Stuletnia gospoda z lokatorem do wynajęcia w parze

Kochani, 

nie próżnujemy. Oprócz redagowania artykułów z cykli redakcyjnych pragniemy również zapewniać wam rozrywkę i sprawiać, by podczas przeglądania naszej strony na waszych twarzach coraz częściej pojawiał się uśmiech!

We współpracy z Wydawnictwem Nasza Księgarnia organizujemy konkurs, w którym do wygrania są nowości takie jak Lokator do wynajęcia oraz Stuletnia Gospoda.
Co zrobić, aby mieć szansę wygrania którejś z tych dwóch książeczek? 
Wystarczy w komentarzu 
  • wpisać tytuł, który was interesuje
  • podać swój adres e-mail 
  • odpowiedzieć na krótkie pytanie

Dlaczego chciałbyś/ chciałabyś otrzymać tę książkę? 

Najciekawsze odpowiedzi zostaną opublikowane po zakończeniu konkursu. 
UWAGA!  
Do wygrania jest jeden egzemplarz Lokatora do wynajęcia oraz jeden egzemplarz Stuletniej Gospody.
Czekamy na wasze zgłoszenia od dziś do 12 sierpnia.

Trzymamy kciuki i ściskamy gorąco!
Fundatorem nagród jest Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Dziękujemy!

Co kryje się pod maską?

źródło
Powstało
już wiele publikacji, które prezentują postać błazna na przełomie epok
literackich, ale wciąż nie wyczerpano tematu błazeństwa. Ten wątek ponownie postanowiła
podjąć Monika Sznajderman w swoim dziele pt. Błazen. Maski i metafory.
Jako że pasjonuje mnie historia literatury i różnorodne jej interpretacje,
postanowiłam przekonać się, jakie kwestie poruszyła autorka w tej obszernej
publikacji.

Moja
książka (…) jest szukaniem śladów, pogłosów i powidoków błazeńskiej mitologii
w nieoczywistych kontekstach dawnej i współczesnej kultury; tropieniem masek i
metafor błazna w filozofii, literaturze, sztuce, myśleniu potocznym wreszcie.
Tak autorka
tłumaczy tę publikację. I rzeczywiście to prawda. Błazen. Maski i metafory
to nie powielanie wzorców, wykorzystywanie tego, co w literaturze już
zaistniało – a tytuły takich publikacji można by wymieniać bez końca. Jest
jedynie krótkim wyjaśnieniem tego, co było, i interpretacją tego, co ówczesnym
twórców wydawało się być może zbyt skomplikowane, a jednak niesamowicie
ciekawe. Sznajderman nie porusza kwestii oczywistych, ale porównuje, analizuje
i rozkłada na czynniki pierwsze to, co bynajmniej nie wydaje się do końca jasne, a
powinno być, ponieważ filozofia, literatura i sztuka to dziedziny wymagające
ścisłości. Niektórym może wydawać się, że filozofia nie jest uporządkowana…
Owszem –  jest przepełniona domysłami i wyolbrzymianiem, ale nie oznacza
to, że nie można jej zrozumieć. Wręcz przeciwnie – trzeba ją zrozumieć, by móc
ją pokochać. Nie bez przyczyny mówimy o niej, że jest umiłowaniem
mądrości. 
Przejdźmy jednak
do literatury i zatrzymajmy się przy niej na dłużej. Jest to bowiem dziedzina
najobszerniejsza i również nie należy do najprostszych. Sznajderman tłumaczy,
że interesują ją tereny dalekie od mainstreamu, pogranicza, margines i opłotki
kultury oraz nieoczywiste na pierwszy rzut oka skojarzenia i konteksty,
Bystroniowe tematy, które jej odradzano, czyli te najciekawsze i
najbardziej inspirujące, socjologiczne, marginalne. Postanowiła więc podjąć się
tak trudnego zadania zinterpretowania świata nie tylko literackiego, ale też naocznego
– przestrzeni sztuki czy filmu – który z kolei interpretuje ten pierwszy,
który trzeba najpierw zrozumieć samodzielnie. Autorka ułatwia zadanie tym,
którzy chcieliby poznać ten świat, ale nie potrafią go okiełznać. Daje wskazówki,
z których powinni korzystać szczególnie ci, którzy mają styczność z literaturą,
gdyż inni mogą nie poradzić sobie z odkrywaniem literackich ścieżek. 
Błazen.
Maski i metafory
ukazuje świat
literacki, filozoficzny i plastyczny od podszewki. Zaprezentowano w nim związki
błazna chociażby z takimi osobami, jak prostytutka czy linoskoczek  –
jako wstęp do głębszych rozważań nad naturą błazna – następnie z Don
Kichotem, starym gringo, a nawet kapłanem i artystą (co wielu może wydawać się
nieco absurdalne). Autorka pokazuje, że świat jest różnorodny i co za tym
idzie – różnobarwny, przesiąknięty symboliką i domysłami. 
Nie zamierzam
rozwodzić się nad tematyką Masek i metafor, ponieważ mogłabym na ten
temat mówić i mówić… Pragnę jednak poruszyć kwestię przekazu, który jest
niezwykle ponadczasowy. Błazen to bowiem nie tylko postać, ale przede
wszystkim maska. Maska, którą każdy z nas może przybrać i się za nią ukryć. Nie
jest to bynajmniej takie trudne, jak nam się wydaje. Wręcz przeciwnie – często
dzieje się tak, że zakładamy różnorodne maski, nawet nie mając świadomości, że
to robimy. Sznajderman zestawia różne postacie, stosując kontrast między nimi.
Tłumaczy różnorodne zjawiska tak, aby stawały się jasne, proste i przystępne
dla każdego odbiorcy.
Styl autorki
nie należy do najprostszych, dlatego osoby, które z literaturą nie mają nic
wspólnego
, nie powinny sięgać po tę książkę. Będzie to dla nich 289
stron drogi przez mękę. Błazen. Maski i metafory to natomiast publikacja
obowiązkowa (nie przebieram w słowach) dla tzw. smakoszy literatury czy
osób, które uwielbiają nie tylko fantastykę, ale przede wszystkim filozoficzne
rozważania na temat związków literatury ze sztuką i filozofią, a także filmem.
Autorka posługuje się językiem dość niekonwencjonalnym. Pełno w nim nawiązań i
analogii do wcześniejszych publikacji, ale przede wszystkim – do
twórców i myślicieli (jak w przypadku odniesienia do J. S. Bystronia). 
Sznajderman
stworzyła publikację niemal idealną: dokładną, ale nie przesadną, pełną
metafor, które każdy z nas może odkrywać na swój sposób, indywidualnie. 
Jest to pozycja doskonała zarówno na samotne ponure wieczory, jak i upalne wakacyjne popołudnia.
Leżak i soczek mile widziane. I łączymy przyjemne z pożytecznym!
Podsumowując,
chciałabym zaproponować tę publikację przyszłym filologom – może okazać
się pomocną dłonią przy interpretowaniu i poszukiwaniu związków literackich,
filozoficznych, w końcu – artystycznych. 
 

Ludziom, których się kocha, można wybaczyć wszystko

źródło
Kochać to także umieć się rozstać. Umieć pozwolić komuś odejść, nawet jeśli darzy się go wielkim uczuciem. Miłość jest zaprzeczeniem egoizmu, zaborczości, jest skierowaniem się ku drugiej osobie, jest pragnieniem przede wszystkim jej szczęścia, czasem wbrew własnemu. 
Vincent van Gogh

Sabina jest
osobą niezwykle wrażliwą, co skłania ją ku podjęciu pracy jako przyjaciółki do
wynajęcia. Żyje samotnie, rozmawiając z ludźmi jedynie o ich problemach.
Pewnego razu w parku na drodze staje jej mała Marysia, prosząc, aby ta
namalowała jej słońce… Życie kobiety zaczyna nabierać sensu. Spotkania z
dziewczynką znajdują się na porządku dziennym, aż do momentu, w którym
niespodziewanie pojawia się Maks…
Co
sprawi, że los połączy tych dwoje?
Kim
tak naprawdę jest Marysia?
Na te i inne
pytania odpowiada Namaluj mi słońce Gabrieli Gargaś.
Z przyjemnością
i czystym sumieniem przyznaję, że ta publikacja zachwyciła mnie już od
pierwszych stron. Niezwykły wstęp sprawia, że czytelnik łaknie tej historii i
zagłębia się w nią tak, że odłożenie książki choć na moment może grozić
popadnięciem w skrajną niechęć do zajęcia się czymkolwiek innym jak nie
czytaniem kolejnych rozdziałów. Autorka tak doskonale wprowadza nas w, bądź co
bądź nietypowy, świat miłości, przyjaźni i poznawania samego siebie. Od
początku buduje napięcie, które odczuwamy, przewracając kolejno kartki książki.
Spotkanie Marysi to dla Sabiny dopiero początek wrażeń, jest ich znacznie
więcej… A najwspanialsze jest to, że czytelnik nie może przewidzieć tego, co
się wydarzy; kroczy tymi samymi ścieżkami co główna bohaterka i wraz z nią
poznaje wszystko, co na nią czeka. Historia jest pełna humoru, swobody,
ekscytacji, ale nie brak w niej lęku, rozczarowań, smutku. 

Główni bohaterowie, Sabina i Aleks, zostali zestawieni ze sobą na zasadzie
kontrastu. Ona – wrażliwa i samotna kobieta, on – sprawiający wrażenie
donżuana, egoisty i prostaka. Ale w głębi kryje się coś, co jest w stanie
odkryć tylko Sabina, bo tylko ta kobieta potrafi wniknąć do wnętrza, nie
zważając na pozory. 
W Namaluj mi
słońce
urzekła mnie lekkość, z jaką wyraża się autorka, prowadząc
czytelnika przez powieść. Historia, którą przedstawia, jest prawdziwa i
niezakłamana, a co najważniejsze – bohaterowie nie zostali wyidealizowani, mają
swoje zarówno dobre, jak i złe cechy, i pokazują je na każdym kroku. Gabriela
Gargaś umiejętnie buduje swoją powieścią wyobrażenie o prawdziwym życiu
– nie zawsze kolorowym, nieco skażonym brutalnością, w którym ludzie kryją się
za maskami, nie pokazując nikomu właściwego oblicza. 
Język, którym
posługuje się autorka, jest niezwykle prosty, przystępny dla czytelnika. Pomimo
tego, że powieść została wzbogacona o wiele wątków splecionych ze sobą, całość
nie została zaburzona, a poszczególne historie tworzą logiczną i składną opowieść
o życiu. Autorka udowadnia, że los płata nam figle i nie zawsze jesteśmy w
stanie poradzić sobie z problemami, ale jeśli mamy w sobie choć odrobinę
entuzjazmu i energii, możemy zdziałać cuda. Przekazuje również, że w życiu
najważniejsze jest dawanie, a nie tylko branie. I że człowiekowi można
podarować drugą szansę, jeśli naprawdę się tego pragnie…
Wybaczyć
można wszystko, ale to nie znaczy, że należy wszystko zapomnieć.
Gabriela
Gargaś, za pomocą swojej powieści, uczy nas także, że najważniejsza jest rodzina,
i to o nią należy walczyć za wszelką cenę. W momencie gdy wszystko
przemija, najbliżsi są zawsze przy nas, bez względu na przeciwności losu i to,
jacy jesteśmy. 

Oczywiście powieść można również na swój sposób interpretować. Niezwykłe jest
to, że Sabina i Marysia poznają się w parku, że to właśnie mała dziewczynka
odmieniła życie kobiety… Poeci od zarania dziejów wskazują bowiem, że
ukazanie świata z perspektywy dziecka jest niepowtarzalne i niezwykle
prawdziwe. Dziecko potrafi dostrzec małe, często dla nas nieistotne
rzeczy i stworzyć z nich własny, idealny świat. Być może autorka miała
właśnie na celu przekazanie nam takiej metafory, a być może pojawienie się
Marysi nie nabiera żadnego przenośnego znaczenia. A park? Analogicznie: może to
odniesienie do życia człowieka w harmonii z naturą, a jeśli nie – po prostu
miejsce, jedno z wielu, jak każde inne. To, co autor miał na myśli, jest
wyłącznie jego sekretem. A my, czytelnicy, możemy jedynie snuć domysły. Jedno
jest pewne – historii zawartej w powieści nikt nie zrozumie opacznie. 

Namaluj mi słońce polecam przede wszystkim osobom, które uwielbiają
czasami usiąść i pomarzyć. Ale stop! Powieść nie jest żadnym romansem, który
ukazuje nam przed oczami obraz wyimaginowanej miłości dwojga ludzi. Owszem – i
o miłości w niej przeczytamy, ale przede wszystkim o życiu, o tym, że
szczęście często czeka na nas za rogiem – i to od nas zależy, czy zechcemy po
nie sięgnąć.

English Matters

źródło
W dzisiejszych
czasach coraz trudniej znaleźć magazyny przeznaczone dla osób, które chcą uczyć
się języków obcych. Wydawnictwo Colorful Media wychodzi im naprzeciw,
udostępniając własne, mające ułatwić poznawanie kultury innych krajów oraz
języka.

Na stronę
internetową Wydawnictwa trafiłam przypadkowo, gdy od pewnej blogerki
dowiedziałam się o magazynie językowym „English Matters”.  Postanowiłam zapoznać się z
jego treścią i sama ocenić jego przekaz. Moje pierwsze wrażenie było nieodparte
i niezwykle imponujące. Już pierwsze strony magazynu poruszają swoim bogactwem
i przejrzystością treści. Niemal na każdej z nich znajdziemy ciekawe artykuły dotyczące stylu życia ludzi, kultury, nauki
oraz podróżowania. Są one wzbogacone o kolorowe fotografie oraz spis słówek,
które mogą sprawiać trudność w zrozumieniu tekstu. Nie trzeba więc za każdym
razem sięgać po słownik angielsko-polski i przerywać czytania.
Magazyn zawiera
również wskazówki dotyczące komunikacji w języku angielskim opatrzone tytułem Conversation Matters, dzięki którym
czytelnik może zapoznać się ze zwrotami przydatnymi w konkretnych sytuacjach.
Porusza również kwestie sporne oraz przykłady niewłaściwego zachowania. 
 

Dzięki tabelom i
wyróżnieniom kłopotliwych słów czytelnik może łatwiej i szybciej przyswoić i
zapamiętać treść artykułów. Magazyn obfituje w wielość ciekawostek, które
umożliwiają poznanie tajników kultury oraz tradycji kraju. 
Mnie najbardziej
spodobał się artykuł z działu People and
Lifestyle,
który opowiada o dziwacznych budynkach występujących na całym
świecie. Byłam pod wrażeniem, gdy przeczytałam o bibliotece w Kansas, wybudowanej
na kształt wielkiej półki na książki. Zaciekawił mnie również artykuł o Lorde –
Queen Bee – muzycznej gwieździe – oraz szereg tekstów z działu Culture. Najdłużej zatrzymałam się
jednak przy pracach o tematyce podróżniczej. Skorzystałam również z okazji wysłuchania ich w
Internecie – to była wspaniała przygoda! Zachwyciła mnie przede wszystkim ich różnorodność oraz sposób przedstawienia w gazetce. Są one wzbogacone o przepiękne fotografie oraz opisy wielu miejsc, które szczególnie warto zwiedzić.
 
Magazyn „English Matters” polecam wszystkim
pasjonatom kultury oraz języka angielskiego. Mogą po niego sięgnąć zarówno osoby
uczące się, jak i znające go – może to być świetna okazja do wzbogacenia
własnego słownictwa. Potrafię z czystym sumieniem przyznać, że sięgnę po ten magazyn
ponownie – i to niejednokrotnie. Gratuluję Wydawnictwu pomysłu na stworzenie takiego czasopisma językowego.

Pisałem z potrzeby serca

fot. Klaudia Raflik

Kamienie na szaniec to lektura
szkolna, więc każdy z nas powinien mieć ją już za sobą. Nie wszyscy
jednak wspominają ją miło. Dla niektórych to zwykła opowieść, dla innych
świadectwo życia. Dla mnie jest to przede wszystkim poruszająca
historia, która pozostawia po sobie smutek i żal – i łzy spływające po
policzkach niczym krople deszczu po szybie w czasie ulewy…

Aleksander Kamiński
Aleksander
Kamiński
był pedagogiem,
profesorem wydziału pedagogiki społecznej Uniwersytetu Łódzkiego i pisarzem.
Podczas wojny zasłużył się jako komendant Waweru oraz redaktor naczelny
Biuletynu Informacyjnego – największego pisma podziemnej Europy. Był twórcą
zuchów i stał się patronem m.in. Chorągwi Łódzkiej Związku Harcerstwa
Polskiego.

 

Co się stało,
już się nie odstanie. Rudy, Alek i Zośka to młodzieńcy uczący się w szkole i
żyjący jak każdy nastolatek. Jedynym faktem różniącym ich od współczesnej
młodzieży jest to, że żyli w innych czasach – w czasach wojny. Widmo
okrucieństwa nie zgasiło w nich jednak zapału do obrony ojczyzny. Śmiało
walczyli, pokonując wszelkie przeszkody, przy tym niejednokrotnie narażając się
na niebezpieczeństwa. Ich niezłomna więź sprawiała, że bronili własnych
sekretów i nie zdradzili się nawet w momentach największych katuszy. Wojna
oszczędza jednak nielicznych… Życie trójki przyjaciół zostało wystawione na
wielką próbę.
Kamienie na
szaniec
to opowieść o życiu, o
walce, o przyjaźni i miłości, a przede wszystkim o człowieku, który jest
w stanie poświęcić wszystko dla wolności.
Moje pierwsze
spotkanie z historią Rudego, Alka i Zośki nastąpiło w pierwszej klasie
gimnazjum. Wówczas byłam nieświadomą dziewczynką, która dopiero uczyła się,
czym tak naprawdę jest życie. W końcu człowiek uczy się aż do śmierci. Sięgając
po tę książkę, sądziłam, że jest to nudna historia, taka jak większość lektur
szkolnych (mówię większość, ponieważ z doświadczenia wiem, że nie
wszystkie lektury są nudne, ze swoich ulubionych nigdy nie zrezygnuję). To
uczucie nie towarzyszyło mi jednak długo. Po przeczytaniu pierwszego rozdziału
zaczęłam łaknąć coraz więcej i więcej. Nie mogłam oderwać się od śledzenia
losów bohaterów. Stopniowo zagłębiałam się w nie, a sami chłopcy stawali się
moimi przyjaciółmi. 
 Krok
pierwszy – zachwyt. 
Po pewnym
czasie poczułam, że coś się we mnie zmieniało. Wciąż byłam tą samą osobą, a
jednak inną… Wzbogaconą o nowe doświadczenia, spoglądającą na świat z
zupełnie innej perspektywy, poznającą inne czasy, które dotąd były dla mnie
czarną magią. Powoli zaczynałam rozumieć historię – to nie nudna nauka o
datach, wydarzeniach i postaciach; to przede wszystkim nauka o nas… Łzy
zaczynały wypływać mi z oczu strumieniamitrzymałam bohaterów za ręce
i głaskałam po ramionach.
Krok
drugi – współczucie.
Im dalej w las,
tym więcej drzew… Bohaterowie walczyli, pokonywali przeszkody, a ja czytałam
coraz szybciej i szybciej, szukając rozwiązania, obawiając się o losy postaci, które przecież już zginęły, ale które pozostawały obecne w moich
myślach.
Krok
trzeci – napięcie.

Aż w końcu wydarzyło się najgorsze…
Upadek, klęska klęska fizyczna, ale nie moralna. Śmierć… Czyli
jednocześnie koniec i początek. Ich losy stawały się moimi losami – czułam
to…

Krok
czwarty – rozczarowanie.

I nastąpił finał:

Kończy
się w tym miejscu opowieść, choć walka toczy się dalej. 
 

Właśnie: walka toczy się dalej. Ale
jaka walka? Z wrogiem czy z samym sobą? 

źródło

Jest to
opowieść, która wzruszyła mnie do cna. Nie byłam w stanie wrócić do
rzeczywistości, wciąż pozostawałam myślami w świecie wojny, brakowało mi Rudego,
Alka i Zośki. Pamiętam ten moment, w którym odłożyłam książkę na półkę, na
drugi dzień w szkole wysłuchiwałam: Jakie to było nudne. Po co to czytałam.
Miałam ochotę powiedzieć wszystkim, co o tym sądzę, ale postanowiłam się
powstrzymać. W głębi duszy czułam coś innego niż wszyscy, i to uczucie
pozostało do dziś. 

Język, którym
napisana jest powieść, jest niezwykle prosty, bez zbędnych ozdobników, dzięki
czemu czyta się ją szybko i nie trzeba zastanawiać się nad tym, co autor
miał na myśli
. Kamienie na szaniec utrzymane zostały w konwencji sprawozdania.
Historia przybiera formę biografii (ale nią nie jest), w której
spisano każdy szczegół z życia chłopców na tle okrutnej wojny. 
Niedawno
powstał film na podstawie książki, który moim zdaniem powinien obejrzeć każdy,
kto poznał historię Rudego, Alka i Zośki. Ilu ludzi, tyle opinii. 
A tych, którzy
dotąd nie sięgnęli po tę niezwykłą powieść, serdecznie zapraszam do lektury, na
pewno się nie zawiedziecie. Wręcz przeciwniebędziecie z siebie dumni.
To historia, która sprawi, że nie będziecie już tymi samymi ludźmi. Oczywiście
każdy wyniesie z niej co innego, ale wrażenia zapewne pozostaną te same.
Jest to
historia z przesłaniem. Uczy, że należy walczyć o to, co nam się należy, nawet
jeśli ceną jest życie. 
Na koniec
chciałabym prosić was o zastanowienie się nad metaforycznym znaczeniem tytułu
czym są kamienie, a czym szaniec… W końcu: jak owa interpretacja odnosi
się do przedstawionej historii. 
Lecz zaklinam niech żywi nie
tracą nadziei
I przed narodem niosą oświaty kaganiec;
A kiedy trzeba
na śmierć idą po kolei,
Jak kamienie przez Boga rzucane na szaniec!… 
Juliusz Słowacki, Testament mój

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Czytaj pierwszy!

Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia