrozumieć, co autor zamierza nam przekazać. Droga przez słowa jest wyjątkowa i oryginalna. Do tej pory nie trzymałam w rękach takiej publikacji – prostej, ale rzeczowej, przeznaczonej dla każdego – zarówno dla zaangażowanego językowo, jak i tego mniej oczytanego. Jestem pewna, że zdecydowana większość tych, którzy zdecydują się sięgnąć po Mój język prywatny, przyzna mi rację. Ci, którzy wciąż nie czują się zachęceni i przekonani do tej książki, być może w przyszłości wrócą do niej, a jeśli nie – nic nie szkodzi – nauka o języku polskim nie jest dla wszystkich. 
Doskonale wiemy, że są ludzie, którzy jedynie mówią w naszym ojczystym języku, nie dociekając, czy wyrażają się poprawnie, czy też nie. W każdym bądź razie i Tu pisze na pewno nie zniknie z naszej polszczyzny. W pewien sposób będziemy się cofać do tyłu, ale przynajmniej osiągniemy satysfakcję, że staramy się to zmieniać – a profesor Bralczyk (oraz inni językoznawcy, pokłon w ich stronę) nam w tym pomoże!
Cenię sobie profesora Bralczyka właśnie dlatego, że wykazuje się tolerancją wobec zmian w polszczyźnie. Nie skreśla tych, którzy popełniają błędy, wychodząc z założenia, że nie każdy jest językoznawcą – jak on – a poza tym – na błędach każdy z nas się uczy. Dlaczego więc mamy rezygnować z tak przydatnej nauki?
Jak już wspomniałam, ta publikacja na zawsze pozostanie bliska mojemu sercu, chociażby dlatego, że jest otwarta, przejrzysta i porusza zagadnienia, które większości wydają się oczywiste, podczas gdy bynajmniej takie nie są.

Stuletnia gospoda z lokatorem do wynajęcia w parze

Kochani, 

nie próżnujemy. Oprócz redagowania artykułów z cykli redakcyjnych pragniemy również zapewniać wam rozrywkę i sprawiać, by podczas przeglądania naszej strony na waszych twarzach coraz częściej pojawiał się uśmiech!

We współpracy z Wydawnictwem Nasza Księgarnia organizujemy konkurs, w którym do wygrania są nowości takie jak Lokator do wynajęcia oraz Stuletnia Gospoda.
Co zrobić, aby mieć szansę wygrania którejś z tych dwóch książeczek? 
Wystarczy w komentarzu 
  • wpisać tytuł, który was interesuje
  • podać swój adres e-mail 
  • odpowiedzieć na krótkie pytanie

Dlaczego chciałbyś/ chciałabyś otrzymać tę książkę? 

Najciekawsze odpowiedzi zostaną opublikowane po zakończeniu konkursu. 
UWAGA!  
Do wygrania jest jeden egzemplarz Lokatora do wynajęcia oraz jeden egzemplarz Stuletniej Gospody.
Czekamy na wasze zgłoszenia od dziś do 12 sierpnia.

Trzymamy kciuki i ściskamy gorąco!
Fundatorem nagród jest Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Dziękujemy!

Co kryje się pod maską?

źródło
Powstało
już wiele publikacji, które prezentują postać błazna na przełomie epok
literackich, ale wciąż nie wyczerpano tematu błazeństwa. Ten wątek ponownie postanowiła
podjąć Monika Sznajderman w swoim dziele pt. Błazen. Maski i metafory.
Jako że pasjonuje mnie historia literatury i różnorodne jej interpretacje,
postanowiłam przekonać się, jakie kwestie poruszyła autorka w tej obszernej
publikacji.

Moja
książka (…) jest szukaniem śladów, pogłosów i powidoków błazeńskiej mitologii
w nieoczywistych kontekstach dawnej i współczesnej kultury; tropieniem masek i
metafor błazna w filozofii, literaturze, sztuce, myśleniu potocznym wreszcie.
Tak autorka
tłumaczy tę publikację. I rzeczywiście to prawda. Błazen. Maski i metafory
to nie powielanie wzorców, wykorzystywanie tego, co w literaturze już
zaistniało – a tytuły takich publikacji można by wymieniać bez końca. Jest
jedynie krótkim wyjaśnieniem tego, co było, i interpretacją tego, co ówczesnym
twórców wydawało się być może zbyt skomplikowane, a jednak niesamowicie
ciekawe. Sznajderman nie porusza kwestii oczywistych, ale porównuje, analizuje
i rozkłada na czynniki pierwsze to, co bynajmniej nie wydaje się do końca jasne, a
powinno być, ponieważ filozofia, literatura i sztuka to dziedziny wymagające
ścisłości. Niektórym może wydawać się, że filozofia nie jest uporządkowana…
Owszem –  jest przepełniona domysłami i wyolbrzymianiem, ale nie oznacza
to, że nie można jej zrozumieć. Wręcz przeciwnie – trzeba ją zrozumieć, by móc
ją pokochać. Nie bez przyczyny mówimy o niej, że jest umiłowaniem
mądrości. 
Przejdźmy jednak
do literatury i zatrzymajmy się przy niej na dłużej. Jest to bowiem dziedzina
najobszerniejsza i również nie należy do najprostszych. Sznajderman tłumaczy,
że interesują ją tereny dalekie od mainstreamu, pogranicza, margines i opłotki
kultury oraz nieoczywiste na pierwszy rzut oka skojarzenia i konteksty,
Bystroniowe tematy, które jej odradzano, czyli te najciekawsze i
najbardziej inspirujące, socjologiczne, marginalne. Postanowiła więc podjąć się
tak trudnego zadania zinterpretowania świata nie tylko literackiego, ale też naocznego
– przestrzeni sztuki czy filmu – który z kolei interpretuje ten pierwszy,
który trzeba najpierw zrozumieć samodzielnie. Autorka ułatwia zadanie tym,
którzy chcieliby poznać ten świat, ale nie potrafią go okiełznać. Daje wskazówki,
z których powinni korzystać szczególnie ci, którzy mają styczność z literaturą,
gdyż inni mogą nie poradzić sobie z odkrywaniem literackich ścieżek. 
Błazen.
Maski i metafory
ukazuje świat
literacki, filozoficzny i plastyczny od podszewki. Zaprezentowano w nim związki
błazna chociażby z takimi osobami, jak prostytutka czy linoskoczek  –
jako wstęp do głębszych rozważań nad naturą błazna – następnie z Don
Kichotem, starym gringo, a nawet kapłanem i artystą (co wielu może wydawać się
nieco absurdalne). Autorka pokazuje, że świat jest różnorodny i co za tym
idzie – różnobarwny, przesiąknięty symboliką i domysłami. 
Nie zamierzam
rozwodzić się nad tematyką Masek i metafor, ponieważ mogłabym na ten
temat mówić i mówić… Pragnę jednak poruszyć kwestię przekazu, który jest
niezwykle ponadczasowy. Błazen to bowiem nie tylko postać, ale przede
wszystkim maska. Maska, którą każdy z nas może przybrać i się za nią ukryć. Nie
jest to bynajmniej takie trudne, jak nam się wydaje. Wręcz przeciwnie – często
dzieje się tak, że zakładamy różnorodne maski, nawet nie mając świadomości, że
to robimy. Sznajderman zestawia różne postacie, stosując kontrast między nimi.
Tłumaczy różnorodne zjawiska tak, aby stawały się jasne, proste i przystępne
dla każdego odbiorcy.
Styl autorki
nie należy do najprostszych, dlatego osoby, które z literaturą nie mają nic
wspólnego
, nie powinny sięgać po tę książkę. Będzie to dla nich 289
stron drogi przez mękę. Błazen. Maski i metafory to natomiast publikacja
obowiązkowa (nie przebieram w słowach) dla tzw. smakoszy literatury czy
osób, które uwielbiają nie tylko fantastykę, ale przede wszystkim filozoficzne
rozważania na temat związków literatury ze sztuką i filozofią, a także filmem.
Autorka posługuje się językiem dość niekonwencjonalnym. Pełno w nim nawiązań i
analogii do wcześniejszych publikacji, ale przede wszystkim – do
twórców i myślicieli (jak w przypadku odniesienia do J. S. Bystronia). 
Sznajderman
stworzyła publikację niemal idealną: dokładną, ale nie przesadną, pełną
metafor, które każdy z nas może odkrywać na swój sposób, indywidualnie. 
Jest to pozycja doskonała zarówno na samotne ponure wieczory, jak i upalne wakacyjne popołudnia.
Leżak i soczek mile widziane. I łączymy przyjemne z pożytecznym!
Podsumowując,
chciałabym zaproponować tę publikację przyszłym filologom – może okazać
się pomocną dłonią przy interpretowaniu i poszukiwaniu związków literackich,
filozoficznych, w końcu – artystycznych. 
 

Ludziom, których się kocha, można wybaczyć wszystko

źródło
Kochać to także umieć się rozstać. Umieć pozwolić komuś odejść, nawet jeśli darzy się go wielkim uczuciem. Miłość jest zaprzeczeniem egoizmu, zaborczości, jest skierowaniem się ku drugiej osobie, jest pragnieniem przede wszystkim jej szczęścia, czasem wbrew własnemu. 
Vincent van Gogh

Sabina jest
osobą niezwykle wrażliwą, co skłania ją ku podjęciu pracy jako przyjaciółki do
wynajęcia. Żyje samotnie, rozmawiając z ludźmi jedynie o ich problemach.
Pewnego razu w parku na drodze staje jej mała Marysia, prosząc, aby ta
namalowała jej słońce… Życie kobiety zaczyna nabierać sensu. Spotkania z
dziewczynką znajdują się na porządku dziennym, aż do momentu, w którym
niespodziewanie pojawia się Maks…
Co
sprawi, że los połączy tych dwoje?
Kim
tak naprawdę jest Marysia?
Na te i inne
pytania odpowiada Namaluj mi słońce Gabrieli Gargaś.
Z przyjemnością
i czystym sumieniem przyznaję, że ta publikacja zachwyciła mnie już od
pierwszych stron. Niezwykły wstęp sprawia, że czytelnik łaknie tej historii i
zagłębia się w nią tak, że odłożenie książki choć na moment może grozić
popadnięciem w skrajną niechęć do zajęcia się czymkolwiek innym jak nie
czytaniem kolejnych rozdziałów. Autorka tak doskonale wprowadza nas w, bądź co
bądź nietypowy, świat miłości, przyjaźni i poznawania samego siebie. Od
początku buduje napięcie, które odczuwamy, przewracając kolejno kartki książki.
Spotkanie Marysi to dla Sabiny dopiero początek wrażeń, jest ich znacznie
więcej… A najwspanialsze jest to, że czytelnik nie może przewidzieć tego, co
się wydarzy; kroczy tymi samymi ścieżkami co główna bohaterka i wraz z nią
poznaje wszystko, co na nią czeka. Historia jest pełna humoru, swobody,
ekscytacji, ale nie brak w niej lęku, rozczarowań, smutku. 

Główni bohaterowie, Sabina i Aleks, zostali zestawieni ze sobą na zasadzie
kontrastu. Ona – wrażliwa i samotna kobieta, on – sprawiający wrażenie
donżuana, egoisty i prostaka. Ale w głębi kryje się coś, co jest w stanie
odkryć tylko Sabina, bo tylko ta kobieta potrafi wniknąć do wnętrza, nie
zważając na pozory. 
W Namaluj mi
słońce
urzekła mnie lekkość, z jaką wyraża się autorka, prowadząc
czytelnika przez powieść. Historia, którą przedstawia, jest prawdziwa i
niezakłamana, a co najważniejsze – bohaterowie nie zostali wyidealizowani, mają
swoje zarówno dobre, jak i złe cechy, i pokazują je na każdym kroku. Gabriela
Gargaś umiejętnie buduje swoją powieścią wyobrażenie o prawdziwym życiu
– nie zawsze kolorowym, nieco skażonym brutalnością, w którym ludzie kryją się
za maskami, nie pokazując nikomu właściwego oblicza. 
Język, którym
posługuje się autorka, jest niezwykle prosty, przystępny dla czytelnika. Pomimo
tego, że powieść została wzbogacona o wiele wątków splecionych ze sobą, całość
nie została zaburzona, a poszczególne historie tworzą logiczną i składną opowieść
o życiu. Autorka udowadnia, że los płata nam figle i nie zawsze jesteśmy w
stanie poradzić sobie z problemami, ale jeśli mamy w sobie choć odrobinę
entuzjazmu i energii, możemy zdziałać cuda. Przekazuje również, że w życiu
najważniejsze jest dawanie, a nie tylko branie. I że człowiekowi można
podarować drugą szansę, jeśli naprawdę się tego pragnie…
Wybaczyć
można wszystko, ale to nie znaczy, że należy wszystko zapomnieć.
Gabriela
Gargaś, za pomocą swojej powieści, uczy nas także, że najważniejsza jest rodzina,
i to o nią należy walczyć za wszelką cenę. W momencie gdy wszystko
przemija, najbliżsi są zawsze przy nas, bez względu na przeciwności losu i to,
jacy jesteśmy. 

Oczywiście powieść można również na swój sposób interpretować. Niezwykłe jest
to, że Sabina i Marysia poznają się w parku, że to właśnie mała dziewczynka
odmieniła życie kobiety… Poeci od zarania dziejów wskazują bowiem, że
ukazanie świata z perspektywy dziecka jest niepowtarzalne i niezwykle
prawdziwe. Dziecko potrafi dostrzec małe, często dla nas nieistotne
rzeczy i stworzyć z nich własny, idealny świat. Być może autorka miała
właśnie na celu przekazanie nam takiej metafory, a być może pojawienie się
Marysi nie nabiera żadnego przenośnego znaczenia. A park? Analogicznie: może to
odniesienie do życia człowieka w harmonii z naturą, a jeśli nie – po prostu
miejsce, jedno z wielu, jak każde inne. To, co autor miał na myśli, jest
wyłącznie jego sekretem. A my, czytelnicy, możemy jedynie snuć domysły. Jedno
jest pewne – historii zawartej w powieści nikt nie zrozumie opacznie. 

Namaluj mi słońce polecam przede wszystkim osobom, które uwielbiają
czasami usiąść i pomarzyć. Ale stop! Powieść nie jest żadnym romansem, który
ukazuje nam przed oczami obraz wyimaginowanej miłości dwojga ludzi. Owszem – i
o miłości w niej przeczytamy, ale przede wszystkim o życiu, o tym, że
szczęście często czeka na nas za rogiem – i to od nas zależy, czy zechcemy po
nie sięgnąć.

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Czytaj pierwszy!

Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia